Obserwatorzy
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Green Pharmacy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Green Pharmacy. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 5 października 2014
Lubię pożegnania! Spore (jak na mnie ;) ) denko wrześniowe 2014 z minirecenzjami
Kolejny miesiąc przyniósł jak na mnie znowu fajne denko. Cieszę się, bo coraz więcej produktów z potwornego sierpniowego haulu zaczyna być w użytku :)
1. Green Pharmacy, Szampon do włosów normalnych i przetłuszczających się Nagietek lekarski, 350 ml - bardzo fajny szampon, który mogę spokojnie polecić. Na razie rozpoczęłam przygodę z rosyjskimi szamponami, ale ten zapewne kiedyś jeszcze kupię.
2. Dabur, Vatika, Olej kokosowy do włosów, 300 ml - nareszcie udało mi się zużyć to olbrzymie opakowanie. Olej ten kupiłam już bardzo dawno temu, kiedy oleje w blogosferze zaczęły być popularne, ale jeszcze nie mówiło się o porowatości włosów ;) Dziś oleju kokosowego do swoich włosów ze względu właśnie na porowatość bym nie kupiła. Sam produkt jednak był w porządku, jak na moje średnioporowate włosy radził sobie tyle, ile mógł. Fajnie sprawdzał się w połączeniu z odżywką (olejowanie na odżywkę odkryłam stosunkowo niedawno i to póki co najlepsza dla mnie metoda).
3. Cien, Coco Bahama, Showercream, 500 ml - kosztował w Lidlu 1,11 euro i jak na taką cenę był w porządku. Nie mam porównania do Treaclemoon, którego jest niewątpliwą podróbką, ale dawał radę: dobrze się pienił i dość ładnie pachniał. Jako że się codziennie balsamuję, to nie zauważyłam wysuszenia, chociaż przypuszczam, że mógłby się do tego przyczynić. Mam jeszcze jedną butelkę o innym zapachu, tego konkretnie już bym nie kupiła.
4. Avon, Skin So Soft, Olejek do ciała w sprayu z olejkiem z nasion marakui, 150 ml - trafił do mnie jako część jakiegoś zestawu z Avonu, w katalogu bywa w promocji po ok. 12 zł. Po zachwycie Nawilżającym kremem do ciała z olejkiem arganowym olejek ten to dowód na to, że krem był tylko wyjątkiem ;) a ja dalej nie lubię serii Skin So Soft. Kosmetyk był bardzo niewydajny, starczył mi na ok. 3 tygodnie codziennego stosowania. Po początkowym fajnym efekcie na skórze (skóra przyjemna w dotyku, ładnie wyglądająca) pod koniec opakowania zaczęłam zauważać objawy zapchania skóry i na moim podatnym na to dekolcie, ale i na ramionach czy udach. Poza tym aromat był oczywiście mocno alkoholowy. Nie polecam.
5. Isana, Pianka go golenia z ekstraktem z kokosa, 150 ml/ ok. 0,70 euro w promocji, wersja limitowana na lato - tak, tak, to była moja pierwsza w życiu pianka do golenia ;) więc niby nie mam porównania. Zakupiłam, gdyż nagle na nogach zaczęło mi się pojawiać podrażnienie po goleniu. Na początku fajna, ale starczyła na mniej niż 10 użyć, po czym reszta stała się tak wodnista, że nie dało się jej wycisnąć. Raczej nie kupię więcej.
6. Ebelin, Zmywacz do paznokci bez acetonu, 200 ml / ok. 0,95 euro - mam już kolejne opakowanie.
7. Lovely, Serum wzmacniające do paznokci z witaminą C i wapniem, 11 ml- już nie wiem, które opakowanie zużyłam, bardzo lubię. Do tej pory zawsze miałam je w domu, po czym zapomniałam zrobić zapas, jak byłam w Polsce :( więc teraz musiałam kupić coś innego. Jeśli w międzyczasie nie znajdę czegoś lepszego, to następnym razem w Polsce na pewno zrobię zapas :)
8. Golden Rose, Sweet Color, Lakier do paznokci nr 81, 5,5 ml/ok. 3zł - zużyć to to nie było jakoś szczególnie trudno, gdyż do pokrycia płytki potrzebował 4-5 warstw ;) w momentach cierpliwości więc nim malowałam. Kolor był fajny, po tylu warstwach trzymał się super, no ale z tej serii już na pewno nic nie kupię ;)
9. CD, Deo 24 h Wasserlile, Dezodorant z kulce bez aluminium, olei mineralnym, silikonów, parabenów, barwników i substancji pochodzenia zwierzęcego, 50 ml / ok. 1,30 euro w promocji - może to i było bez aluminium, może to i jest produktem od marki produkującej dla skóry wrażliwej, może i byłam świadoma, że to dezodorant, a nie antyperspirant, ale ten produkt był po prostu dziadowy. Śmierdział wódą, a nie lilią wodną, przebijał przez to przez perfumy, przy czym jednak nie zapewniał na pewno 24-godzinnego uczucia świeżości, bo kilkakrotnie miałam uczucie dużego dyskomfortu. Dodatkowo był potwornie wodnisty i starczył przez to na niecałe dwa miesiące. Wróciłam pokornie do ałunu, który nigdy mnie nie zawiódł.
