Obserwatorzy
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Balea. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Balea. Pokaż wszystkie posty
piątek, 7 listopada 2014
Lubię denka! Październik 2014
Zużyć ciąg dalszy :) :
1. Ziaja, maska regenerująca z glinką brązową - 7 ml, w promocji ok 1,00 zł w Rossmannie - starczyła na dwa użycia. Miała bardzo oryginalny zapach, niepodobny do pozostałych masek z tej serii. Trochę zmiękczała, ale mojej cerze bardziej pasowała maska z glinką żółtą.
2 i 3. Ziaja, maska nawilżająca z glinką zieloną - 7 ml, w promocji ok. 1,00 zł w Rossmannie - saszetki starczyły na dwa i trzy razy. Pozostawiała skórę faktycznie nawilżaną, ale musiałam ją trzymać dokładnie tyle, ile zaleca producent. Trzymana trochę dłużej powodowała lekie szczypanie twarzy. Nie wiem, czy kupię ponownie.
4. Avon, Slip into... Daring - perfumetka, 10 ml, w promocji około 10 zł w katalogu - fajny, słodki, ale ulotny zapach. Nosiłam w torebce, wypsikałam w pracy. Już niedostępny, ale raczej i tak bym nie kupiła ponownie. W Avonie jest wiele fajniejszych, bardziej trwalszych zapachów.
5. Balea, Krem do depilacji - 125 ml, ok. 2 euro - standardowy krem do depilacji z DM-u okazał się na moje potrzeby słabszy od Eveline. Nie kupię więcej, chyba że mnie zmusi sytuacja ;)
6. Pervoe Reshenie Balsam Agafii nr 4 na kwiatowym propolisie (KLIK) - 600 ml - ok 16-20 zł w drogeriach internetowych - bardzo lubiany przeze mnie produkt, zachęcił mnie do dalszych eksperymentów z rosyjską pielęgnacją.
7. Balea, Duschlotion, Beautiful feelings, 200 ml/1,45 euro - ładnie pachnący żel pod prysznic, zapach przypominał mi egzotyczną gumę do żucia ;) . Nie pielęgnował, ale i nie wysuszał skóry. Tuba była bardzo wygodna i przyciągała wzrok ze względu na piękną grafikę. Jest jeszcze dostępny w DM-ach, więc polecam zainteresowanie się tą limitką :)
8. Avon Planet Spa Perfectly Purifying Face Scrub (KLIK), 75 ml - ok. 10 zł w promocji w katalogu - produkt dość przyjemny, ale za słaby, jak na moje potrzeby. Skóry wrażliwe byłyby jednak z niego zadowolone. Nie kupię ponownie, gdyż znalazłam o wiele lepszy dla mnie produkt, o czym za niedługo ;)
9. Avon Planet Spa Maseczka do twarzy z glinką z Tureckiej Łaźni Termalnej (KLIK), 75 ml - ok. 10 zł w promocji w katalogu - fajna maseczka, porównywalna do tej z minerałami z Morza Martwego, ale łatwiej ją zmyć. Na razie będę próbować maseczki glinkowe robione w domu, więc nie wiem, czy kupię ponownie. Może jako szybką alternatywę.
10. Farmona, Jantar, wcierka do skóry głowy - 100 ml, w internecie ok 10 zł - to już któraś zużyta przeze mnie buteleczka, kurację Jantarem przeprowadziłam po dłuższej przerwie, spowodowanej używaniem innych specyfików lub niczego ;) moja skóra głowy reaguje na niego dobrze, zauważyłam trochę bejbików :) kolejna flaszeczka w użyciu :)
I jeden wyrzutek:
11. Wibo, lakier z serii różanej, nr 5 - 12 ml - zakupiony przeze mnie na wyprzedaży za ok. 1,30 zł ;) - pomalowałam nim paznokcie pierwszy raz po dłuższej przerwie i doszłam do wniosku, że nie chce mi się z nim dalej męczyć. Trzy warstwy to minimum, schnięcie wątpliwe, nawet z topem. Podziękowałam ;)
W październiku dzielnie się trzymałam i zakupiłam jedynie jedną odżywkę do paznokci, gdyż poprzednia się skończyła. Bilans zakupów o wartości 1,75 euro w porównaniu do wyrzutków uważam za udany :) Jak Wasze zużycia? Pozdrawiam!
Etykiety:
avon,
Balea,
denko,
DM,
Farmona,
jantar,
kosmetyki rosyjskie,
maska do twarzy,
Pervoe Reshenie,
planet spa,
Wibo,
zapachy,
Ziaja,
żele pod prysznic
środa, 3 września 2014
Lubię nowości! Druga część haulu z sierpnia 2014
Drugi miesiąc pod rząd postanowiłam podzielić haul na dwa posty, bo A) było tego zbyt dużo, B) robiłam zapasy zarówno w Polsce, jak i w Niemczech. W sierpniu pokazałam już skarby przywiezione z Polski , teraz czas na trochę skromniejsze, ale jednak ;) nabytki poczynione przede wszystkim w DM.
Co prawda miałam na razie nie kupować żeli pod prysznic (moje zapasy nie są jakieś wielkie, bo jestem w trakcie jednej 500-militrowej butelki, a druga 500-mililitrowa butla czeka w szafce i to tyle ;) ), to jednak nie mogłam się powstrzymać przed zakupem tej jakże uroczej tubki z Balei. Jako że to limitowana edycja, postanowiłam nie zwlekać z zakupem, nauczona złym doświadczeniem z nagle znikającymi sezonowymi seriami ;) Dusch Lotion Beautiful Feelings ma 200 ml i kosztował bodajże 1,45 euro. Zapach ma super, pachnie jakby egzotyczną gumą do żucia, bardzo przyjemnie, a dodatkowo ma mieć bardziej pielęgnującą formułę. Użyłam na razie dwa razy, więc trudno coś więcej powiedzieć.
Balsamów/kremów/maseł do ciała też miałam nie kupować ;) ale jako że w sierpniu wykończyłam aż trzy opakowania, to pozwoliłam sobie jednak na wyjątek ;) i do koszyka w DMie wpadło również Baleowe olbrzymie (400 ml) Mleczko do ciała Q10 z jakimś ;) CH aktywatorem omega do cery suchej. Szczerze powiedziawszy to najbardziej do zakupu zachęcił mnie dodany gratis do mleczka lakier z P2 w super fioletowym kolorze 800 creative pause ;) no i cena za ten zestaw - 2,25 euro!!
Również w DMie zakupiłam swój pierwszy w życiu lakier z Astora z limitowanej edycji Tribal w kolorze 278 tam tam fever (6 ml / ok. 2,30 euro). Kolor jest zabójczy :)
W zasadzie przez przypadek stałam się jeszcze właścicielką lakieru z Kiko w odcieniu fioletu nr 315. W lipcu nakupowałam mnóstwo lakierów Kiko na promocji po 1 euro na upominki dla koleżanek i jakoś źle je policzyłam i jeden został dla mnie ;) Kolor prawie taki sam, jak nowego nabytku z P2, ale co tam ;) Trzy nowe lakiery w jeden miesiąc na szczęście równoważą się z trzema, które w sierpniu poszły w świat ;)
A do tego na koniec DMowy zmywacz do paznokci Ebelin, bardzo dobry, to już moja chyba trzecia butelka, 200 ml / 0,85 euro.
