Obserwatorzy
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żele pod prysznic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żele pod prysznic. Pokaż wszystkie posty
piątek, 7 listopada 2014
Lubię denka! Październik 2014
Zużyć ciąg dalszy :) :
1. Ziaja, maska regenerująca z glinką brązową - 7 ml, w promocji ok 1,00 zł w Rossmannie - starczyła na dwa użycia. Miała bardzo oryginalny zapach, niepodobny do pozostałych masek z tej serii. Trochę zmiękczała, ale mojej cerze bardziej pasowała maska z glinką żółtą.
2 i 3. Ziaja, maska nawilżająca z glinką zieloną - 7 ml, w promocji ok. 1,00 zł w Rossmannie - saszetki starczyły na dwa i trzy razy. Pozostawiała skórę faktycznie nawilżaną, ale musiałam ją trzymać dokładnie tyle, ile zaleca producent. Trzymana trochę dłużej powodowała lekie szczypanie twarzy. Nie wiem, czy kupię ponownie.
4. Avon, Slip into... Daring - perfumetka, 10 ml, w promocji około 10 zł w katalogu - fajny, słodki, ale ulotny zapach. Nosiłam w torebce, wypsikałam w pracy. Już niedostępny, ale raczej i tak bym nie kupiła ponownie. W Avonie jest wiele fajniejszych, bardziej trwalszych zapachów.
5. Balea, Krem do depilacji - 125 ml, ok. 2 euro - standardowy krem do depilacji z DM-u okazał się na moje potrzeby słabszy od Eveline. Nie kupię więcej, chyba że mnie zmusi sytuacja ;)
6. Pervoe Reshenie Balsam Agafii nr 4 na kwiatowym propolisie (KLIK) - 600 ml - ok 16-20 zł w drogeriach internetowych - bardzo lubiany przeze mnie produkt, zachęcił mnie do dalszych eksperymentów z rosyjską pielęgnacją.
7. Balea, Duschlotion, Beautiful feelings, 200 ml/1,45 euro - ładnie pachnący żel pod prysznic, zapach przypominał mi egzotyczną gumę do żucia ;) . Nie pielęgnował, ale i nie wysuszał skóry. Tuba była bardzo wygodna i przyciągała wzrok ze względu na piękną grafikę. Jest jeszcze dostępny w DM-ach, więc polecam zainteresowanie się tą limitką :)
8. Avon Planet Spa Perfectly Purifying Face Scrub (KLIK), 75 ml - ok. 10 zł w promocji w katalogu - produkt dość przyjemny, ale za słaby, jak na moje potrzeby. Skóry wrażliwe byłyby jednak z niego zadowolone. Nie kupię ponownie, gdyż znalazłam o wiele lepszy dla mnie produkt, o czym za niedługo ;)
9. Avon Planet Spa Maseczka do twarzy z glinką z Tureckiej Łaźni Termalnej (KLIK), 75 ml - ok. 10 zł w promocji w katalogu - fajna maseczka, porównywalna do tej z minerałami z Morza Martwego, ale łatwiej ją zmyć. Na razie będę próbować maseczki glinkowe robione w domu, więc nie wiem, czy kupię ponownie. Może jako szybką alternatywę.
10. Farmona, Jantar, wcierka do skóry głowy - 100 ml, w internecie ok 10 zł - to już któraś zużyta przeze mnie buteleczka, kurację Jantarem przeprowadziłam po dłuższej przerwie, spowodowanej używaniem innych specyfików lub niczego ;) moja skóra głowy reaguje na niego dobrze, zauważyłam trochę bejbików :) kolejna flaszeczka w użyciu :)
I jeden wyrzutek:
11. Wibo, lakier z serii różanej, nr 5 - 12 ml - zakupiony przeze mnie na wyprzedaży za ok. 1,30 zł ;) - pomalowałam nim paznokcie pierwszy raz po dłuższej przerwie i doszłam do wniosku, że nie chce mi się z nim dalej męczyć. Trzy warstwy to minimum, schnięcie wątpliwe, nawet z topem. Podziękowałam ;)
W październiku dzielnie się trzymałam i zakupiłam jedynie jedną odżywkę do paznokci, gdyż poprzednia się skończyła. Bilans zakupów o wartości 1,75 euro w porównaniu do wyrzutków uważam za udany :) Jak Wasze zużycia? Pozdrawiam!
Etykiety:
avon,
Balea,
denko,
DM,
Farmona,
jantar,
kosmetyki rosyjskie,
maska do twarzy,
Pervoe Reshenie,
planet spa,
Wibo,
zapachy,
Ziaja,
żele pod prysznic
środa, 3 września 2014
Lubię nowości! Druga część haulu z sierpnia 2014
Drugi miesiąc pod rząd postanowiłam podzielić haul na dwa posty, bo A) było tego zbyt dużo, B) robiłam zapasy zarówno w Polsce, jak i w Niemczech. W sierpniu pokazałam już skarby przywiezione z Polski , teraz czas na trochę skromniejsze, ale jednak ;) nabytki poczynione przede wszystkim w DM.
Co prawda miałam na razie nie kupować żeli pod prysznic (moje zapasy nie są jakieś wielkie, bo jestem w trakcie jednej 500-militrowej butelki, a druga 500-mililitrowa butla czeka w szafce i to tyle ;) ), to jednak nie mogłam się powstrzymać przed zakupem tej jakże uroczej tubki z Balei. Jako że to limitowana edycja, postanowiłam nie zwlekać z zakupem, nauczona złym doświadczeniem z nagle znikającymi sezonowymi seriami ;) Dusch Lotion Beautiful Feelings ma 200 ml i kosztował bodajże 1,45 euro. Zapach ma super, pachnie jakby egzotyczną gumą do żucia, bardzo przyjemnie, a dodatkowo ma mieć bardziej pielęgnującą formułę. Użyłam na razie dwa razy, więc trudno coś więcej powiedzieć.