10. Pervoe Reshenie Organic Avocado Krem do twarzy na noc, 40 ml / ok. 5 zł - krem nie do końca odpowiadający potrzebom mojej skóry, więc więcej nie kupię.
11. Avon, Spectra Lash Mascara, 9 ml / ok 15 zł w promocji - tusze do rzęs tradycyjnie starczają u mnie na około rok i nic się z nimi nie dzieje. W tym przypadku było podobnie, wygrzebałam go do końca, nie wiem, jak ja go robię ;) Z Avonu wolę zdecydowanie Supershocka, którego miałam kilka sztuk. Ten tusz był trochę dziwny, gdyż sporadycznie kilka dobrych miesięcy po otwarciu potrafił się zachować jak świeżo otwarty, jeszcze zbyt mokry tusz i odbijać się na powiekach. Miał możliwość ustawienia trzech stopni intensywności, przez całe użytkowanie miałam go jednak ustawionego "na 1", gdyż drugi i trzeci poziom nakładał zbyt dużo tuszu i łatwo było o posklejane rzęsy. Nie osypywał się na szczęście, kolor czarny był ładnie nasycony. Nie kupiłabym go jednak ponownie, zresztą i tak jest już niedostępny.
12. GAL, Dermogal A + E, blister 24 rybki - super, chętnie po niego sięgam w razie potrzeby i jako odżywczą bombę raz na jakiś czas. Na razie postanowiłam go trochę zdradzić z olejem z ogórecznika, ale cały blister trzymam dalej w pogotowiu :)
Tak, jak wspomniałam ze zużyć wrześniowych jestem zadowolona, zważywszy, że zgodnie z planem nic nie kupiłam :D Październik powinien podobnie wyglądać w kwestii zużyć, ale także i zakupów (póki co kupiłam tylko odżywkę do paznokci, gdyż wykończone serum z Lovely było ostatnim takim produktem w moich zapasach, może uda się nic więcej nie kupować ;) ).
Jak Wasze denka? Używałyście któryś z tych kosmetyków? Pozdrawiam!
Etykiety:
avon,
CD,
cien,
Dabur,
denko,
Ebelin,
Golden Rose,
Green Pharmacy,
Isana,
kosmetyki pielęgnacyjne,
kosmetyki rosyjskie,
krem do twarzy,
lakiery,
Lovely,
oleje do włosów,
Pervoe Reshenie,
szampony,
tusze do rzęs
wtorek, 30 września 2014
Lubię Green Pharmacy! Szampon do włosów normalnych i przetłuszczających się Nagietek lekarski
W poprzedniej notce o innym szamponie od Green Pharmacy wspominałam już, że do tych myjadeł czasem wracam. I faktycznie, szampon nagietkowy gości już u mnie po raz trzeci i po raj trzeci sprawia to same, dobre wrażenie :)
W ogóle to bardzo lubię nagietka, i w kosmetykach i w maściach leczniczych dobrze się u mnie sprawdza (moje ostatnio obolałe kolano coś o tym wie ;) ), więc szanse na to, że i ten szampon polubię były dość duże. Typowa dla tej serii butelka o pojemności 350 ml kosztuje w promocji niewiele (ja za tę konkretnie sztukę zapłaciłam dokładnie 5,39 zł w Rossmannie). Zapewnienia producenta na opakowaniu, a także skład brzmią dość obiecująco:
I tak nie ma tu SLS, SLES i parabenów, co moja skóra głowy również z przyjemnością odczuła, dzięki czemu swędzenie głowy zdarza się rzadziej. Wydaje mi się, że szampon nagietkowy jest odrobinę łagodniejszy od wersji pokrzywowej, włosy po niej "w razie WU" obejdą się bez odżywki, są miękkie, ale i jednocześnie dobrze oczyszczone (dwa mycia niewielką ilością spokojnie zmywają oleje). Moja tendencja do szybkiego przetłuszczania się włosów u nasady przy tym szamponie jest opanowana :)
Zapach kosmetyku jest bardzo przyjemny, delikatny, ziołowo-kwiatowy, konsystencja natomiast typowa dla tej serii: optymalna żelowa, całkowicie przezroczysta - taką moje włosy lubią najbardziej.