W lipcu i sierpniu poczyniłam zapasy, które powinny mi starczyć niemal do końca roku (w przypadku niektórych kategorii produktów nawet i znacznie dłużej), więc postanowienie na rozpoczęty właśnie wrzesień zużywać i nic nie kupować ;) Chociaż kolejne limitki w DMie, w jak przystało na tę drogerię śmiesznych cenach, bardzo kuszą. Postaram się jednak na jeden miesiąc jednak zacisnąć zęby ;)
Miałybyście ochotę na coś z tej listy? Pozdrawiam!
sobota, 31 maja 2014
Lubię denka i haule ;) maj 2014
Pięć to taka ładna, "okrągła" liczba. Wykończenie pięciu kosmetyków uważam jak na mnie za dobry wynik :) Co trafiło do kosza w maju?
1. Balea, Creme-Öl Dusche, Süßorange & Limette, 250 ml/0,95€ - to trzeci i ostatni żel z tej serii, który miałam w zapasach. Ładny słodko-pomarańczowy zapach, wydajność dobra - starczył na półtora miesiąca. Był trochę rzadszy niż wcześniejsze dwie wersje stosowane przeze mnie, ale dzięki temu łatwiej było go wycisnąć z tej potwornie twardej butelki. Z całej trójki podobał mi się jednak najmniej (wcześniejsze zapachy jednak bardziej przypadły mi do gustu) i nie wrócę do niego, chociaż był bardzo przyzwoity.
2. Kerastase Reflection, Chroma Riche, ok. 130 zł/200 ml - maskę praktycznie całą dostałam od kuzynki, sama bym nie wpadła na to, by kupić tak drogi kosmetyk do włosów ;) Szczerze powiedziawszy spodziewałam się po niej dużo więcej. Owszem wygładzała włosy, ale były po niej trochę oklapłe i szybciej wyglądały na nieświeże. Zapach niby kosmetyku profesjonalnego, fryzjerskiego, ale nie podobał mi się. Niestety nie jestem w stanie ocenić wpływu przedłużenie świeżości koloru bo... nie farbuję włosów xD Na pewno nie wrócę.
3. Himaya Herbals, Delikatnie złuszczający morelowy scrub, ok. 12 zł/ 75 ml - bardzo dobry, bardzo wydajny peeling. Na razie używam innego, ale może kiedyś wrócę.
4. Pat&Rub, Mini Bogaty Balsam do Rąk, 50ml/28 zł - krem w miarę, ale nie zachwycił mnie. Nie wrócę do niego.
5. Maybelline Waterproof Khol Express Eyeliner, brązowy, kupiłam na Paatalu za jakieś 4 zł - masakra, jeżeli na powiece nie było cienia na bazie, to nie dało się go używać. Rysując kredką kreskę na czystej skórze nie zostawiał niemal w ogóle śladu, chyba że się go bardzo mocno docisnęło. Dodatkowo można go było używać tylko świeżo zatemperowanego, gdyż wkład szybko twardniał, przez to stosunkowo szybko się zużył. Beznadzieja.
Natomiast jeśli chodzi o zakupy, to w maju kupiłam...
Jak Wasze zużycia i zakupy? Pozdrawiam!
piątek, 9 maja 2014
Lubię wyrzucać puste opakowania! Marzec i kwiecień 2014
Marzec i kwiecień były czasem odwyku od kosmetycznych zakupów (chociaż nowości i tak się pojawiły ;) ), zamiast haulu miały królować zużycia. Jak na mnie poszło w miarę, chociaż wiem, że wiele z Blogerek potrafi zużyć o wiele więcej produktów w ciągu jednego miesiąca, niż ja w ciągu dwóch. Jak one to robią, nie wiem ;)
Wiekszość z nich została już przeze mnie opisana:
1. Balea, Szampon rewitalizujący do włosów normalnych i lekko przetłuszczających się to moja druga butla. Pisałam o nim dwukrotnie TU i TU. Kupię ponownie za jakiś czas na pewno.
2. Alverde, Szampon Ultra Sensitive to kolejny hit. Również na pewno kupię.
3. Alverde, Porzeczkowy żel pod prysznic także bardzo przypadł mi do gustu i zamierzam go jeszcze kupić :)
4. Babylove, Delikatna oliwka pielęgnująca dla dzieci z DM, mała buteleczka 50 ml - kupiłam w jakiejś śmiesznej cenie w wyprzedaży. Fajny produkt, w składzie ma olej z migdałów, witaminę E i ekstrakt z rumianka. Używałam normalnie na ciało lub do wyrobu domowego peelingu. Mam jeszcze jedną buteleczkę.
5. Balea, Delikatny, pielęgnujący żel do mycia twarzy to kolejny, świetny produkt. Prawdopodobnie kupię ponownie.
6. BeBeauty, Płyn miceralny z Biedronki to stały mieszkaniec mojej łazienki, którego nie trzeba nikomu przeszkadzać. Oczywiście używam kolejnego opakowania.
7. Balea, Creme-Öl Dusche - kremowy żel pod prysznic z olejem z ziaren winogrona i pistacjami, 250 ml/ok. 0,95 euro - produkt był identyczny, jak zużyta przeze mnie wcześniej wersja z owocami drzewa marula i proteinami mlecznymi. Miał również bardzo przyjemny, delikatny zapach, niewysuszającą formułę, przyjemnie mi się go używało. Jedyną wadą jest bardzo twarda butelka, naprawdę utrudniająca wydobycie żelu. Byłam zadowolona, ale mam tyle żeli na chciej-liście, że nie wiem, czy kupię ponownie.
8. Shauma Hair & Body Szampon i żel pod prysznic 2 w 1 z prowitaminą B5 i guaraną dla panów ;) - to jedyny produkt, który zużyłam w marcu. Kupiłam dla TŻta w jakiejś fajnej promocji, ale po jednym użyciu stwierdził, że go uczula ;) więc zostałam z wielką butlą 500 ml. I zużyłam całą bez problemów :) oczywiście jako żel pod prysznic. Produkt miał wyjątkowo przyjemną konsystencję, fajny sportowy zapach, nie wysuszał szczególnie skóry. Wadą była stosunkowo niska wydajność - szybko się zużył, być może ze względu na wielki otwór w butelce, przez który zawsze wylewało się zbyt dużo produktu ;) Fajny, no ale nie kupię go ponownie ;)
Zużycia jak na moje możliwości znośne ;) kilka produktów mam w dalszym ciągu na wykończeniu, więc może denko pojawi się szybciej niż po dwóch miesiąca. Stosowałyście któryś w nich? Pozdrawiam!
sobota, 3 maja 2014
Lubię recenzować! Świetna Balea
Bioderma się skończyła, a ja sięgnęłam po produkt z (przynajmniej cenowo) znacznie niższej półki. Delikatny, pielęgnujący żel do mycia twarzy z serii do każdego rodzaju skóry Balea kosztuje bowiem około 1,50 euro za 150 ml. Produkt zamknięty jest w bardzo przyjemnym dla oka opakowaniu z wygodną pompką.
Producent zapewnia o delikatnym oczyszczeniu i efekcie odświeżenia dzięki "witaminowemu koktajlowi" (witamina C i prowitamina B5), który zapewnić ma jednocześnie ochronę i nawilżenie. Poza tym żel powinien zapobiegać zanieczyszczeniom oraz poprawić wygląd skóry. Produkt ma mieć odświeżający, grejpfrutowy zapach.