Balsamów/kremów/maseł do ciała też miałam nie kupować ;) ale jako że w sierpniu wykończyłam aż trzy opakowania, to pozwoliłam sobie jednak na wyjątek ;) i do koszyka w DMie wpadło również Baleowe olbrzymie (400 ml) Mleczko do ciała Q10 z jakimś ;) CH aktywatorem omega do cery suchej. Szczerze powiedziawszy to najbardziej do zakupu zachęcił mnie dodany gratis do mleczka lakier z P2 w super fioletowym kolorze 800 creative pause ;) no i cena za ten zestaw - 2,25 euro!!
Również w DMie zakupiłam swój pierwszy w życiu lakier z Astora z limitowanej edycji Tribal w kolorze 278 tam tam fever (6 ml / ok. 2,30 euro). Kolor jest zabójczy :)
W zasadzie przez przypadek stałam się jeszcze właścicielką lakieru z Kiko w odcieniu fioletu nr 315. W lipcu nakupowałam mnóstwo lakierów Kiko na promocji po 1 euro na upominki dla koleżanek i jakoś źle je policzyłam i jeden został dla mnie ;) Kolor prawie taki sam, jak nowego nabytku z P2, ale co tam ;) Trzy nowe lakiery w jeden miesiąc na szczęście równoważą się z trzema, które w sierpniu poszły w świat ;)
A do tego na koniec DMowy zmywacz do paznokci Ebelin, bardzo dobry, to już moja chyba trzecia butelka, 200 ml / 0,85 euro.
W lipcu i sierpniu poczyniłam zapasy, które powinny mi starczyć niemal do końca roku (w przypadku niektórych kategorii produktów nawet i znacznie dłużej), więc postanowienie na rozpoczęty właśnie wrzesień zużywać i nic nie kupować ;) Chociaż kolejne limitki w DMie, w jak przystało na tę drogerię śmiesznych cenach, bardzo kuszą. Postaram się jednak na jeden miesiąc jednak zacisnąć zęby ;)
Miałybyście ochotę na coś z tej listy? Pozdrawiam!
niedziela, 31 sierpnia 2014
Lubię pożegnania ;) udane denko sierpniowe 2014 z minirecenzjami
Sierpień był dla mnie miesiącem urlopowym, niemal dwa tygodnie spędziłam w Polsce, więc nie spodziewałam się jakichś szczególnych zużyć. Okazało się jednak, że udało mi się osiągnąć ;) wyjątkowo dobry jak dla mnie wynik.
1. Avon, Just Play EDT, 50 ml - zapachy starczają mi na bardzo długo, ta flaszeczka byłą ze mną ponad 3 lata ;) a bardzo tę wodę lubiłam. Zapach miał typowo wiosenno/letni, dość mocno cytrusowy charakter, przełamany elegancką nutą frezji i herbaty. Jak na EDT długo się utrzymywał. Szkoda, że już od dawna w Avonie niedostępny.
Wykończyłam aż trzy balsamy :D
2. Avon, Skin So Soft, Nawilżający krem do ciała z olejkiem arganowym, 200 ml - byłam pozytywnie zaskoczona tym produktem, miał bardzo treściwą, w zasadzie maślaną konsystencję, fajnie pielęgnował. Nie wiem jednak, czy zamówię ponownie, gdyż lista balsamów do wypróbowania długa ;)
3. Enliven, Masło do ciała Mango i passiflora, 300 ml - zamówiłam to "masło" na paatalu za niecałe 6 zł, nie znając zupełnie tej firmy. Próbowałam się teraz o tej marce czegoś więcej dowiedzieć, ale w internecie mało konkretów ;) Produkt dziwny, miał o wiele rzadszą konsystencję, niż avonowy balsam, więc nazwa "masło" jak dla mnie nietrafiona. Przy tym nie miał do końca gładkiej konsystencji, był dość tępy i długo się go wsmarowywało, przy czym nałożony w zbyt dużej ilości miał tendencję do rolowania się. Faktycznie ładnie owocowo pachniał i zostawiał skórę miękką i wypielęgnowaną, z tymże pod koniec opakowania wreszcie zerknęłam na skład, a tam... parafina ;) nie kupiłabym ponownie.
3. Farmona, Sweet Secret, Czekoladowe masło do ciała, Ciemna czekolada i orzech pistacji, 225 ml - masło fajne, z zabójczym (w sensie negatywnym słowa) zapachem, końcowe 1/4 opakowania zużyłam do stóp, właśnie ze względu na zbyt intensywny aromat. Zużyłam, więcej nie kupię.
4. Rexona, Cotton Dry 24h Deo Spray 150ml - dezodorant starczył mi zaledwie na miesiąc! Zatem wydajność jak dla mnie katastrofalna. Chronił może i nie najgorzej, ale zdarzało mu się pozostawić biały pył na pachach, który później trzeba było wycierać. Poza tym parę razy wyskoczyły mi jakieś nieprzyjemności na skórze pach właśnie, co przy stosowanym przeze mnie od półtora roku ałunie nie miało ani razu miejsca. Tradycyjne dezodoranty dla mnie zatem do używania tylko okazyjnego.
5. Rival de Loop, Frische Kick, żelowa maseczka odświeżająca, chłodząca limetka+kofeina - druga część saszetki - 8 ml, teraz już mogę powiedzieć, że to produkt nic nie robiący, konsystencją przypominający żel intymny bądź do usg ;) Ta formuła, którą należy zetrzeć z twarzy, była lepka, żadnego pozytywnego efektu po tych w sumie ośmiu użyciach nie zauważyłam. Bubelek.