Również wydajność szamponu jest zadowalająca, przy codziennym używaniu butelka starczyła mi na prawie dwa miesiące.
Mimo całkowitego zadowolenia z tego szamponu w najbliższym czasie nastąpi na pewno duży skok w bok z mojej strony ;) A mianowicie zacznę korzystać z moich włosowych rosyjskich nabytków :) Niemniej jednak ten szampon to mój drogeryjny pewniak :) Polecam!
Miałyście okazję używać? Pozdrawiam!
W ogóle to bardzo lubię nagietka, i w kosmetykach i w maściach leczniczych dobrze się u mnie sprawdza (moje ostatnio obolałe kolano coś o tym wie ;) ), więc szanse na to, że i ten szampon polubię były dość duże. Typowa dla tej serii butelka o pojemności 350 ml kosztuje w promocji niewiele (ja za tę konkretnie sztukę zapłaciłam dokładnie 5,39 zł w Rossmannie). Zapewnienia producenta na opakowaniu, a także skład brzmią dość obiecująco:
I tak nie ma tu SLS, SLES i parabenów, co moja skóra głowy również z przyjemnością odczuła, dzięki czemu swędzenie głowy zdarza się rzadziej. Wydaje mi się, że szampon nagietkowy jest odrobinę łagodniejszy od wersji pokrzywowej, włosy po niej "w razie WU" obejdą się bez odżywki, są miękkie, ale i jednocześnie dobrze oczyszczone (dwa mycia niewielką ilością spokojnie zmywają oleje). Moja tendencja do szybkiego przetłuszczania się włosów u nasady przy tym szamponie jest opanowana :)
Zapach kosmetyku jest bardzo przyjemny, delikatny, ziołowo-kwiatowy, konsystencja natomiast typowa dla tej serii: optymalna żelowa, całkowicie przezroczysta - taką moje włosy lubią najbardziej.
Również wydajność szamponu jest zadowalająca, przy codziennym używaniu butelka starczyła mi na prawie dwa miesiące.
Mimo całkowitego zadowolenia z tego szamponu w najbliższym czasie nastąpi na pewno duży skok w bok z mojej strony ;) A mianowicie zacznę korzystać z moich włosowych rosyjskich nabytków :) Niemniej jednak ten szampon to mój drogeryjny pewniak :) Polecam!
Miałyście okazję używać? Pozdrawiam!
sobota, 2 sierpnia 2014
Lubię denka! Zużycia lipcowe 2014
Spodziewałam się trochę większych zużyć do końca lipca, ale i tak nie jest źle. Chociaż biorąc pod uwagę moje "tegomiesięczne" nowości oraz to, że najbliższe dwa tygodnie spędzę na urlopie w Polsce, więc pewnie coś tam wpadnie, to powinno być jednak lepiej ;)
Do kosza poszły:
1. Green Pharmacy, Szampon do włosów normalnych Pokrzywa zwyczajna, 300 ml - bardzo fajny, mam kolejną butelkę.
2. Be Beauty, Płyn micelarny - jak zawsze ;)
3. Alverde, Żel do mycia twarzy Algi morskie, 150 ml, taki sobie, raczej więcej nie kupię.
4. Original Source, Żel pod prysznic Malina i wanilia, 250 ml - rozczarowanie miesiąca. Byłam napalona na ten zapach, odkąd poczułam go w łazience u kuzynki. Jako że parę lat temu miałam trzy żele OS (pamiętam dokładnie: miętowy chłodzący, pomarańczowo-imbirowy i kaktusowy) i wszystkimi byłam zachwycona, to pokładam nadzieje również i w różowym osobniki (o ile tak wielkich słów można używać pisząc o żelu pod prysznic ;) ). Niestety żel ten nie ma tej prawdziwej ŻELOWEJ konsystencji, tak jak trzy poprzednie próbowane przeze mnie, jest za to kremowy, rzadki, wysusza skórę. No i producent pokombinował przy opakowaniu i butelka nie ma już tego świetnego sylikonowego otworku, dzięki któremu nic się nie wylewało. Zapach też tylko fajny prosto z butelki. Jestem na nie.
5. Avon Solutions truly radiant VIP Koloryzująco-nawilżający krem na dzień SPF 20, 50 ml - skończyłam tubkę (w mojej historii już trzecią) zaczętą w zeszłym roku i żałuję, że na ten rok go nie zamówiłam, tylko zdecydowałam się na inny produkt, również z Avonu. Bardzo fajny krem, w upały używałam tylko jego, bez żadnych podkładów itp. i tak śmigałam do pracy. Jeśli nic do przyszłorocznego wiosenno-letniego sezonu mnie bardziej nie zaciekawi, to zamówię go ponownie.