A jakie są moje wrażenia? Konsystencja jest dość gęsta, przez co stosunkowo ciężko wycisnąć go przez pompkę. Jest to w zasadzie jednocześnie zaletą, gdyż aplikuje się zawsze odpowiednią, niewielką ilość żelu, która w zupełności wystarcza na dokładne umycie całej buzi. Dzięki temu produkt okazał się bardzo wydajny, wspomniana pojemność 150 ml wystarczyła u mnie na pół roku przy stosowaniu jednej pompki wieczorem (wykończyłam go dokładnie 30. kwietnia).
W żelu zatopione były tajemnicze czerwone kuleczki, które jednak znikały przy rozsmarowywaniu produktu na twarzy, na pewno nie miały działania pilingującego. Były pewnie jakimś składnikiem nawilżającym, gdyż mogę stwierdzić, że produkt ogólnie nie wysusza i nie ściąga cery, chociaż oczywiście stosowałam po nim krem do twarzy. Kosmetyk, mimo, albo dzięki swojej gęstości, przyjemnie rozprowadzał się na twarzy i był taki "mięciutki" w trakcie masowania. Zapach okazał się rzeczywiście przyjemny, odświeżający, cytrusowy.
A teraz najważniejsze, czyli efekt oczyszczający. Mimo bardzo łagodnej formuły mogłam stwierdzić wyraźne oczyszczenie twarzy. Dalej nie jest idealnie, ale różnica jest dla mnie zauważalna, a zdecydowanie warto zaznaczyć, że maluję się w tej chwili codziennie, a podczas stosowania Biodermy byłam w takim okresie kiedy nie malowałam się w ogóle.
Tak jak wspomniałam, żel z Balei skończył się przed kilkoma dniami, a ja sięgnęłam do szufladowych zapasów i wyjęłam inny żel do mycia, także z DM-u. Z tego byłam bardzo zadowolona, myślę, że go jeszcze kupię, chociaż oczywiście mam babską przypadłość, czyli ciągłą ochotę ciągle próbowania czegoś nowego ;) Baleowy produkt jednak wszystkim polecam. Świetnie jest stwierdzić, że tak tani produkt pobił na głowę swojego kilka razy droższego konkurenta. Pozdrawiam!
czwartek, 1 maja 2014
Lubię recenzować! Szampony, które uratowały moją głowę po baleowej tragedii
Trzeba było przystąpić do ratowania głowy. Zgliszcza po produktach z drogerii DM ugasiłam... produktami z drogerii DM :D Z przyjemnością przedstawiam Wam dziś produkty, które wyleczyły i ukoiły moją skórę głowy.
Szampon Ultra Sensitive poleciła mi koleżanka, która często boryka się z problemami skóry głowy. Butelka o pojemności 200 ml kosztuje, jak chyba wszystkie szampony Alverde (w tej pojemności) 1,95 euro. Butelka jest zgrabna, dzięki zupełnie płaskiej nakrętce można ją stabilnie postawić "na głowie", przez plastik widać, ile produktu jeszcze zostało.
Producent zapewnia o nawilżających właściwościach pochodzenia naturalnego na bazie cukrowej i pszenicznej. Szampon jest wolny od substancji koloryzujących, zapachowych, konserwujących, a także od olejków eterycznych i ziół, dzięki czemu nadaje się dla alergików.
Szampon jest niemal zupełnie przezroczysty, prawie bezzapachowy (zapach jest bardzo delikatny, taki "wodny"). Dobrze się pieni, poza tym świetnie zmywa oleje (dwukrotne użycie całkowicie zmywa wszystko, co potrzeba po całonocnym olejowaniu). Jest to taki szampon, który raczej wymaga użycia odżywki po myciu, ale faktycznie działa kojąco na skórę głowy i stał się moją pierwszą deską ratunku.
Kiedy tłusty łupież zaczął się wysuszać i sypać masowo z głowy sięgnęłam dodatkowo po Szampon przeciwłupieżowy Heilerde (Ziemia lecznicza). Według producenta kosmetyk dzięki zawartości właśnie ziemi leczniczej i innych naturalnych dodatków zwalcza łupież już od pierwszego użycia. Na zamknięciu widnieje informacja, że nadaje się do włosów farbowanych.
Szampon ma dość specyficzną konsystencję i kolor - takie dość glinkowe. Również zapach jest nietypowy, słodkawy, ale delikatny. Mnie się dość podoba, ale przypuszczam, że znajdą się osoby, którym będzie przeszkadzał.
Również ten szampon bardzo przypadł mi do gustu i jestem przekonana, że przyczynił się do szybszej regeneracji mojej łepetyny.
Oba szampony z Alverde stosunkowo szybko się zużywają, ale przyczynia się do tego na pewno nie za wielka pojemność (wspomniane 200 ml).
Trzecim, uzupełniającym kosmetykiem był znany już przeze mnie wcześniej produkt z podstawowej serii Balei - Szampon rewitalizujący Rozmaryn i melisa do włosów normalnych i lekko przetłuszczających się.
Tak, jak i wcześniej, świetnie oczyszcza włosy i faktycznie spowalnia przetłuszczanie się. Jest bardzo wydajny, a 300 ml butla kosztuje zaledwie 0,65 euro. Więcej możecie o nim przeczytać TUTAJ.
Moja skóra i włosy mają się już znacznie lepiej. W międzyczasie zdążyłam zużyć Szampon z Balei i dzisiaj wykończyć Szampon Ultra Sensitive. Dalej będę zużywać moje zapasy, ale na pewno po te szampony sięgnę wcześniej, bądź później ponownie i polecam je wszystkim borykającym się z łupieżem i nadmiernym przetłuszczaniem się skóry głowy. Pozdrawiam!
niedziela, 9 marca 2014
Lubię zakupy! Luty 2014
Cały styczeń grzecznie omijałam drogerie i nie przygarnęłam żadnego ślicznego kolorowego opakowania ;) W lutym nadrobiłam zaległości ;)
Główną część mojej rozpusty stanowiło zamówienie z Avonu. W świetnej cenie (6,99 zł) zakupiłam skuszona bardzo dobrymi opiniami na Wizażu do spróbowania Głęboko oczyszczający peeling do twarzy z Planet Spa z serii z Minerałami Morza Martwego. Poza tym zamówiłam moją ulubioną Diamentową konturówkę do oczu w kolorze Brown Sugar (12,99 zł). Z ofert dla konsultantek przygarnęłam żel pod prysznic z Naturalsa Malina i Hibiskus (3,99 zł), perfumetkę Slip Into... Daring (8,99 zł) oraz wielki zestaw nowości (72,99 zł), w którego skład wchodzą: nowa hitowa woda perfumowana Avonu Femme, Skin So Soft Olejek do ciała w sprayu, Krem CC SPF 20 Nude, Szampon zwiększający objętość i Płyn do kąpieli (nie ma na zdjęciu - Mama przygarnęła), Naturals Balsam do ciała Róża i czekolada oraz Avon Care Glicerynowy krem do rąk i paznokci o zapachu magnolii. Z nie-avonowych nowości pojawiły się u mnie znany i lubiany przeze mnie szampon pokrzywowy z Green Pharmacy oraz hitowe rybki Dermogal A+E. Od Mamy dostałam jeszcze Intensywnie nawilżający balsam do ust z masłem kakaowym z Himalaya Herbals.