Dwa wyrzutki:
6. Essence, Długotrwała kredka do oczu, fioletowa - zużyłam około 2/3 tej kredki, po czym odłożyłam w kąt i ponad rok nie używałam, dlatego wylądowała w końcu w koszu. Czy taka długotrwała? Jak dla mnie miała tendencję do "wędrowania" po powiece, nie kupiłabym ponownie.
7. Eveline, Skoncentrowane serum do rzęs i baza pod tusz 3 w 1 Advance Volumiere - miałam robić eksperyment, ale akurat w przypadku tego produktu brakło mi konsekwencji ;) Początkowo używałam regularnie - na pewno spowodował wydłużenie rzęs, natomiast niestety dalej na wyciku pozostają mi czasem pojedyncze włoski. Na razie nie kupię ponownie ;)
Poza tym trzy lakiery poszły w świat ;) ale nie załapały się na fotkę ;)
Kolejna część to produkty zużyte/wykończone przeze mnie na urlopie u Rodziców:
8. Kneipp, Alles wird gut, Sól do kąpieli - nie mam wanny, Rodzice owszem ;) więc miałam okazję wypróbować sól do kąpieli z renomowanej niemieckiej marki Kneipp, na co już długo miałam ochotę. Śliczne, słodkie opakowanie, piękny aromat, ekstrakty z wanilii i miodu. Cena w DM to 0,99 euro. Bardzo fajny produkt.
9. Marquis, Sól do kąpieli - od koleżanki otrzymałam pięknie opakowany zestaw kosmetyków (sól, krem do ciała i krem do rąk) bodajże holenderskiej marki Marquis. Robiące wrażenie opakowanie, piękny, elegancki zapach, działanie w porządku. Nie wiem, gdzie koleżanka to dorwała, ale świetny pomysł na prezent.
10. BeBeauty, Płyn micelarny - dokończyłam zalegającą u Rodziców buteleczkę.
11. Avon, Senses, Spirit, Żel pod prysznic, 250 ml - fajny zapach - lilia i gruszka, działanie standardowe. Sama nie zamawiam tych żeli, trafiają do mnie w zasadzie tylko jako część jakichś zestawów, ale i tak chętnie z nich korzystam, przede wszystkim za fajne aromaty.
12. Avon Senses, próbka nowej formuły - niby formuła nawilżająca, ale nie zauważyłam różnicy w stosunku do starej wersji ;)
13. 2 próbki nowości Schwarzkopfa - szamponu od Claudii Schiffer ;) - jedna próbka starczyła na dwa razy, szampon puszył mi włosy i nie zachęcił do zakupu dość drogiego, pełnowymiarowego opakowania.
14. Mini żel pod prysznic z hotelu ;) Bardzo fajny ;)
15. Próbeczki zapachów Avon - na urlop nie brałam ze sobą całej buteleczki perfum, tylko pozużywałam próbki: City Rush Glamour, TTA Amour, Only Imagine, Brazil Beat. Brazil Beat już miałam całą buteleczkę, zresztą już jest niedostępny w Avonie. Idealny na lato zapach, niestety bardzo nietrwały. Zakup dwóch pierwszych perfum zdecydowanie do rozważenia :)
Wyrzutek:
16. Alterra emulsja do ciała trawa cytrynowa i morela - zostało go niewiele, ale czekając na mnie u Rodziców i tak zdążył się przeterminować. Nie żal, bo był niezbyt przyjemny, więcej w recenzji (klik w nazwę produktu).
Zadowolona jestem z wyrzutków, trochę wyrównują olbrzymie zakupy z tego miesiąca ;) Jak wasze urlopowe zużycia? Znacie coś z tej listy? Pozdrawiam!
Etykiety:
Alterra,
avon,
balsamy do ciała,
denko,
Enlive,
Essence,
Eveline,
Farmona,
Kneipp,
maseczki do twarzy,
Rexona,
Rival de Loop,
zapachy,
żele pod prysznic
sobota, 2 sierpnia 2014
Lubię denka! Zużycia lipcowe 2014
Spodziewałam się trochę większych zużyć do końca lipca, ale i tak nie jest źle. Chociaż biorąc pod uwagę moje "tegomiesięczne" nowości oraz to, że najbliższe dwa tygodnie spędzę na urlopie w Polsce, więc pewnie coś tam wpadnie, to powinno być jednak lepiej ;)
Do kosza poszły:
1. Green Pharmacy, Szampon do włosów normalnych Pokrzywa zwyczajna, 300 ml - bardzo fajny, mam kolejną butelkę.
2. Be Beauty, Płyn micelarny - jak zawsze ;)
3. Alverde, Żel do mycia twarzy Algi morskie, 150 ml, taki sobie, raczej więcej nie kupię.
4. Original Source, Żel pod prysznic Malina i wanilia, 250 ml - rozczarowanie miesiąca. Byłam napalona na ten zapach, odkąd poczułam go w łazience u kuzynki. Jako że parę lat temu miałam trzy żele OS (pamiętam dokładnie: miętowy chłodzący, pomarańczowo-imbirowy i kaktusowy) i wszystkimi byłam zachwycona, to pokładam nadzieje również i w różowym osobniki (o ile tak wielkich słów można używać pisząc o żelu pod prysznic ;) ). Niestety żel ten nie ma tej prawdziwej ŻELOWEJ konsystencji, tak jak trzy poprzednie próbowane przeze mnie, jest za to kremowy, rzadki, wysusza skórę. No i producent pokombinował przy opakowaniu i butelka nie ma już tego świetnego sylikonowego otworku, dzięki któremu nic się nie wylewało. Zapach też tylko fajny prosto z butelki. Jestem na nie.
