Obserwatorzy
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lakiery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lakiery. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 5 października 2014
Lubię pożegnania! Spore (jak na mnie ;) ) denko wrześniowe 2014 z minirecenzjami
Kolejny miesiąc przyniósł jak na mnie znowu fajne denko. Cieszę się, bo coraz więcej produktów z potwornego sierpniowego haulu zaczyna być w użytku :)
1. Green Pharmacy, Szampon do włosów normalnych i przetłuszczających się Nagietek lekarski, 350 ml - bardzo fajny szampon, który mogę spokojnie polecić. Na razie rozpoczęłam przygodę z rosyjskimi szamponami, ale ten zapewne kiedyś jeszcze kupię.
2. Dabur, Vatika, Olej kokosowy do włosów, 300 ml - nareszcie udało mi się zużyć to olbrzymie opakowanie. Olej ten kupiłam już bardzo dawno temu, kiedy oleje w blogosferze zaczęły być popularne, ale jeszcze nie mówiło się o porowatości włosów ;) Dziś oleju kokosowego do swoich włosów ze względu właśnie na porowatość bym nie kupiła. Sam produkt jednak był w porządku, jak na moje średnioporowate włosy radził sobie tyle, ile mógł. Fajnie sprawdzał się w połączeniu z odżywką (olejowanie na odżywkę odkryłam stosunkowo niedawno i to póki co najlepsza dla mnie metoda).
3. Cien, Coco Bahama, Showercream, 500 ml - kosztował w Lidlu 1,11 euro i jak na taką cenę był w porządku. Nie mam porównania do Treaclemoon, którego jest niewątpliwą podróbką, ale dawał radę: dobrze się pienił i dość ładnie pachniał. Jako że się codziennie balsamuję, to nie zauważyłam wysuszenia, chociaż przypuszczam, że mógłby się do tego przyczynić. Mam jeszcze jedną butelkę o innym zapachu, tego konkretnie już bym nie kupiła.
4. Avon, Skin So Soft, Olejek do ciała w sprayu z olejkiem z nasion marakui, 150 ml - trafił do mnie jako część jakiegoś zestawu z Avonu, w katalogu bywa w promocji po ok. 12 zł. Po zachwycie Nawilżającym kremem do ciała z olejkiem arganowym olejek ten to dowód na to, że krem był tylko wyjątkiem ;) a ja dalej nie lubię serii Skin So Soft. Kosmetyk był bardzo niewydajny, starczył mi na ok. 3 tygodnie codziennego stosowania. Po początkowym fajnym efekcie na skórze (skóra przyjemna w dotyku, ładnie wyglądająca) pod koniec opakowania zaczęłam zauważać objawy zapchania skóry i na moim podatnym na to dekolcie, ale i na ramionach czy udach. Poza tym aromat był oczywiście mocno alkoholowy. Nie polecam.
5. Isana, Pianka go golenia z ekstraktem z kokosa, 150 ml/ ok. 0,70 euro w promocji, wersja limitowana na lato - tak, tak, to była moja pierwsza w życiu pianka do golenia ;) więc niby nie mam porównania. Zakupiłam, gdyż nagle na nogach zaczęło mi się pojawiać podrażnienie po goleniu. Na początku fajna, ale starczyła na mniej niż 10 użyć, po czym reszta stała się tak wodnista, że nie dało się jej wycisnąć. Raczej nie kupię więcej.
6. Ebelin, Zmywacz do paznokci bez acetonu, 200 ml / ok. 0,95 euro - mam już kolejne opakowanie.
7. Lovely, Serum wzmacniające do paznokci z witaminą C i wapniem, 11 ml- już nie wiem, które opakowanie zużyłam, bardzo lubię. Do tej pory zawsze miałam je w domu, po czym zapomniałam zrobić zapas, jak byłam w Polsce :( więc teraz musiałam kupić coś innego. Jeśli w międzyczasie nie znajdę czegoś lepszego, to następnym razem w Polsce na pewno zrobię zapas :)
8. Golden Rose, Sweet Color, Lakier do paznokci nr 81, 5,5 ml/ok. 3zł - zużyć to to nie było jakoś szczególnie trudno, gdyż do pokrycia płytki potrzebował 4-5 warstw ;) w momentach cierpliwości więc nim malowałam. Kolor był fajny, po tylu warstwach trzymał się super, no ale z tej serii już na pewno nic nie kupię ;)
9. CD, Deo 24 h Wasserlile, Dezodorant z kulce bez aluminium, olei mineralnym, silikonów, parabenów, barwników i substancji pochodzenia zwierzęcego, 50 ml / ok. 1,30 euro w promocji - może to i było bez aluminium, może to i jest produktem od marki produkującej dla skóry wrażliwej, może i byłam świadoma, że to dezodorant, a nie antyperspirant, ale ten produkt był po prostu dziadowy. Śmierdział wódą, a nie lilią wodną, przebijał przez to przez perfumy, przy czym jednak nie zapewniał na pewno 24-godzinnego uczucia świeżości, bo kilkakrotnie miałam uczucie dużego dyskomfortu. Dodatkowo był potwornie wodnisty i starczył przez to na niecałe dwa miesiące. Wróciłam pokornie do ałunu, który nigdy mnie nie zawiódł.
10. Pervoe Reshenie Organic Avocado Krem do twarzy na noc, 40 ml / ok. 5 zł - krem nie do końca odpowiadający potrzebom mojej skóry, więc więcej nie kupię.