Na moje problemy z włosami spowodowane najprawdopodobniej przez Baleę z kofeiną postanowiłam sprawić sobie trzy kosmetyki z DM-u: szampony Alverde: Ultra Sensitive i przeciwłupieżowy (oba 1,95 euro / 200 ml) oraz suchy szampon z Balei (ok. 2,30 euro). Suchy szampon kupiłam po raz pierwszy, użyłam go trzy razy i doszłam do wniosku, że nie jest dla mnie, więc oddam go koleżance, które suche szampony chętnie używa.
Zapasy potwornie odnowione, postanowiłam przynajmniej do Wielkanocy nic nie kupować, post raz na jakiś czas dobrze robi ;) Szczególnie, że większość nowości będzie musiała poczekać na swoją kolej.
Znacie któryś z wymienionych produktów? Pozdrawiam!
Etykiety:
Alverde,
avon,
Balea,
balsamy do ciała,
DM,
GAL,
Green Pharmacy,
Himalaya,
kosmetyki pielęgnacyjne,
peeling do twarzy,
pielęgnacja włosów,
zakupy,
żele pod prysznic
wtorek, 4 marca 2014
Lubię zużywać! Wykończone w styczniu i lutym 2014 z mini recenzjami
Szczęśliwie udało mi się wykończyć kilka kosmetyków w pierwszych dwóch miesiącach tego roku. Swoją drogą czas leci potwornie :( Wyjątkowo wśród wykończonych pojawiły się aż trzy kosmetyki do makijażu, co w moim przypadku jest niezwykłą rzadkością ;)
Oto lista kosmetyków z mini recenzjami:
1. Naomi EDT od Naomi Campbell to jeden z moich ulubionych zapachów, jakie miałam do tej pory. Bliżej opisałam go TUTAJ. Prawdopodobnie kupię ponownie, pewnie na allegro, bo tam bywa w przyjaznych cenach.
2. Avon, Podkład rozświetlająco - antystresowy, 30 ml - Miałam prawdopodobnie odcień Nude - niestety oznaczenie błyskawicznie starło się z buteleczki. Średniak, nie zauważyłam działania antystresowego ;) ale z braku laku może być. Nie wiem, czy kupię ponownie.
3. Isana Krem do ciała z oliwą z oliwek, 500 ml - bardzo fajny krem, ulubieniec szczególnie mojego TŻ-a. Ja mam zapas kremów do ciała, ale prawdopodobnie przynajmniej ze względu na TŻ-a jeszcze się u nas pojawi.
4. Avon, Diamentowa konturówka do oczu, Brown Sugar - doskonała, już nie pamiętam, którą sztukę zużyłam. Oczywiście mam już kolejną.
5. Manhattan Multi Effekt Eyeshadow 35Z Airy Rose - cień do powiek idealny na co dzień i do stosowania solo. Służył mi przez ok. 2,5 roku. Na razie mam inny cień w podobnym kolorze, zresztą nie wiem, czy jeszcze ten jest dostępny w sprzedaży, więc nie wiem, czy kupię ponownie, ale byłam zadowolona :)
6. BeBeauty, Płyn micelarny do demakijażu i tonizacji twarzy i oczu skóra wrażliwa z Biedronki - produktu nie trzeba przedstawiać, ja jestem jego fanką i używam w dalszym ciągu.
7. i 8. Balea Proffesional Coffein szampon i odżywka , o których niedawno pisałam. Jedne z bardziej niewydajnych produktów, jakie miałam okazję stosować, odkąd bardziej świadomie dokonuję zakupów. Spowodowały u mnie łupież i przetłuszczanie się włosów. Jedno wielkie NIE.
9. Eveline, Bio Depil, Ultradelikatny krem do depilacji skóry wrażliwej 9 w 1 - bardzo fajny kosmetyk, z zadowalającym mnie działaniem, nie podrażnia, w dobrej cenie. Na razie mam coś innego (i trochę gorszego), pewnie kiedyś wrócę. Godny polecenia.
10. GAL, Dermogal A + E - wspaniały, cudowny, odkrycie ostatnich miesięcy :) Napisałam o nim epopeję w poprzednim poście :) Oczywiście zakupiłam kolejne opakowanie.
Nie planowałam takiej ładnej zaokrąglonej liczby :) Ze zużyć jestem zadowolona, mam nadzieję, że w kolejnych miesiącach będzie dalej tak fajnie szło, gdyż moje zapasy potwornie się ostatnio powiększyły, ale o tym w kolejnym poście :) Znacie któryś z tych kosmetyków? Pozdrawiam!
Etykiety:
avon,
Balea,
balsamy do ciała,
cienie do powiek,
depilacja,
DM,
Eveline,
GAL,
Isana,
kredki i konturówki,
makijaż,
Manhattan,
Naomi Campbell,
odżywki do włosów,
podkłady,
szampony,
zapachy
niedziela, 23 lutego 2014
Lubię recenzje! Nie wszystko złoto, co z Balea... Balea Professional Coffein
Bo czasem bywa tak, że nawet jak jestem z jakichś kosmetyków zadowolona, to i tak mnie nachodzi ochota na nowości. Miałam w miarę unormowaną sytuację z włosami, to mi się zachciało eksperymentów ;) Balea Professional zapowiadała się nieźle, zwłaszcza, że jest ponad dwa razy droższa od "zwykłych edycji" Balei, które do tej pory bardzo mi pasowały (cena obu produktów to chyba 1,45 euro) ;). Szampon ma pojemność 250 ml, odżywka 200 ml.
Z serii kofeinowej z biotyną i ekstraktem z granatu wybrałam sobie szampon i odżywkę. Oba kosmetyki mieszczą się w przyjemnych dla oka, baaaardzo miękkich tubach z dużym otworkiem (przez co, dość łatwo wycisnąć zbyt dużą ilość kosmetyku). Niestety nawet pod światło nie można dostrzec, ile kosmetyku jeszcze pozostało.
Kosmetyki nie zawierają w składzie silikonów, polecane są przy dziedzicznym wypadaniu włosów, mają je wzmacniać. Poza tym producent informuje o antystatycznym kompleksie, zapobiegającym elektryzowaniu się włosów oraz o łagodnych, chroniących skórę głowy tensydach (tensydy, inaczej surfakanty - od SURFace ACTive AgeNTs - "substancje powierzchniowo czynne", dzięki Ci Wikipedio :) ).
No i z tymi tensydami to ja się nie polubiłam. Moje opanowane przetłuszczanie się włosów powróciło ze wzmożoną siłą (a przy mocnym przetłuszczaniu i więcej włosów wypada) i do tego doszedł potworny świąd skóry głowy, którego nie czułam od kilku dobrych lat. Koleżanka twierdzi, że to od tego, że wcześniej stosowałam codziennie szampon z rumiankiem, ale objawy pojawiły się po jakichś 2 tygodniach po zakończeniu tegoż i rozpoczęciu Balei. Próbowałam w między czasie używać innych szamponów, myślę, że skóra głowy powoli wraca normy. Zastanawiałam się, czy te problemy włosowe nie są związane z jakimś problemem całego organizmu, ale jako że moja skóra na twarzy i ciele ma się ostatnio dobrze, to winna wydaje się Balea. Do tego sprawdziła się zasada, że mój szampon musi być przejrzysty, a nie o widocznej na zdjęciu, perłowej konsystencji. Odżywka jest mleczna, bardzo rzadka, nałożona w dużej ilości na pewno będzie skapywać z włosów. Stosowana z innymi szamponami nie powoduje przetłuszczania, ale włosy po jej użyciu też nie wyglądają jakoś super, o wiele bardziej podobał mi się efekt po Balei z Mango i Aloesem. Jak już wspomniałam, pozytywnego wzmocnienia włosów nie odczułam, raczej przeciwnie.