5. Avon Solutions truly radiant VIP Koloryzująco-nawilżający krem na dzień SPF 20, 50 ml - skończyłam tubkę (w mojej historii już trzecią) zaczętą w zeszłym roku i żałuję, że na ten rok go nie zamówiłam, tylko zdecydowałam się na inny produkt, również z Avonu. Bardzo fajny krem, w upały używałam tylko jego, bez żadnych podkładów itp. i tak śmigałam do pracy. Jeśli nic do przyszłorocznego wiosenno-letniego sezonu mnie bardziej nie zaciekawi, to zamówię go ponownie.
6. Ajona, Koncentrat pasty do zębów, 25 ml - to maleństwo starczyło mi na na pewno pół roku, a używałam TYLKO tego. Fajne, jedyna pasta do zębów bez fluoru dostępna w DM/Rossmannie w Niemczech. Teraz będę jednak używać bezfluorowej Ziai.
7. Rival de Loop, Frische Kick, żelowa maseczka odświeżająca, chłodząca limetka+kofeina - jedna część saszetki - to 8 ml starczyło na 4 obfite aplikacje. Mimo iż wydaje mi się, że już mam wyrobioną opinię na jej temat, to dla pozoru poczekam do zużycia drugiej części ;)
To by było na tyle. Znacie któreś z moich zużyć? Pozdrawiam! :)
sobota, 31 maja 2014
Lubię denka i haule ;) maj 2014
Pięć to taka ładna, "okrągła" liczba. Wykończenie pięciu kosmetyków uważam jak na mnie za dobry wynik :) Co trafiło do kosza w maju?
1. Balea, Creme-Öl Dusche, Süßorange & Limette, 250 ml/0,95€ - to trzeci i ostatni żel z tej serii, który miałam w zapasach. Ładny słodko-pomarańczowy zapach, wydajność dobra - starczył na półtora miesiąca. Był trochę rzadszy niż wcześniejsze dwie wersje stosowane przeze mnie, ale dzięki temu łatwiej było go wycisnąć z tej potwornie twardej butelki. Z całej trójki podobał mi się jednak najmniej (wcześniejsze zapachy jednak bardziej przypadły mi do gustu) i nie wrócę do niego, chociaż był bardzo przyzwoity.
2. Kerastase Reflection, Chroma Riche, ok. 130 zł/200 ml - maskę praktycznie całą dostałam od kuzynki, sama bym nie wpadła na to, by kupić tak drogi kosmetyk do włosów ;) Szczerze powiedziawszy spodziewałam się po niej dużo więcej. Owszem wygładzała włosy, ale były po niej trochę oklapłe i szybciej wyglądały na nieświeże. Zapach niby kosmetyku profesjonalnego, fryzjerskiego, ale nie podobał mi się. Niestety nie jestem w stanie ocenić wpływu przedłużenie świeżości koloru bo... nie farbuję włosów xD Na pewno nie wrócę.
3. Himaya Herbals, Delikatnie złuszczający morelowy scrub, ok. 12 zł/ 75 ml - bardzo dobry, bardzo wydajny peeling. Na razie używam innego, ale może kiedyś wrócę.
4. Pat&Rub, Mini Bogaty Balsam do Rąk, 50ml/28 zł - krem w miarę, ale nie zachwycił mnie. Nie wrócę do niego.
5. Maybelline Waterproof Khol Express Eyeliner, brązowy, kupiłam na Paatalu za jakieś 4 zł - masakra, jeżeli na powiece nie było cienia na bazie, to nie dało się go używać. Rysując kredką kreskę na czystej skórze nie zostawiał niemal w ogóle śladu, chyba że się go bardzo mocno docisnęło. Dodatkowo można go było używać tylko świeżo zatemperowanego, gdyż wkład szybko twardniał, przez to stosunkowo szybko się zużył. Beznadzieja.
Natomiast jeśli chodzi o zakupy, to w maju kupiłam...
Jak Wasze zużycia i zakupy? Pozdrawiam!
piątek, 9 maja 2014
Lubię wyrzucać puste opakowania! Marzec i kwiecień 2014
Marzec i kwiecień były czasem odwyku od kosmetycznych zakupów (chociaż nowości i tak się pojawiły ;) ), zamiast haulu miały królować zużycia. Jak na mnie poszło w miarę, chociaż wiem, że wiele z Blogerek potrafi zużyć o wiele więcej produktów w ciągu jednego miesiąca, niż ja w ciągu dwóch. Jak one to robią, nie wiem ;)
Wiekszość z nich została już przeze mnie opisana:
1. Balea, Szampon rewitalizujący do włosów normalnych i lekko przetłuszczających się to moja druga butla. Pisałam o nim dwukrotnie TU i TU. Kupię ponownie za jakiś czas na pewno.
2. Alverde, Szampon Ultra Sensitive to kolejny hit. Również na pewno kupię.
3. Alverde, Porzeczkowy żel pod prysznic także bardzo przypadł mi do gustu i zamierzam go jeszcze kupić :)
4. Babylove, Delikatna oliwka pielęgnująca dla dzieci z DM, mała buteleczka 50 ml - kupiłam w jakiejś śmiesznej cenie w wyprzedaży. Fajny produkt, w składzie ma olej z migdałów, witaminę E i ekstrakt z rumianka. Używałam normalnie na ciało lub do wyrobu domowego peelingu. Mam jeszcze jedną buteleczkę.
5. Balea, Delikatny, pielęgnujący żel do mycia twarzy to kolejny, świetny produkt. Prawdopodobnie kupię ponownie.
6. BeBeauty, Płyn miceralny z Biedronki to stały mieszkaniec mojej łazienki, którego nie trzeba nikomu przeszkadzać. Oczywiście używam kolejnego opakowania.