6. Ajona, Koncentrat pasty do zębów, 25 ml - to maleństwo starczyło mi na na pewno pół roku, a używałam TYLKO tego. Fajne, jedyna pasta do zębów bez fluoru dostępna w DM/Rossmannie w Niemczech. Teraz będę jednak używać bezfluorowej Ziai.
7. Rival de Loop, Frische Kick, żelowa maseczka odświeżająca, chłodząca limetka+kofeina - jedna część saszetki - to 8 ml starczyło na 4 obfite aplikacje. Mimo iż wydaje mi się, że już mam wyrobioną opinię na jej temat, to dla pozoru poczekam do zużycia drugiej części ;)
To by było na tyle. Znacie któreś z moich zużyć? Pozdrawiam! :)
niedziela, 27 lipca 2014
Lubię Green Pharmacy! Szampon do włosów normalnych Pokrzywa Zwyczajna
Lubię wypróbować coraz to nowsze produkty, ale jest kilka takich kosmetyków, które miło wspominam i przez to do nich wracam. Dzisiejszego bohatera znam już od dwóch buteleczek ;) Trzecia została przeze mnie zakupiona na początku lipca.
Szampon pokrzywowy Green Pharmacy otrzymujemy w standardowej, a'la aptecznej, plastikowej apteczce w cenie promocyjnej poniżej 5,50 zł / 350 ml w Rossmannie. Już przy okazji poprzedniej recenzji innego szamponu z tej serii wspominałam, że stylistyka taka bardzo mi odpowiada, a same opakowanie jest wygodne w użyciu i funkcjonalne.
Szampon ma postać całkowicie przezroczystą, gęstość w sam raz, dzięki odpowiedniemu otworkowi w zamknięciu nie wyleje się go zbyt dużo. Zapach ziołowy, w pozytywnym słowa znaczeniu. Na dobrze zmoczonych włosach pieni się nieźle.
Na opakowaniu producent wspomina o działaniu przeciwłupieżowym i zapobiegającym się przetłuszczaniu. Po niedawnych epizodach łupieżowo-łojotokowych na mojej skórze głowy szampon przyniósł faktycznie ukojenie. Nie mam stresu, że moje co rano umyte włosy pod koniec pracy będą już pozlepiane w strąki ;) (co niestety przy innych produktach się zdarzało :-/) . Skóra głowy jest przyjemnie odświeżona, włosy oczyszczone, ale nie wysuszone. Fajnie sprawdza się w połączeniu z używanym w tej chwili przeze mnie Balsamem na kwiatowym propolisie nr 4 z Receptur Babuszki Agafii. Świetnie również zmywa oleje - dwa mycia całkowicie wystarczają, nie rujnując efektów olejowania (brak SLS).
Kończę właśnie drugą butelkę, jak wspomniałam trzecia już czeka w pogotowiu. Jako że złożyłam niedawno dość duże zamówienie na rosyjskie kosmetyki możliwe, że wśród tamtejszych szamponów coś mnie bardziej zachwyci, ale szampon pokrzywowy Green Pharmacy spokojnie mogę polecić. Używałyście? Pozdrawiam!
poniedziałek, 7 lipca 2014
Lubię mieć DM pod nosem, ale tęsknię do polskich kosmetyków + zaproszenie
Fajnie jest mieć stały, nieograniczony dostęp do niemieckich kosmetyków, wstępować w drodze z pracy do przyjemnego dla oka i przyjaznego dla klientów DM-a i sprawiać sobie nowości z Balei i czy Alverde po śmiesznych cenach. Odkąd jednak mieszkam w Niemczech, zaczęłam tęsknić do polskich kosmetyków, doceniłam również bogactwo oferty polskich producentów. W związku z tym, będąc teraz na weekend w Poznaniu skorzystałam z okazji i odwiedziłam sklep Ziai, Rossmann, no i Biedronkę ;)
Jak tylko zobaczyłam w internecie nową serię Ziai z liśćmi manuka, wiedziałam, że muszę ją mieć. W sklepie Ziai powstrzymałam się z trudem od zagarnięcia całej oferty i wzięłam tylko Pastę do głębokiego oczyszczania twarzy przeciw zaskórnikom (8,80 zł), Reduktor zmian potrądzikowych (ok. 10,50 zł) oraz Żel z peelingiem oczyszczający pory (ok. 10,00 zł). Do tego porwałam jeszcze pastę do zębów bez fluoru (6,80 zł; nie licząc Ajony w Niemczech w drogeriach nie ma nic bez fluoru :/ ). Płyn do higieny intymnej zakupiłam już w Rossmannie (ok. 8 zł).