Dla zainteresowanych składy: odżywka i szampon (przepraszam za jakość, tubę trudno sfotografować):
Miałam ochotę spróbować Baleę Proffesional z serii arganowej, ale teraz trochę się zastanawiam ;) Podsumowując: czasem amatorzy okazują się lepsi od profesjonalistów ;)
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ostatnimi czasy mam bardzo, naprawdę bardzo mało czasu wolnego, jednak, zużywając kolejne kosmetyki, ciągle przychodzi mi na myśl, co mogłabym o nich napisać :) W związku z tym postanowiłam nie odpuszczać i dla przynajmniej własnej przyjemności dalej, jak tylko czas pozwoli, coś naskrobać w tym moim mini-blogu. Zapraszam do odwiedzin. Pozdrawiam serdecznie!
poniedziałek, 30 grudnia 2013
Lubię pożegnania ;) zużyte w listopadzie i grudniu 2013
Listopad w użycia był bardzo skromny, w związku z tym z "denkiem" poczekałam do grudnia, kiedy to "sypnęło" pełnymi opakowaniami. Oto co udało mi się wykończyć w dwóch ostatnich miesiącach:
1. Balea Feuchtigkeitsspülung Mango + Aloe Vera odżywka do włosów suchych i zniszczonych, 300 ml - bardzo wydajna, bardzo przyjemnie pachnąca, bardzo tania, bardzo dobrze działająca, bardzo wydajna ;) Taka "bardzo" odżywka, godna polecenia. Pisałam o niej trochę więcej w ulubieńcach wakacji. Na razie mam coś innego (zresztą po pół roku miała prawo mi się znudzić, mimo dobrego działania ;) ), ale może kupię ponownie.
2. Green Pharmacy Szampon do włosów osłabionych i zniszczonych Rumianek lekarski, 350 ml - jak lubię szampony Green Pharmacy, tak ten był taki sobie. Nie kupię więcej.
3. Alverde Delikatny peeling pod prysznic, 200 ml - kolejny produkt, po którym więcej się spodziewałam. Wolę zdecydowanie domowe peelingi. Nie kupię więcej.
4. Balea, Creme-Öl Dusche z olejem z owoców drzewa marula i proteinami mlecznymi, 250 ml - ostatnio ulubiony produkt pod prysznic :) W szufladzie czekają jeszcze dwa inne zapachy z tej serii, ale ten, najchętniej na kolejną jesień, może jeszcze kupię.
5. Ebelin, Zmywacz do paznokci bez acetonu, 200 ml - zwykły, ale dobry i nieniszczący paznokci zmywacz. Kupiłam ponownie.
6. Rival de Loop, High Gloss Nail Colour, lakier do paznokci w numerze 07, 8 ml - piękna, klasyczna czerwień, lakier dobry w obsłudze. Byłam bardzo zadowolona, ale mam w kolekcji jeszcze kilka czerwieni, więc nie wiem, czy kupiłabym ponownie.
7. Esprit, Best of style with silk extract, nr 219 Mango sorbet, 6 ml - świetny lakier! Piękny kolor, bardzo dobre właściwości. Nigdy nie kupiłam dwa razy tego samego lakieru, ale tu bym się mocno zastanawiała! Niestety jest już prawdopodobnie nigdzie niedostępny.
8. Bioderma Sebium, Antybakteryjny żel do mycia cery mieszanej i tłustej, próbka 10 ml - zużyłam kolejne trzy próbki, prawdopodobnie już ostatnie, ale możliwe, że jeszcze gdzieś zachomikowaną znajdę. Tych mini opakowanek zużyłam chyba ok. 10. Były przede wszystkim bardzo wydajne. Z właściwości byłam w miarę zadowolona, ale od jakiegoś czasu używam kilkukrotnie tańszego żelu do twarzy i jestem pod dużo większym wrażeniem (szczegóły za niedługo ;) ). Nie kupię.
9. Barwa, Siarkowa Moc, Maseczka antytrądzikowa z siarką, kaolinem i gliną wulkaniczną, saszetka 2 x 5 ml - starczyła na cztery użycia. Zaskoczył mnie jej bardzo przyjemny zapach. Właściwości pielęgnacyjne trudno ocenić po zaledwie czterech użyciach, ale dobrze się zapowiada. Może kupię ponownie.
Tyle zużyć, a tu zapasów wcale mniej ;) Jak u Was ze zużyciami na koniec roku? Używałyście któryś z tych produktów? Pozdrawiam!
Etykiety:
Alverde,
Balea,
Barwa,
Bioderma,
denko,
DM,
Esprit,
Green Pharmacy,
lakiery,
oczyszczanie twarzy,
odżywki do włosów,
peelingi,
pielęgnacja włosów,
Rival de Loop,
szampony,
żele pod prysznic
środa, 4 grudnia 2013
Lubię bardzo! w listopadzie 2013 - ulubieni w mini-recenzjach
W listopadzie 2013 były dwa kosmetyki, których używałam szczególnie chętnie i niemal bez zamienników.
Pierwszy z nich to "kremowo-olejkowy" żel po prysznic Balea z olejem z owoców drzewa marula i proteinami mlecznymi. 250 ml kosmetyku kosztuje w DM 0,95 euro.
Żel ma bardzo gęstą, kremową konsystencję, dobrze się pieni, na myjce wręcz świetnie, jest bardzo wydajny. Zapach bardzo przyjemny, kremowy, otulający, idealny na tę porę roku.
Mimo SLS na drugim miejscu w składzie żel jest delikatny dla skóry, wręcz pozostawia ją lekko nawilżoną i mogę nawet przez dwa dni nie używać żadnych nawilżaczy, bez żadnej szkody dla skóry!
Według mnie jest to produkt o wiele lepszy niż te popularniejsze żele pod prysznic Balei w kolorowych opakowaniach w cenie 0,65 euro.
Drugi ulubieniec jest w mojej kosmetyczce już jakieś 2,5 roku. Lakier Rival de Loop z serii High Gloss Nail Colour w kolorze 07. Jest to najbardziej klasyczna czerwień, jaka może być (niestety blogger robi z tego odcienia czerwień strażacką, w rzeczywistości jest ciemniejsza - w miarę oddany jest odcień na buteleczce).
Szybko schnie, dobrze się trzyma, wystarczą dwie warstwy. Idealnie pasuje mi na tę porę roku, przypuszczam, że do końca roku skończę tę buteleczkę.
Co szczególnie chętnie używałyście w minionym miesiącu? Pozdrawiam!
Pierwszy z nich to "kremowo-olejkowy" żel po prysznic Balea z olejem z owoców drzewa marula i proteinami mlecznymi. 250 ml kosmetyku kosztuje w DM 0,95 euro.
Żel ma bardzo gęstą, kremową konsystencję, dobrze się pieni, na myjce wręcz świetnie, jest bardzo wydajny. Zapach bardzo przyjemny, kremowy, otulający, idealny na tę porę roku.
Mimo SLS na drugim miejscu w składzie żel jest delikatny dla skóry, wręcz pozostawia ją lekko nawilżoną i mogę nawet przez dwa dni nie używać żadnych nawilżaczy, bez żadnej szkody dla skóry!