7. Balea, Creme-Öl Dusche - kremowy żel pod prysznic z olejem z ziaren winogrona i pistacjami, 250 ml/ok. 0,95 euro - produkt był identyczny, jak zużyta przeze mnie wcześniej wersja z owocami drzewa marula i proteinami mlecznymi. Miał również bardzo przyjemny, delikatny zapach, niewysuszającą formułę, przyjemnie mi się go używało. Jedyną wadą jest bardzo twarda butelka, naprawdę utrudniająca wydobycie żelu. Byłam zadowolona, ale mam tyle żeli na chciej-liście, że nie wiem, czy kupię ponownie.
8. Shauma Hair & Body Szampon i żel pod prysznic 2 w 1 z prowitaminą B5 i guaraną dla panów ;) - to jedyny produkt, który zużyłam w marcu. Kupiłam dla TŻta w jakiejś fajnej promocji, ale po jednym użyciu stwierdził, że go uczula ;) więc zostałam z wielką butlą 500 ml. I zużyłam całą bez problemów :) oczywiście jako żel pod prysznic. Produkt miał wyjątkowo przyjemną konsystencję, fajny sportowy zapach, nie wysuszał szczególnie skóry. Wadą była stosunkowo niska wydajność - szybko się zużył, być może ze względu na wielki otwór w butelce, przez który zawsze wylewało się zbyt dużo produktu ;) Fajny, no ale nie kupię go ponownie ;)
Zużycia jak na moje możliwości znośne ;) kilka produktów mam w dalszym ciągu na wykończeniu, więc może denko pojawi się szybciej niż po dwóch miesiąca. Stosowałyście któryś w nich? Pozdrawiam!
środa, 7 maja 2014
Lubię nowości! Haul z czasu kosmetycznego odwyku ;) Marzec-kwiecień 2014
Ostatnio mam bardzo mało czasu na blogosferę, szybko i dość pobieżnie przeglądam wpisy obserwowanych przeze mnie Blogerek raczej tylko w ramach krótkie wieczornego relaksu przed pójściem spać, a sama w zasadzie nie piszę, co niestety widać ;( Dlatego w zasadzie nieświadomie i bez żadnych oficjalnych deklaracji przyłączyłam się do akcji kosmetycznego odwyku, która przed Wielkanocą zdominowała internet. Z tego co się zdążyłam w międzyczasie zorientować, w odwyku był "wentyl bezpieczeństwa" w możliwych bodajże 30 złotych do wydania. Ja na czas wielkopostny (nie z pobudek religijnych, a zdroworozsądkowych ;) ) postawiłam sobie wyzwanie niekupienia NICZEGO i już na wstępie mogę się pochwalić, że odniosłam całkowity sukces. Nowości mimo to się pojawiły, dzięki uprzejmości osób trzecich ;)
Tak się składa, że w marcu mam urodziny. Od najlepszej psiapsióły dostałam z tej okazji super prezenty, oczywiście kosmetyczne :) A. wiedziała, że choruję na czerwonego Bruno Banani i właśnie Pure Woman znalazłam w pięknie opakowanym prezencie :) Do upominku dołączona była próbka balsam do ciała Jil Sander Evergren, który dzięki wygodnej pojemności 30 ml zamieszkał w mojej torebce i spełnia funkcję kremu do rąk. Co ciekawe, mimo że to balsam perfumowany, doskonale spełnia swoją funkcję i w ogóle nie wysusza, a zapach bardzo mi się podoba, co ciekawe, wydaje mi się, że się rozwija na skórze, a to przecież tylko balsam. Zapachem w buteleczce muszę się zainteresować przy okazji wizyty w jakiejś perfumerii.
W paczuszce znalazłam poza tym dwa lakierki z p2: ciemną malinę 180 miss velvet z żelowej serii Volume Gloss oraz głęboką, ciemną czerwień 110 dating time z serii Last Forever. Miodzio :)
Poza tym A. przekazała mi dwa szampony, które jej wrażliwej skórze głowy nie przypasowały: Shauma Szampon owocowo-witaminowy do włosów normalnych oraz Guhl Szampon przeciw przetłuszczaniu się z melisą cytrynową. Shaumę stosuję już jakiś czas i mnie krzywdy nie robi :)
Po urodzinach była długa cisza, aż od Zajączka (czyli od kuzynki ;) ) dostałam buteleczkę Playboy Play It Lovely oraz wielgachną Intensywnie regenerującą maskę z olejami argan, makadamia i kokos od L'biotica Biovax. Zapach fajny, słodki, w sam raz na tę porę roku, a z maską kuzynka trafiła szczególnie, bo ta, którą obecnie używam (a dostałam ją również od tejże kuzynki) została mi na jakieś dwa użycia i zastanawiałam się, co sobie teraz kupić :)
Trzy pozostałe produkty, to jedyne kosmetyki które sama kupiłam w marcu i kwietniu :)
Na samym początku marca, jeszcze przed rozpoczęciem wielkopostnego odwyku ;) kupiłam świetny Szampon przeciwłupieżowy Heilerde od Alverde. Korzystając natomiast z wielkanocnej wizyty w PL, ale już po Świętach ;) zrobiłam zapas rybek Dermogal A+E oraz kupiłam w promocyjnej cenie w Rossmannie żel Original Source malina i wanilia, gdyż od dawna miałam ochotę na ten zapach, a żele OS normalnie są dla mnie niedostępne. Trzy drobne produkty zakupione ŚWIADOMIE i PRZEMYŚLANIE przez okres całych dwóch miesięcy uważam za świetny wynik :) Chociaż miło było w międzyczasie dostać też kosmetyczne prezenty :)
Odwyk uważam za udany, w dalszym czasie mam zamiar zużywać może nie olbrzymie, ale jednak istniejące zapasy, ale na maj planuję jednak drobne zakupki, faktycznie tylko potrzebnych produktów :)
Miałyście ostatnio też kosmetyczny odwyk? Jak poszło? Pozdrawiam!