W Rossmannie skorzystałam poza tym z promocji na kosmetyki Green Pharmacy. Oba szampony, z nagietkiem i pokrzywą (5,39 zł), miałam już dwukrotnie - widać, że się u mnie sprawdzają. Jedwab do włosów był w zasadzie nieplanowanym zakupem, ale byłam go ciekawa, a promocja (7,99 zł) za mnie zdecydowała ;)
Tak samo nieplanowanym zakupem był micel z Biedronki. W czasie zwykłych, spożywczych zakupów zauważyłam jego dla mnie nową wersję do cery mieszanej i tłustej w 400-mililitrowej butli. Mimo że w szufladzie jeszcze dwa micele z Biedry, te tradycyjne, to nie mogłam się powstrzymać (7,99 zł).
Z nabytków jestem zadowolona, aczkolwiek nie są to na pewno całe lipcowe zakupy ;) Parę drobiazgów zakupię w tym miesiącu jeszcze na pewno w DM-ie, ale to będzie już osobny post.
Przy okazji chciałabym Was zaprosić na rozdanie do Paulli Beauty. Na kosmetyki Bath &Body Works mam ochotę od dawna, niestety nie mam do nich dostępu (przynajmniej o tym nie wiem ;) ), w związku z tym z chęcią się zgłaszam :)
| Klik w obrazek! |
niedziela, 29 czerwca 2014
Lubię wyrzutki ;) Czerwiec 2014
Czerwiec był udany pod względem zużyć :)
1. Shauma, Frucht&Vitamin Shampoo, do włosów normalnych, błysk i witalność, 500 ml. Dostałam praktycznie całe opakowanie od koleżanki. Szampon z ekstraktem z granatu i jagód goji. Szampon jak szampon. Ładnie pachnie, dobrze się pieni. W składzie SLS. Niewydajny, wydaje mi się, że czasem powodował swędzenie. Zużyłam, nie kupię.
2. Babylove, Delikatna oliwka pielęgnująca dla dzieci z DM, mała buteleczka 50 ml - druga sztuka zużyta, do domowego peelingu lub po prostu na skórę. Chyba kupię opakowanie normalnej pojemności.
3. Essence, Fix&matte, transparenty puder sypki, 15,5 g. Dzielnie służył mi przez 2 lata! Dobry, byłam bardzo zadowolona. Teraz kupiłam jednak coś innego.
4. Ziaja, Krem na dzień i na noc do cery suchej i zmęczonej z bio olejkiem z awokado, 75 ml - zużyłam drugi słoiczek, byłam zadowolona, aczkolwiek cera na drugi słoiczek reagowała już trochę gorzej, niż na pierwszy. Na razie robię od niego przerwę.
5. Avon, Planet Spa, Rewitalizująca maseczka Chiński żeń-szeń, 75 ml - fajna, przyjemna w korzystaniu, ale na razie będę próbować inne.
6. Avon, Naturals, Żel pod prysznic, malina i hibiskus, 200 ml - pięknie pachniał, przyjemny w stosowaniu, ale niewydajny, starczył na niecałe 3 tygodnie. Za 4 zł, tak jak ja go kupiłam, może być, więcej bym nie dała.
7. Avon, Foot Works, Chłodzący balsam do stóp, Sorbet z papai, 75 ml - pięknie pachnie, ale słabo chłodzi i w ogóle nie nawilża, wręcz trochę wysusza. Niestety mam jeszcze jedną tubkę ;)
8. Green Pharmacy, Eliksir ziołowy do włosów wzmacniający, przeciw wypadaniu, 250 ml, super, porcja baby hair na głowie dzięki niemu, zostawiam sobie świetną buteleczkę.
9. Alterra, olejek pomarańcza i brzoza, 100 ml - bardzo przyjemny, pięknie pachniał. Zużyłam praktycznie cały do wyrobu domowego pilingu. Denerwująca była tylko pompka, strzelająca daleko olejkiem ;) może kupię ponownie, na pewno wypróbuję inne zapachy.
10. Alverde, Szampon przeciwłupieżowy Heilerde (Ziemia lecznicza), 200 ml - super, w razie potrzeby na pewno sięgnę po niego ponownie.
Dwa wyrzutki-lakiery, tym razem niewykończone:
11. Golden Rose with Protein, nr 246 - zużyłam prawie pół buteleczki, ale już się zestarzał, a że mam inny podobny, to go nie będę ratować.
12. Golden Rose with Protein, nr 327 - zielony neon to na pewno nie mój kolor, ten wygrałam w którymś rozdaniu. Próbowałam nim malować paznokcie dwa lub trzy razy. Potwornie smuży, nie kryje nawet po 5 warstwach, więc ląduje w koszu, nie ma sensu się męczyć.