Według mnie jest to produkt o wiele lepszy niż te popularniejsze żele pod prysznic Balei w kolorowych opakowaniach w cenie 0,65 euro.
Drugi ulubieniec jest w mojej kosmetyczce już jakieś 2,5 roku. Lakier Rival de Loop z serii High Gloss Nail Colour w kolorze 07. Jest to najbardziej klasyczna czerwień, jaka może być (niestety blogger robi z tego odcienia czerwień strażacką, w rzeczywistości jest ciemniejsza - w miarę oddany jest odcień na buteleczce).
Szybko schnie, dobrze się trzyma, wystarczą dwie warstwy. Idealnie pasuje mi na tę porę roku, przypuszczam, że do końca roku skończę tę buteleczkę.
Co szczególnie chętnie używałyście w minionym miesiącu? Pozdrawiam!
niedziela, 10 listopada 2013
Lubię nowości! Bogaty październik '13
Wakacje w nowościach kosmetycznych były bardzo powściągliwe, ale październik nadrobił zaległości ;)
Od koleżanki dostałam Eliksir ziołowy do włosów wzmacniających, przeciw wypadaniu Green Pharmacy, który już regularnie wcieram w skalp. Ma piękny zapach, mam nadzieję, że za jakiś czas zauważę efekty. Otrzymałam też od niej dwa kosmetyki, które kupiła dla siebie, ale jej nie podpasowały – wodę perfumowaną Calvina Kleina Eternity Moment (w zasadzie 9/10 z 100 ml :D ) oraz lakier p2 w odcieniu lovely moment.
Dodatkowo trafiło też do mnie dużo produktów z DM :) Przede wszystkim szampony i kosmetyki pod prysznic :)
Niektóre kosmetyki już są w użyciu, ale znaczna część trafiła do szuflady i czeka na swoją kolej. Zapasy odnowione i rozsądnie by było już do końca roku niczego nie kupować ;) Ciekawe, czy się uda ;)
Mam nadzieję, że będę miała w najbliższym czasie techniczne możliwości, by przybliżyć Wam któreś z produktów. Pozdrawiam!
sobota, 21 września 2013
Lubię kolor pomarańczowy ;) faworyci wakacji lipiec - wrzesień '13
Wakacje szkolne już dawno za nami, akademickie też już się niestety kończą. Najwyższy zatem czas na przedstawienie moich letnich faworytów. Jako że w lecie używam jeszcze mniej kosmetyków, niż normalnie, dlatego łatwiej było mi zebrać takich kwartalnych ulubieńców. Zapraszam do lektury :)
1. Avon Just play EDT 50 ml to zapach już niestety dawno niedostępny, ja chomikuję tę buteleczkę już od 2 lat, kupiłam w avonowej wyprzedaży za 20 zł. Świetny zapach, z jednej strony świeży, cytrusowy, ale z drugiej ma w sobie nutkę elegancji (myślę, że dzięki herbacie i frezji w składzie). Dobrze się w nim czuję, inne osoby wyczuwają go ode mnie dobrych kilka godzin po aplikacji. Standardowo nie rozumiem, dlaczego został wycofany, szczególnie że jego męski odpowiednik dalej jest w sprzedaży.
2. Farmona, Jantar, Odżywka do włosów i skóry głowy. To już druga kuracja Jantarem, jaką przeprowadziłam. Efekty są troszkę inne niż poprzednio - włosy niestety dalej mi wypadają (ale też mam ogólnie teraz taki okres osłabienia), ale za to mam MNÓSTWO nowych małych włosków :) (za pierwszym razem zahamował całkowicie wypadanie, ale baby hair było trochę mniej). Na mnie działa, na pewno za 2-3 miesiące przeprowadzę kolejną kurację.
3. Avon Solutions Koloryzująco-nawilżający krem na dzień SPF 20 - pisałam już o nim TUTAJ. Bardzo go lubię, przez całe lato zastępował mi podkład, który miałam na twarzy w sumie ze trzy razy.
4. Rossmann, For Your Beauty, Masażer - "Masażer z gumowymi ząbkami. Poprawia krążenie, łączność tkanek w skórze, wygładza. Zapobiega powstawaniu cellulitu oraz niweluje już powstały." (opis z wizażu). Mam go już ponad dwa lata, więc mogę stwierdzić, że opis się sprawdza. Przez bardzo długi czas używałam regularnie i przynosił bardzo fajne efekty, teraz powróciłam do jego stosowania. Faktycznie pomaga ujędrnić skórę, wyczuwam jego pozytywne działanie. Ale trzeba uważać na naczynka!
5. Balea Feuchtigkeitsspülung Mango + Aloe Vera odżywka do włosów suchych i zniszczonych - w zasadzie używałam jej początkowo bez entuzjazmu, ale jednak regularnie i po jakimś czasie usłyszałam, że polepszył się wygląd moich włosów. Możliwe, że to przede wszystkim dzięki systematyczności (jej w stosowaniu odżywek do włosów zawsze mi brakowało), ale i tak lubię ją używać. Ma bardzo ładny zapach, jest wydajna, wystarczy użyć niewielką ilość (od koleżanki dostałam ostatnio odlewkę najnowszej, chyba już hitowej odżywki Garniera z trzema olejami i jej muszę bardzo dużo nałożyć, stąd mam porównanie). Jeśli macie do niej dostęp to polecam.
6. Manhattan Multi Effekt Eyeshadow 35Z Airy Rose - stanowił bazę mojego (ewentualnego) letniego makijażu (do tego tylko konturówka, tusz i wystarczy). Mam go już ze 2 lata, widać już denko, niestety nie wiem, czy ten kolor jest jeszcze dostępny w sprzedaży, ale jeśli tak, to może go jeszcze kupię, bo daje świetny, subtelny, codzienny efekt.
7. Esprit 219 Mango Sorbet pokazywałam już TUTAJ. Piękny, typowo wakacyjny kolor, myślę, że właśnie ten jest paznokciowym ulubieńcem lata '13.
Przypadkowo się złożyło, że sześć na siedem z nich jest w odcieniach pomarańczy - w sam raz na ciepłą porę roku :) Może któryś z wymienionych kosmetyków też jest Waszym faworytem? :) Zapraszam do komentowania! Pozdrawiam!
Etykiety:
akcesoria,
avon,
Balea,
cienie do powiek,
DM,
Esprit,
Farmona,
krem do twarzy,
lakiery,
Manhattan,
odżywki do włosów,
pielęgnacja włosów,
Rossmann,
ulubieńcy,
wcierki do włosów,
zapachy
niedziela, 1 września 2013
Lubię recenzować! Żele pod prysznic Balea
Szał na kosmetyki Balea w blogosferze trwa dalej w najlepsze ;) i mnie się trochę udzielił, ale w granicach rozsądku ;) pozwalających przy tym na, tak mi się wydaje, obiektywną recenzję. Co myślę tym razem o tych niemieckich żelach pod prysznic?
Już na pierwszy rzut oka kosmetyki bardzo do siebie zachęcają. Wiadomo, opakowanie pod względem marketingowym to rzecz bardzo ważna i tu widać staranie producenta. Mimo iż uważam siebie za osobę odporną na "czar ślicznego opakowania", muszę stwierdzić, że grafika etykiet jest wyjątkowo udana, wakacyjna, soczysta i może stanowić w pewnym sensie ozdobę łazienkowej półki. Zapowiada również egzotyczne doznania zapachowe...