Etykiety:
Alverde,
Bruno Banani,
Coty,
GAL,
haul,
L'biotica,
lakiery,
Original Source,
p2,
pielęgnacja włosów,
projekt,
szampony,
zapachy,
żele pod prysznic
poniedziałek, 5 maja 2014
Lubię Alverde! Godny własnej notki żel pod prysznic
Zazwyczaj wydaje mi się, że poświęcanie całej notki jednemu żelowi pod prysznic jest zbędne. No chyba, że zdarzy się produkt naprawdę wyjątkowo godny polecenia, tak jak to ma miejsce tym razem ;)
O porzeczkowym żelu pod prysznic Alverde usłyszałam już dawno temu w filmikach Megilounge na YT i od tego momentu miałam na niego ochotę. Podczas jednej, dość szalonej wizyty w DM-ie wpadł wreszcie i w moje łapy ;)
Butelka żelu jest taka sama, jak szamponów Alverde, tylko że ma pojemność 250 ml. Jej koszt to 1,45 euro.
Producent zapewnia o delikatnym, ale dokładnym i nie wysuszającym skóry oczyszczaniu dzięki łagodnym tensydom i atlantyckiej soli morskiej. Formuła nawilżająca na bazie pszenicznej oraz gliceryna roślinna ma wspierać nawilżenie skóry. Produkt jest wegański.
Żel ma ZUPEŁNIE przezroczystą, dość rzadką konsystencję. Dzięki brakowi SLS w składzie faktycznie jest delikatny i miły dla skóry, w dniach lenistwa bez problemów mogłam pominąć użycie balsamu po jego zastosowaniu.
Zdecydowanie największą zaletą żelu Alverde jest jego zapach. Według producenta jest on kombinacją czarnej porzeczki, bzu i winogrona. Dla mnie, fanki czarnej porzeczki jest totalnie apetyczny, w ogóle nie wyczuwa się w nim jakiejkolwiek sztucznej nuty, świetnie orzeźwia.
Żel ten całkowicie spełnił moje oczekiwania i myślę, że zakupię za jakiś czas kolejną butelkę. Polecam!
niedziela, 9 marca 2014
Lubię zakupy! Luty 2014
Cały styczeń grzecznie omijałam drogerie i nie przygarnęłam żadnego ślicznego kolorowego opakowania ;) W lutym nadrobiłam zaległości ;)
Główną część mojej rozpusty stanowiło zamówienie z Avonu. W świetnej cenie (6,99 zł) zakupiłam skuszona bardzo dobrymi opiniami na Wizażu do spróbowania Głęboko oczyszczający peeling do twarzy z Planet Spa z serii z Minerałami Morza Martwego. Poza tym zamówiłam moją ulubioną Diamentową konturówkę do oczu w kolorze Brown Sugar (12,99 zł). Z ofert dla konsultantek przygarnęłam żel pod prysznic z Naturalsa Malina i Hibiskus (3,99 zł), perfumetkę Slip Into... Daring (8,99 zł) oraz wielki zestaw nowości (72,99 zł), w którego skład wchodzą: nowa hitowa woda perfumowana Avonu Femme, Skin So Soft Olejek do ciała w sprayu, Krem CC SPF 20 Nude, Szampon zwiększający objętość i Płyn do kąpieli (nie ma na zdjęciu - Mama przygarnęła), Naturals Balsam do ciała Róża i czekolada oraz Avon Care Glicerynowy krem do rąk i paznokci o zapachu magnolii. Z nie-avonowych nowości pojawiły się u mnie znany i lubiany przeze mnie szampon pokrzywowy z Green Pharmacy oraz hitowe rybki Dermogal A+E. Od Mamy dostałam jeszcze Intensywnie nawilżający balsam do ust z masłem kakaowym z Himalaya Herbals.
Na moje problemy z włosami spowodowane najprawdopodobniej przez Baleę z kofeiną postanowiłam sprawić sobie trzy kosmetyki z DM-u: szampony Alverde: Ultra Sensitive i przeciwłupieżowy (oba 1,95 euro / 200 ml) oraz suchy szampon z Balei (ok. 2,30 euro). Suchy szampon kupiłam po raz pierwszy, użyłam go trzy razy i doszłam do wniosku, że nie jest dla mnie, więc oddam go koleżance, które suche szampony chętnie używa.
Zapasy potwornie odnowione, postanowiłam przynajmniej do Wielkanocy nic nie kupować, post raz na jakiś czas dobrze robi ;) Szczególnie, że większość nowości będzie musiała poczekać na swoją kolej.
Znacie któryś z wymienionych produktów? Pozdrawiam!
Etykiety:
Alverde,
avon,
Balea,
balsamy do ciała,
DM,
GAL,
Green Pharmacy,
Himalaya,
kosmetyki pielęgnacyjne,
peeling do twarzy,
pielęgnacja włosów,
zakupy,
żele pod prysznic
poniedziałek, 30 grudnia 2013
Lubię pożegnania ;) zużyte w listopadzie i grudniu 2013
Listopad w użycia był bardzo skromny, w związku z tym z "denkiem" poczekałam do grudnia, kiedy to "sypnęło" pełnymi opakowaniami. Oto co udało mi się wykończyć w dwóch ostatnich miesiącach:
1. Balea Feuchtigkeitsspülung Mango + Aloe Vera odżywka do włosów suchych i zniszczonych, 300 ml - bardzo wydajna, bardzo przyjemnie pachnąca, bardzo tania, bardzo dobrze działająca, bardzo wydajna ;) Taka "bardzo" odżywka, godna polecenia. Pisałam o niej trochę więcej w ulubieńcach wakacji. Na razie mam coś innego (zresztą po pół roku miała prawo mi się znudzić, mimo dobrego działania ;) ), ale może kupię ponownie.