13. Dove Hair therapy, Anti-Spliss Expert, kuracja przeciw rozdwajaniu się, próbka 8 ml starczyła na 5 użyć, ale nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia. Włosy były jakby suche w dotyku. Nie kupię na pewno.
Szczęśliwa trzynastka :) Jestem zadowolona ze zużyć. Oby tak dalej :)
niedziela, 22 czerwca 2014
Lubię Green Pharmacy! Czyli cierpliwość popłaca...
Jako dziecko miałam pięknego, spektakularnie grubego warkocza. Niestety wraz z dojrzewaniem włosy mi się bardzo mocno przerzedziły, nie pomogli na to dermatolodzy, endokrynolodzy, litry wcierek i leków na receptę. Musiałam się pogodzić z tym, że nie mam już tak pięknej fryzury. Wraz z zwiększającym się zainteresowaniem kosmetykami zaczęłam już sama świadomie (nie przez Mamę czy lekarzy) sięgać po odżywki i inne mazidła. Bardzo zadowolona byłam z efektów, które przyniosła mi pierwsza kuracja Jantarem. Druga, po kilku miesiącach nie zakończyła się już tak spektakularnie, a ja sięgnęłam po wcierkę, którą otrzymałam od koleżanki. Tak o to, na początku zupełnie nie regularnie, zaczęłam używać dzisiejszego bohatera.
Eliksir ziołowy do włosów wzmacniający, przeciw wypadaniu Green Pharmacy mieści się w sporej, 250-mililitrowej buteleczce, która wg informacji na Wizażu kosztuje ok. 8 zł. Flaszka jest plastikowa, podobnie jak lubiane przeze mnie szampony tej marki utrzymana jest w stylu aptecznym. Mimo swoich gabarytów jest zadziwiająco wygodna w trzymaniu. Również spray/ dozownik spisuje się bez zarzutów, nie zacina się, dozuje dość dużą, ale odpowiednią ilość płynu w zamierzone miejsce, nie rozchlapuje wcierki po całej łazience. Pod koniec stosowania jest trochę trudniej z psikaniem, ale trzymając butelkę w pozycji pionowej można dalej swobodnie aplikować. Butelka jest na tyle funkcjonalna, że na pewno ją sobie zostawię. Płyn jest całkowicie przezroczysty, ma przepiękny, choć bardzo delikatny i nieutrzymujący się niestety na włosach zapach.
Jak widać wyżej skład cieszy oko, dlatego z chęcią po ten preparat sięgam. Mam go od października, przyznaję się bez bicia, że na początku używałam bardzo nieregularnie. Koło grudnia/stycznia zaczęłam używać go codziennie, później również w trochę zwiększonej ilości (i wtedy zaczęłam dostrzegać największe efekty), teraz aplikuję go co 2-3 dni. Co istotne, stosuję go trochę inaczej, niż zaleca producent. Jako że myję włosy codziennie rano, gdyż dość szybko się przetłuszczają (a w czasach kofeinowej Balei Professional było to przetłuszczanie się wręcz chorobliwe) i to przetłuszczanie jest taką moją małą fobią, spryskuję skórę głowy preparatem tylko wieczorem, krótko go wmasowując. W ogóle nie stosuję go na długość włosów.
A jakie są efekty? Można je zobaczyć na pierwszym zdjęciu, po jakichś dwóch-trzech miesiącach pojawiło się dość dużo baby hair, szczególnie widocznych na skroniach, ale przez przedziałek też się przebijają :) Wypadanie włosów się zmniejszyło, choć nie zostało całkowicie zahamowane (wiadomo, że mają na to wpływ także inne czynniki). Eliksir nie wpływa moim zdaniem negatywnie na obciążenie czy przetłuszczanie się włosów, jest łagodny dla skóry głowy, nawet wydaje mi się, że koi moje epizodyczne problemy z łupieżem.
Mimo wszystko na razie nie sięgnę po niego ponownie. Mam w zapasie jeszcze dwie buteleczki Jantara, którym po dłuższej przerwie z chęcią dam ponownie szansę (korzystając z pomocy tej buteleczki GP :) ), a później na pewno zamówię wreszcie wcierki Babuszki Agafii. Ten kosmetyk polecam jednak wszystkim, którzy chcieliby spróbować tej taniej alternatywy dla rosyjskich ziołowych hitów - ja jestem zadowolona, no i nauczył mnie też cierpliwości ;)
Miałyście okazję stosować? Co stosujecie przeciwko wypadaniu włosów? Pozdrawiam!