Właśnie, co z tymi zapachami, za które Balea jest tak bardzo chwalona? Oba żele pachną dla mnie jak soki multiwitamina, owocowo, aczkolwiek co nieco sztucznie. W wersji "Brazylijskie mango" czuć trochę bardziej "pomarańczowe" owoce, z nakierowaniem chyba na widoczny na etykietce grejpfrut, ale w słodkiej wersji. W niebieskiej "Marakui" nie umiem natomiast "wyczuć" jakiegoś konkretnego owocu, po prostu pachnie jak egzotyczny napój ze sklepowej półki ;)
Na zdjęciu zauważyłam, że żel przypomina mi trochę z wyglądu płyn do płukania ;)
Co do właściwości, żele są po prostu rzadkie. Przypuszczam, że są przez to stosunkowo mało wydajne. Ja do mycia się używam zawsze rękawicy kąpielowej, dlatego może tego aż tak bardzo nie zauważam (na rękawicy pienią się w miarę, bez - kiepsko). Skład dla zainteresowanych jest dość długi, na drugim miejscu SLS, aczkolwiek nie mają jakiegoś mocnego działania wysuszającego - w przypływie lenistwa mogę sobie pozwolić na pominięcie balsamu.
Jaka jest moja ogólna ocena tych kosmetyków? Są w porządku, szczególnie biorąc pod uwagę ich oryginalną cenę w drogerii DM, czyli 65 centów. Nie są to natomiast na pewno najlepsze żele pod prysznic z najładniejszymi zapachami, jakie miałam okazję dotąd stosować. Jeśli ktoś ma do nich w miarę łatwy dostęp w dobrej cenie - jak najbardziej można. Ale gór dla ich zdobycia bym nie przenosiła ;)
Miałyście już okazję je stosować? Pozdrawiam!
Już na pierwszy rzut oka kosmetyki bardzo do siebie zachęcają. Wiadomo, opakowanie pod względem marketingowym to rzecz bardzo ważna i tu widać staranie producenta. Mimo iż uważam siebie za osobę odporną na "czar ślicznego opakowania", muszę stwierdzić, że grafika etykiet jest wyjątkowo udana, wakacyjna, soczysta i może stanowić w pewnym sensie ozdobę łazienkowej półki. Zapowiada również egzotyczne doznania zapachowe...
Właśnie, co z tymi zapachami, za które Balea jest tak bardzo chwalona? Oba żele pachną dla mnie jak soki multiwitamina, owocowo, aczkolwiek co nieco sztucznie. W wersji "Brazylijskie mango" czuć trochę bardziej "pomarańczowe" owoce, z nakierowaniem chyba na widoczny na etykietce grejpfrut, ale w słodkiej wersji. W niebieskiej "Marakui" nie umiem natomiast "wyczuć" jakiegoś konkretnego owocu, po prostu pachnie jak egzotyczny napój ze sklepowej półki ;)
Na zdjęciu zauważyłam, że żel przypomina mi trochę z wyglądu płyn do płukania ;)
Co do właściwości, żele są po prostu rzadkie. Przypuszczam, że są przez to stosunkowo mało wydajne. Ja do mycia się używam zawsze rękawicy kąpielowej, dlatego może tego aż tak bardzo nie zauważam (na rękawicy pienią się w miarę, bez - kiepsko). Skład dla zainteresowanych jest dość długi, na drugim miejscu SLS, aczkolwiek nie mają jakiegoś mocnego działania wysuszającego - w przypływie lenistwa mogę sobie pozwolić na pominięcie balsamu.
Jaka jest moja ogólna ocena tych kosmetyków? Są w porządku, szczególnie biorąc pod uwagę ich oryginalną cenę w drogerii DM, czyli 65 centów. Nie są to natomiast na pewno najlepsze żele pod prysznic z najładniejszymi zapachami, jakie miałam okazję dotąd stosować. Jeśli ktoś ma do nich w miarę łatwy dostęp w dobrej cenie - jak najbardziej można. Ale gór dla ich zdobycia bym nie przenosiła ;)
Miałyście już okazję je stosować? Pozdrawiam!
środa, 10 lipca 2013
Lubię recenzować! Balea szampony
Że w Polsce nie ma drogerii DM... Sieć ta, moim zdaniem, posiada o wiele ciekawszy asortyment niż Rossmann (chociaż możliwe, że na opinię tę trochę wpłynął jednak właśnie fakt, że jej nie ma w Polsce) i też raczej przystępniejsze ceny. No i można tam zakupić produkty marek Balea, Alverde, P2 itp. Ach och! ;)
Jeśli chodzi o Baleę, to posiadam w tej chwili m.in. ich dwa szampony. Wiem, że wiele dziewczyn zamawia produkty Balei bądź u znajomych/rodziny, którzy akurat jadą do Niemiec, bądź przez internet, mają więc może i szansę zetknąć się z tymi produktami. Co ja o nich sądzę? :)
Niewątpliwą zaletą produktów Balea jest ich cena. Szampony te w DM w Niemczech kosztują 65 centów! W ogóle kosmetyki w Niemczech są tańsze niż w Polsce, no i jak mała dziewczynka tupię teraz nogą, że to też jest niesprawiedliwe :( ;) Szampony z tej serii mają pojemność 300 ml, fajnie się pienią i są przez to bardzo wydajne.
Na zielonym szamponie jest napisane: Szampon witalizujący, Rozmaryn + Melisa, do włosów normalnych i lekko przetłuszczających się (czyli moich, nielicząc końcówek, które mam zwykle trochę przesuszone). Świeża ziołowa formuła, bez sylikonów. Czy jest faktycznie bez sylikonów, to ja się nie znam ;) Oto skład dla zainteresowanych (ech melisa i rozmaryn w zasadzie na szarym końcu):
Na etykietce z tyłu producent pisze, że jest to szampon przeznaczony to użytku codziennego, delikatnie, ale dokładnie oczyszcza włosy, reguluje naturalną równowagę nawilżenia przeciwdziałając zbytniemu przetłuszczaniu się. Włosy mają się po nim ładnie błyszczeć i być wypielęgnowane dzięki witaminie B3 i prowitaminie B5.
Dość dużo i ładnie popisane o szamponie, ale trzeba przyznać, że moje u nasady skłonne do przetłuszczania włosy fajnie na niego reagują. Co prawda moim zboczeniem jest ich codzienne mycie, ale jeśli akurat wiem, że przez cały dzień nie wyjdę z domu, to przy tym szamponie jestem w stanie wytrzymać bez mycia cały kolejny dzień, a to dużo. Czy je jakoś szczególnie pielęgnuje, to trudno stwierdzić, na pewno im nie szkodzi, mogę również sobie pozwolić na nienakładanie odżywki.
Szampon ma bardzo przyjemny, ziołowy zapach, fajną konsystencję, przezroczystą (ktoś mi kiedyś powiedział, że po tym się poznaje, czy szampon ma w sobie silikony, jeśli jest taki kremowo-perłowo-błyszczący, to ma, jeśli przezroczysty, to nie ma; słyszałyście kiedyś o czymś takim?), lekko zieloną barwę.
Drugi szampon natomiast dostałam w spadku po koleżance, której akurat nie podpasował. Butelka była niemal pełna, a teraz jest jej mniej niż połowa, więc też mogę się wypowiedzieć na jego temat.