2. Green Pharmacy Szampon do włosów osłabionych i zniszczonych Rumianek lekarski, 350 ml - jak lubię szampony Green Pharmacy, tak ten był taki sobie. Nie kupię więcej.
3. Alverde Delikatny peeling pod prysznic, 200 ml - kolejny produkt, po którym więcej się spodziewałam. Wolę zdecydowanie domowe peelingi. Nie kupię więcej.
4. Balea, Creme-Öl Dusche z olejem z owoców drzewa marula i proteinami mlecznymi, 250 ml - ostatnio ulubiony produkt pod prysznic :) W szufladzie czekają jeszcze dwa inne zapachy z tej serii, ale ten, najchętniej na kolejną jesień, może jeszcze kupię.
5. Ebelin, Zmywacz do paznokci bez acetonu, 200 ml - zwykły, ale dobry i nieniszczący paznokci zmywacz. Kupiłam ponownie.
6. Rival de Loop, High Gloss Nail Colour, lakier do paznokci w numerze 07, 8 ml - piękna, klasyczna czerwień, lakier dobry w obsłudze. Byłam bardzo zadowolona, ale mam w kolekcji jeszcze kilka czerwieni, więc nie wiem, czy kupiłabym ponownie.
7. Esprit, Best of style with silk extract, nr 219 Mango sorbet, 6 ml - świetny lakier! Piękny kolor, bardzo dobre właściwości. Nigdy nie kupiłam dwa razy tego samego lakieru, ale tu bym się mocno zastanawiała! Niestety jest już prawdopodobnie nigdzie niedostępny.
8. Bioderma Sebium, Antybakteryjny żel do mycia cery mieszanej i tłustej, próbka 10 ml - zużyłam kolejne trzy próbki, prawdopodobnie już ostatnie, ale możliwe, że jeszcze gdzieś zachomikowaną znajdę. Tych mini opakowanek zużyłam chyba ok. 10. Były przede wszystkim bardzo wydajne. Z właściwości byłam w miarę zadowolona, ale od jakiegoś czasu używam kilkukrotnie tańszego żelu do twarzy i jestem pod dużo większym wrażeniem (szczegóły za niedługo ;) ). Nie kupię.
9. Barwa, Siarkowa Moc, Maseczka antytrądzikowa z siarką, kaolinem i gliną wulkaniczną, saszetka 2 x 5 ml - starczyła na cztery użycia. Zaskoczył mnie jej bardzo przyjemny zapach. Właściwości pielęgnacyjne trudno ocenić po zaledwie czterech użyciach, ale dobrze się zapowiada. Może kupię ponownie.
Tyle zużyć, a tu zapasów wcale mniej ;) Jak u Was ze zużyciami na koniec roku? Używałyście któryś z tych produktów? Pozdrawiam!
Etykiety:
Alverde,
Balea,
Barwa,
Bioderma,
denko,
DM,
Esprit,
Green Pharmacy,
lakiery,
oczyszczanie twarzy,
odżywki do włosów,
peelingi,
pielęgnacja włosów,
Rival de Loop,
szampony,
żele pod prysznic
środa, 4 grudnia 2013
Lubię bardzo! w listopadzie 2013 - ulubieni w mini-recenzjach
W listopadzie 2013 były dwa kosmetyki, których używałam szczególnie chętnie i niemal bez zamienników.
Pierwszy z nich to "kremowo-olejkowy" żel po prysznic Balea z olejem z owoców drzewa marula i proteinami mlecznymi. 250 ml kosmetyku kosztuje w DM 0,95 euro.
Żel ma bardzo gęstą, kremową konsystencję, dobrze się pieni, na myjce wręcz świetnie, jest bardzo wydajny. Zapach bardzo przyjemny, kremowy, otulający, idealny na tę porę roku.
Mimo SLS na drugim miejscu w składzie żel jest delikatny dla skóry, wręcz pozostawia ją lekko nawilżoną i mogę nawet przez dwa dni nie używać żadnych nawilżaczy, bez żadnej szkody dla skóry!
Według mnie jest to produkt o wiele lepszy niż te popularniejsze żele pod prysznic Balei w kolorowych opakowaniach w cenie 0,65 euro.
Drugi ulubieniec jest w mojej kosmetyczce już jakieś 2,5 roku. Lakier Rival de Loop z serii High Gloss Nail Colour w kolorze 07. Jest to najbardziej klasyczna czerwień, jaka może być (niestety blogger robi z tego odcienia czerwień strażacką, w rzeczywistości jest ciemniejsza - w miarę oddany jest odcień na buteleczce).
Szybko schnie, dobrze się trzyma, wystarczą dwie warstwy. Idealnie pasuje mi na tę porę roku, przypuszczam, że do końca roku skończę tę buteleczkę.
Co szczególnie chętnie używałyście w minionym miesiącu? Pozdrawiam!
Pierwszy z nich to "kremowo-olejkowy" żel po prysznic Balea z olejem z owoców drzewa marula i proteinami mlecznymi. 250 ml kosmetyku kosztuje w DM 0,95 euro.
Żel ma bardzo gęstą, kremową konsystencję, dobrze się pieni, na myjce wręcz świetnie, jest bardzo wydajny. Zapach bardzo przyjemny, kremowy, otulający, idealny na tę porę roku.
Mimo SLS na drugim miejscu w składzie żel jest delikatny dla skóry, wręcz pozostawia ją lekko nawilżoną i mogę nawet przez dwa dni nie używać żadnych nawilżaczy, bez żadnej szkody dla skóry!