niedziela, 9 marca 2014
Lubię zakupy! Luty 2014
Cały styczeń grzecznie omijałam drogerie i nie przygarnęłam żadnego ślicznego kolorowego opakowania ;) W lutym nadrobiłam zaległości ;)
Główną część mojej rozpusty stanowiło zamówienie z Avonu. W świetnej cenie (6,99 zł) zakupiłam skuszona bardzo dobrymi opiniami na Wizażu do spróbowania Głęboko oczyszczający peeling do twarzy z Planet Spa z serii z Minerałami Morza Martwego. Poza tym zamówiłam moją ulubioną Diamentową konturówkę do oczu w kolorze Brown Sugar (12,99 zł). Z ofert dla konsultantek przygarnęłam żel pod prysznic z Naturalsa Malina i Hibiskus (3,99 zł), perfumetkę Slip Into... Daring (8,99 zł) oraz wielki zestaw nowości (72,99 zł), w którego skład wchodzą: nowa hitowa woda perfumowana Avonu Femme, Skin So Soft Olejek do ciała w sprayu, Krem CC SPF 20 Nude, Szampon zwiększający objętość i Płyn do kąpieli (nie ma na zdjęciu - Mama przygarnęła), Naturals Balsam do ciała Róża i czekolada oraz Avon Care Glicerynowy krem do rąk i paznokci o zapachu magnolii. Z nie-avonowych nowości pojawiły się u mnie znany i lubiany przeze mnie szampon pokrzywowy z Green Pharmacy oraz hitowe rybki Dermogal A+E. Od Mamy dostałam jeszcze Intensywnie nawilżający balsam do ust z masłem kakaowym z Himalaya Herbals.
Na moje problemy z włosami spowodowane najprawdopodobniej przez Baleę z kofeiną postanowiłam sprawić sobie trzy kosmetyki z DM-u: szampony Alverde: Ultra Sensitive i przeciwłupieżowy (oba 1,95 euro / 200 ml) oraz suchy szampon z Balei (ok. 2,30 euro). Suchy szampon kupiłam po raz pierwszy, użyłam go trzy razy i doszłam do wniosku, że nie jest dla mnie, więc oddam go koleżance, które suche szampony chętnie używa.
Zapasy potwornie odnowione, postanowiłam przynajmniej do Wielkanocy nic nie kupować, post raz na jakiś czas dobrze robi ;) Szczególnie, że większość nowości będzie musiała poczekać na swoją kolej.
Znacie któryś z wymienionych produktów? Pozdrawiam!
Etykiety:
Alverde,
avon,
Balea,
balsamy do ciała,
DM,
GAL,
Green Pharmacy,
Himalaya,
kosmetyki pielęgnacyjne,
peeling do twarzy,
pielęgnacja włosów,
zakupy,
żele pod prysznic
poniedziałek, 30 grudnia 2013
Lubię pożegnania ;) zużyte w listopadzie i grudniu 2013
Listopad w użycia był bardzo skromny, w związku z tym z "denkiem" poczekałam do grudnia, kiedy to "sypnęło" pełnymi opakowaniami. Oto co udało mi się wykończyć w dwóch ostatnich miesiącach:
1. Balea Feuchtigkeitsspülung Mango + Aloe Vera odżywka do włosów suchych i zniszczonych, 300 ml - bardzo wydajna, bardzo przyjemnie pachnąca, bardzo tania, bardzo dobrze działająca, bardzo wydajna ;) Taka "bardzo" odżywka, godna polecenia. Pisałam o niej trochę więcej w ulubieńcach wakacji. Na razie mam coś innego (zresztą po pół roku miała prawo mi się znudzić, mimo dobrego działania ;) ), ale może kupię ponownie.
2. Green Pharmacy Szampon do włosów osłabionych i zniszczonych Rumianek lekarski, 350 ml - jak lubię szampony Green Pharmacy, tak ten był taki sobie. Nie kupię więcej.
3. Alverde Delikatny peeling pod prysznic, 200 ml - kolejny produkt, po którym więcej się spodziewałam. Wolę zdecydowanie domowe peelingi. Nie kupię więcej.
4. Balea, Creme-Öl Dusche z olejem z owoców drzewa marula i proteinami mlecznymi, 250 ml - ostatnio ulubiony produkt pod prysznic :) W szufladzie czekają jeszcze dwa inne zapachy z tej serii, ale ten, najchętniej na kolejną jesień, może jeszcze kupię.
5. Ebelin, Zmywacz do paznokci bez acetonu, 200 ml - zwykły, ale dobry i nieniszczący paznokci zmywacz. Kupiłam ponownie.
6. Rival de Loop, High Gloss Nail Colour, lakier do paznokci w numerze 07, 8 ml - piękna, klasyczna czerwień, lakier dobry w obsłudze. Byłam bardzo zadowolona, ale mam w kolekcji jeszcze kilka czerwieni, więc nie wiem, czy kupiłabym ponownie.