Szampon ten to Szampon codzienny, malinowy, do każdego rodzaju włosów, bez sylikonów, "upajające zapachowe przeżycie" (kocham te niemieckie poetyckie opisy ;) ). Jest to edycja limitowana (z tego, co się orientuję, to drugi wariant limitki, to zapach jagodowy).
Z tyłu na etykietce producent zapewnia o rozpieszczającym włosy ;) ekstrakcie z malin (z tego co widzę, to te maliny są znowu na przedostatnim miejscu w składzie heh). Pielęgnująca formuła z bogatymi eksraktami ma witalizować włosy i skórę głowy. Zawiera kompleks odbudowujący z witaminą B3 i B5.
Poza tym jest tam ładnie napisane, że "pyszny zapach malin oczarowuje zmysły i twoje włosy konkurują w błyszczaniu ze słońcem" (LOL, po niemiecku jest to tak pięknie napisane ;) ). Zapach faktycznie ładny (a ja nie przepadam jakoś szczególnie za malinowymi kosmetykami). Konsystencja podobna, jak w przypadku zielonego szamponu, tylko kolor ma intensywniejszy.
Na niego również moje włosy dobrze reagują, aczkolwiek nie użyłabym w jego przypadku tak poetyckiego języka ;)
Oba szampony to po prostu dobre, porządne szampony, które fajnie oczyszczają i nie niszczą włosów. Nigdy się sama nie oszukiwałam, że szampon sam w sobie mógłby jakoś odbudować włosy, ale te produkty bardzo przypadły mi do gustu, a biorąc jeszcze pod uwagę pojemność i cenę są naprawdę godne polecenia (chociaż jak ktoś szuka lepszych składów, to pewnie Alverde było by lepszym pomysłem ale ich produków jeszcze nigdy nie stosowałam). Te to takie pewniaki. Czy sprawię je sobie ponownie? Jeśli chodzi o szampon malinowy, to raczej nie, jako że to limitowanka, bardziej, jeśli wyjdzie jakiś nowy, fajnie zapowiadający się sezonowy zapach. W przypadku szaponu ziołowego jest to już bardziej prawdopodobne. Na pewno chciałabym wypróbować jeszcze szampony z innych serii Balea.
Miałyście okazję stosować kosmetyki niemieckie? Macie swoich ulubieńców? Pozdrawiam!
Jeśli chodzi o Baleę, to posiadam w tej chwili m.in. ich dwa szampony. Wiem, że wiele dziewczyn zamawia produkty Balei bądź u znajomych/rodziny, którzy akurat jadą do Niemiec, bądź przez internet, mają więc może i szansę zetknąć się z tymi produktami. Co ja o nich sądzę? :)
Niewątpliwą zaletą produktów Balea jest ich cena. Szampony te w DM w Niemczech kosztują 65 centów! W ogóle kosmetyki w Niemczech są tańsze niż w Polsce, no i jak mała dziewczynka tupię teraz nogą, że to też jest niesprawiedliwe :( ;) Szampony z tej serii mają pojemność 300 ml, fajnie się pienią i są przez to bardzo wydajne.
Na zielonym szamponie jest napisane: Szampon witalizujący, Rozmaryn + Melisa, do włosów normalnych i lekko przetłuszczających się (czyli moich, nielicząc końcówek, które mam zwykle trochę przesuszone). Świeża ziołowa formuła, bez sylikonów. Czy jest faktycznie bez sylikonów, to ja się nie znam ;) Oto skład dla zainteresowanych (ech melisa i rozmaryn w zasadzie na szarym końcu):
Na etykietce z tyłu producent pisze, że jest to szampon przeznaczony to użytku codziennego, delikatnie, ale dokładnie oczyszcza włosy, reguluje naturalną równowagę nawilżenia przeciwdziałając zbytniemu przetłuszczaniu się. Włosy mają się po nim ładnie błyszczeć i być wypielęgnowane dzięki witaminie B3 i prowitaminie B5.
Dość dużo i ładnie popisane o szamponie, ale trzeba przyznać, że moje u nasady skłonne do przetłuszczania włosy fajnie na niego reagują. Co prawda moim zboczeniem jest ich codzienne mycie, ale jeśli akurat wiem, że przez cały dzień nie wyjdę z domu, to przy tym szamponie jestem w stanie wytrzymać bez mycia cały kolejny dzień, a to dużo. Czy je jakoś szczególnie pielęgnuje, to trudno stwierdzić, na pewno im nie szkodzi, mogę również sobie pozwolić na nienakładanie odżywki.
Szampon ma bardzo przyjemny, ziołowy zapach, fajną konsystencję, przezroczystą (ktoś mi kiedyś powiedział, że po tym się poznaje, czy szampon ma w sobie silikony, jeśli jest taki kremowo-perłowo-błyszczący, to ma, jeśli przezroczysty, to nie ma; słyszałyście kiedyś o czymś takim?), lekko zieloną barwę.
Drugi szampon natomiast dostałam w spadku po koleżance, której akurat nie podpasował. Butelka była niemal pełna, a teraz jest jej mniej niż połowa, więc też mogę się wypowiedzieć na jego temat.
Szampon ten to Szampon codzienny, malinowy, do każdego rodzaju włosów, bez sylikonów, "upajające zapachowe przeżycie" (kocham te niemieckie poetyckie opisy ;) ). Jest to edycja limitowana (z tego, co się orientuję, to drugi wariant limitki, to zapach jagodowy).
Z tyłu na etykietce producent zapewnia o rozpieszczającym włosy ;) ekstrakcie z malin (z tego co widzę, to te maliny są znowu na przedostatnim miejscu w składzie heh). Pielęgnująca formuła z bogatymi eksraktami ma witalizować włosy i skórę głowy. Zawiera kompleks odbudowujący z witaminą B3 i B5.
Poza tym jest tam ładnie napisane, że "pyszny zapach malin oczarowuje zmysły i twoje włosy konkurują w błyszczaniu ze słońcem" (LOL, po niemiecku jest to tak pięknie napisane ;) ). Zapach faktycznie ładny (a ja nie przepadam jakoś szczególnie za malinowymi kosmetykami). Konsystencja podobna, jak w przypadku zielonego szamponu, tylko kolor ma intensywniejszy.
Na niego również moje włosy dobrze reagują, aczkolwiek nie użyłabym w jego przypadku tak poetyckiego języka ;)
Oba szampony to po prostu dobre, porządne szampony, które fajnie oczyszczają i nie niszczą włosów. Nigdy się sama nie oszukiwałam, że szampon sam w sobie mógłby jakoś odbudować włosy, ale te produkty bardzo przypadły mi do gustu, a biorąc jeszcze pod uwagę pojemność i cenę są naprawdę godne polecenia (chociaż jak ktoś szuka lepszych składów, to pewnie Alverde było by lepszym pomysłem ale ich produków jeszcze nigdy nie stosowałam). Te to takie pewniaki. Czy sprawię je sobie ponownie? Jeśli chodzi o szampon malinowy, to raczej nie, jako że to limitowanka, bardziej, jeśli wyjdzie jakiś nowy, fajnie zapowiadający się sezonowy zapach. W przypadku szaponu ziołowego jest to już bardziej prawdopodobne. Na pewno chciałabym wypróbować jeszcze szampony z innych serii Balea.
Miałyście okazję stosować kosmetyki niemieckie? Macie swoich ulubieńców? Pozdrawiam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)