Według mnie jest to produkt o wiele lepszy niż te popularniejsze żele pod prysznic Balei w kolorowych opakowaniach w cenie 0,65 euro.
Drugi ulubieniec jest w mojej kosmetyczce już jakieś 2,5 roku. Lakier Rival de Loop z serii High Gloss Nail Colour w kolorze 07. Jest to najbardziej klasyczna czerwień, jaka może być (niestety blogger robi z tego odcienia czerwień strażacką, w rzeczywistości jest ciemniejsza - w miarę oddany jest odcień na buteleczce).
Szybko schnie, dobrze się trzyma, wystarczą dwie warstwy. Idealnie pasuje mi na tę porę roku, przypuszczam, że do końca roku skończę tę buteleczkę.
Co szczególnie chętnie używałyście w minionym miesiącu? Pozdrawiam!
niedziela, 1 września 2013
Lubię recenzować! Żele pod prysznic Balea
Szał na kosmetyki Balea w blogosferze trwa dalej w najlepsze ;) i mnie się trochę udzielił, ale w granicach rozsądku ;) pozwalających przy tym na, tak mi się wydaje, obiektywną recenzję. Co myślę tym razem o tych niemieckich żelach pod prysznic?
Już na pierwszy rzut oka kosmetyki bardzo do siebie zachęcają. Wiadomo, opakowanie pod względem marketingowym to rzecz bardzo ważna i tu widać staranie producenta. Mimo iż uważam siebie za osobę odporną na "czar ślicznego opakowania", muszę stwierdzić, że grafika etykiet jest wyjątkowo udana, wakacyjna, soczysta i może stanowić w pewnym sensie ozdobę łazienkowej półki. Zapowiada również egzotyczne doznania zapachowe...
Właśnie, co z tymi zapachami, za które Balea jest tak bardzo chwalona? Oba żele pachną dla mnie jak soki multiwitamina, owocowo, aczkolwiek co nieco sztucznie. W wersji "Brazylijskie mango" czuć trochę bardziej "pomarańczowe" owoce, z nakierowaniem chyba na widoczny na etykietce grejpfrut, ale w słodkiej wersji. W niebieskiej "Marakui" nie umiem natomiast "wyczuć" jakiegoś konkretnego owocu, po prostu pachnie jak egzotyczny napój ze sklepowej półki ;)
Na zdjęciu zauważyłam, że żel przypomina mi trochę z wyglądu płyn do płukania ;)
Co do właściwości, żele są po prostu rzadkie. Przypuszczam, że są przez to stosunkowo mało wydajne. Ja do mycia się używam zawsze rękawicy kąpielowej, dlatego może tego aż tak bardzo nie zauważam (na rękawicy pienią się w miarę, bez - kiepsko). Skład dla zainteresowanych jest dość długi, na drugim miejscu SLS, aczkolwiek nie mają jakiegoś mocnego działania wysuszającego - w przypływie lenistwa mogę sobie pozwolić na pominięcie balsamu.
Jaka jest moja ogólna ocena tych kosmetyków? Są w porządku, szczególnie biorąc pod uwagę ich oryginalną cenę w drogerii DM, czyli 65 centów. Nie są to natomiast na pewno najlepsze żele pod prysznic z najładniejszymi zapachami, jakie miałam okazję dotąd stosować. Jeśli ktoś ma do nich w miarę łatwy dostęp w dobrej cenie - jak najbardziej można. Ale gór dla ich zdobycia bym nie przenosiła ;)
Miałyście już okazję je stosować? Pozdrawiam!
Już na pierwszy rzut oka kosmetyki bardzo do siebie zachęcają. Wiadomo, opakowanie pod względem marketingowym to rzecz bardzo ważna i tu widać staranie producenta. Mimo iż uważam siebie za osobę odporną na "czar ślicznego opakowania", muszę stwierdzić, że grafika etykiet jest wyjątkowo udana, wakacyjna, soczysta i może stanowić w pewnym sensie ozdobę łazienkowej półki. Zapowiada również egzotyczne doznania zapachowe...
Właśnie, co z tymi zapachami, za które Balea jest tak bardzo chwalona? Oba żele pachną dla mnie jak soki multiwitamina, owocowo, aczkolwiek co nieco sztucznie. W wersji "Brazylijskie mango" czuć trochę bardziej "pomarańczowe" owoce, z nakierowaniem chyba na widoczny na etykietce grejpfrut, ale w słodkiej wersji. W niebieskiej "Marakui" nie umiem natomiast "wyczuć" jakiegoś konkretnego owocu, po prostu pachnie jak egzotyczny napój ze sklepowej półki ;)
Na zdjęciu zauważyłam, że żel przypomina mi trochę z wyglądu płyn do płukania ;)
Co do właściwości, żele są po prostu rzadkie. Przypuszczam, że są przez to stosunkowo mało wydajne. Ja do mycia się używam zawsze rękawicy kąpielowej, dlatego może tego aż tak bardzo nie zauważam (na rękawicy pienią się w miarę, bez - kiepsko). Skład dla zainteresowanych jest dość długi, na drugim miejscu SLS, aczkolwiek nie mają jakiegoś mocnego działania wysuszającego - w przypływie lenistwa mogę sobie pozwolić na pominięcie balsamu.
Jaka jest moja ogólna ocena tych kosmetyków? Są w porządku, szczególnie biorąc pod uwagę ich oryginalną cenę w drogerii DM, czyli 65 centów. Nie są to natomiast na pewno najlepsze żele pod prysznic z najładniejszymi zapachami, jakie miałam okazję dotąd stosować. Jeśli ktoś ma do nich w miarę łatwy dostęp w dobrej cenie - jak najbardziej można. Ale gór dla ich zdobycia bym nie przenosiła ;)
Miałyście już okazję je stosować? Pozdrawiam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)