7. Esprit, Best of style with silk extract, nr 219 Mango sorbet, 6 ml - świetny lakier! Piękny kolor, bardzo dobre właściwości. Nigdy nie kupiłam dwa razy tego samego lakieru, ale tu bym się mocno zastanawiała! Niestety jest już prawdopodobnie nigdzie niedostępny.
8. Bioderma Sebium, Antybakteryjny żel do mycia cery mieszanej i tłustej, próbka 10 ml - zużyłam kolejne trzy próbki, prawdopodobnie już ostatnie, ale możliwe, że jeszcze gdzieś zachomikowaną znajdę. Tych mini opakowanek zużyłam chyba ok. 10. Były przede wszystkim bardzo wydajne. Z właściwości byłam w miarę zadowolona, ale od jakiegoś czasu używam kilkukrotnie tańszego żelu do twarzy i jestem pod dużo większym wrażeniem (szczegóły za niedługo ;) ). Nie kupię.
9. Barwa, Siarkowa Moc, Maseczka antytrądzikowa z siarką, kaolinem i gliną wulkaniczną, saszetka 2 x 5 ml - starczyła na cztery użycia. Zaskoczył mnie jej bardzo przyjemny zapach. Właściwości pielęgnacyjne trudno ocenić po zaledwie czterech użyciach, ale dobrze się zapowiada. Może kupię ponownie.
Tyle zużyć, a tu zapasów wcale mniej ;) Jak u Was ze zużyciami na koniec roku? Używałyście któryś z tych produktów? Pozdrawiam!
Etykiety:
Alverde,
Balea,
Barwa,
Bioderma,
denko,
DM,
Esprit,
Green Pharmacy,
lakiery,
oczyszczanie twarzy,
odżywki do włosów,
peelingi,
pielęgnacja włosów,
Rival de Loop,
szampony,
żele pod prysznic
niedziela, 8 grudnia 2013
Lubię recenzować! Green Pharmacy Szampon do włosów osłabionych i zniszczonych Rumianek lekarski
Bardzo lubię szampony Green Pharmacy - dobre ceny, przyjemne dla oka opakowania i, przede wszystkim, działanie, które odpowiada moim włosom i skórze głowy. Szczególnie odpowiadały mi do tej pory wersje z nagietkiem i pokrzywą. Dlatego też, jak tylko zobaczyłam w Rossmannie szampon rumiankowy w promocji za ok. 5,50 zł, było wiadomo, że to jego teraz wypróbuję.
Opakowanie to typowa dla firmy plastikowa butelka o fajnej pojemności 350 ml, przypominająca tradycyjne, apteczne pojemniki - lubię taką stylistykę. Na przyjemnej dla oka etykietce otrzymujemy zapewnienie o braku parabenów, SLSów i SLESów.
Jak moje wrażenia? Do tej pory mieszane. Przed nim wykończyłam Baleowy Szampon do włosów lekko przetłuszczających się, który niespodziewanie postawił bardzo wysoko poprzeczkę dla swoich następców. Najważniejszym zarzutem w kierunku rumianku od Green Pharmacy jest fakt, że muszę go użyć dość dużo, żeby w ogóle móc umyć włosy - w mniejszej ilości, która wystarcza mi przy większości szamponów - nie da się go porządnie rozprowadzić na włosach i ich umyć. Przez to też szybko się zużywa. Szampon ma dosyć rzadką konsystencję, jest zupełnie przezroczysty (to akurat zaleta). Kiedy już uda się go spienić, to czuć te charakterystyczne "skrzypienie" włosów, które od razu wołają o odżywkę - bez niej nie ma szans na spokojny żywot ;) Poza tym zapach jest nieciekawy - na początku wręcz bardzo mi się nie podobał (mimo że bardzo lubię ziołowe aromaty, a rumianek to jedno z moich ulubionych ziół), teraz już się przyzwyczaiłam. Na koniec wydaje mi się, że włosy trochę szybciej są nieświeże po tym szamponie w porównaniu z Baleą, ale z drugiej strony na pewno przyczynia się do tego codzienne noszenie czapki.
Co do działania wzmacniającego - w przypadku szamponów nie za bardzo w nie wierzę, aczkolwiek faktycznie wypada mi w ostatnim czasie widocznie mniej włosów, myślę jednak, że to zasługa raczej innego, regularnie przeze mnie używanego produktu Green Pharmacy, o którym za jakiś czas napiszę.
Podsumowując: mimo ogólnej sympatii do włosowych produktów od GP ten szampon nie przypadł mi do gustu. Zużyję i zapomnę, więcej nie kupię ;)
Znacie ten szampon albo inne produkty Green Pharmacy? Pozdrawiam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)