11. Avon, Spectra Lash Mascara, 9 ml / ok 15 zł w promocji - tusze do rzęs tradycyjnie starczają u mnie na około rok i nic się z nimi nie dzieje. W tym przypadku było podobnie, wygrzebałam go do końca, nie wiem, jak ja go robię ;) Z Avonu wolę zdecydowanie Supershocka, którego miałam kilka sztuk. Ten tusz był trochę dziwny, gdyż sporadycznie kilka dobrych miesięcy po otwarciu potrafił się zachować jak świeżo otwarty, jeszcze zbyt mokry tusz i odbijać się na powiekach. Miał możliwość ustawienia trzech stopni intensywności, przez całe użytkowanie miałam go jednak ustawionego "na 1", gdyż drugi i trzeci poziom nakładał zbyt dużo tuszu i łatwo było o posklejane rzęsy. Nie osypywał się na szczęście, kolor czarny był ładnie nasycony. Nie kupiłabym go jednak ponownie, zresztą i tak jest już niedostępny.
12. GAL, Dermogal A + E, blister 24 rybki - super, chętnie po niego sięgam w razie potrzeby i jako odżywczą bombę raz na jakiś czas. Na razie postanowiłam go trochę zdradzić z olejem z ogórecznika, ale cały blister trzymam dalej w pogotowiu :)
Tak, jak wspomniałam ze zużyć wrześniowych jestem zadowolona, zważywszy, że zgodnie z planem nic nie kupiłam :D Październik powinien podobnie wyglądać w kwestii zużyć, ale także i zakupów (póki co kupiłam tylko odżywkę do paznokci, gdyż wykończone serum z Lovely było ostatnim takim produktem w moich zapasach, może uda się nic więcej nie kupować ;) ).
Jak Wasze denka? Używałyście któryś z tych kosmetyków? Pozdrawiam!
Etykiety:
avon,
CD,
cien,
Dabur,
denko,
Ebelin,
Golden Rose,
Green Pharmacy,
Isana,
kosmetyki pielęgnacyjne,
kosmetyki rosyjskie,
krem do twarzy,
lakiery,
Lovely,
oleje do włosów,
Pervoe Reshenie,
szampony,
tusze do rzęs
środa, 2 lipca 2014
Lubię nowości! Haul czerwiec 2014
Jak wspominałam, ostatnie miesiące były powściągliwe w nowości. Grzecznie zużywałam zapasy, w maju nie wydałam na kosmetyki ani grosza/centa. Po cichu planowałam sobie jednak, co zakupię w czerwcu, większość haula stanowią faktycznie zaplanowane nabytki.
Po dwóch latach (!) skończył mi się puder sypki z Essence i postanowiłam tym razem postawić na puder prasowany. Na wodoodporny puder transparentny z Catrice napaliłam się bardzo po obejrzeniu kilku recenzji. Za 9 g produktu w pięknym opakowaniu zapłaciłam 4,95 euro w DM-ie. Dalej w fazie testów, ale póki co niestety mnie nie powalił, ale może mieć to związek również z pozostałymi, stosowanymi przeze mnie produktami do twarzy.
W ramach tej samej wizy w DM chwyciłam również Top coat Quick dry & high shine, także z Catrice, 10 ml/ ok. 2,5 euro. Po dwóch użyciach jestem na razie w miarę zadowolona.
Większość zakupów w tym miesiącu dokonałam w Rossmannie. Pierwszy raz w życiu (!) kupiłam piankę do golenia. Do tej pory korzystałam z żeli pod prysznic, ale ostatnio moja skóra jest podatna na podrażnienia, dlatego zdecydowałam się jednak na zakup pianki. W Rossie była akurat promocja, za 150 ml zapłaciłam ok. 0,7 euro. Pianka Isana jest w wersji limitowanej z ekstraktem z kokosa. Po paru użyciach stwierdzam, że działa dobrze.
Od półtora roku używam ałunu, który przez większość miesięcy sprawdza się u mnie doskonale. Miesiące letnie są jednak bardziej wymagające, dlatego postanowiłam kupić dezodorant w kulce. Zależało mi na tym, żeby był bez aluminium, dlatego sięgnęłam po dezodorant marki CD, która w Niemczech oferuje kosmetyki z delikatnymi składami, często przeznaczone dla alergików itp. Deo o zapachu lilii wodnej jest bez soli aluminium, olei mineralnych, silikonów, parabenów, substancji koloryzujących i pochodzenia zwierzęcego. W cenie promocyjnej kosztował 1,39 euro za 50 ml. Niestety już mogę stwierdzić, że działa tak sobie i na upały, których póki co u nas nie ma, chyba jednak skuszę się na małe, podróżne opakowanie jakiegoś tradycyjnego dezodorantu.
Jako że promocja była ;) to skusiłam się jeszcze na dwie maseczki z Rival de Loop: odświeżającą (limitka) i oczyszczającą, obie po 0,29 euro w promocji. Ani jednej jeszcze nie używałam.
![]() |
| Źródło |
W Rossmannie kupiłam jeszcze tarkę do stóp z Fuss Wohl (0,99 euro). Dobrze ściera, ale brakuje mi w niej części polerującej, bo zostawia pięty przez to takie "poharatane".
Na tym zakupy miały się skończyć, ale przed dwoma dniami w czasie spaceru po centrum handlowym na trafiłam na salon Kiko i wielki napis SALE. Kilka odcieni lakierów okazało się być przecenionych na 1,00 lub 1,90 euro. Jako że się wybieram w najbliższym czasie do PL (w zasadzie dwa razy <3 ), to pokupowałam lakierów na upominki dla koleżanek, a dla siebie wybrałam dwa odcienie, które już dawno chciałam sobie sprawić, bo nie ma ich w mojej kolekcji, czyli granat (265) i rozbieloną miętę (345). To pierwsze kupione przeze mnie dla mnie lakiery od półtora roku :D
W najbliższy weekend wybieram się na trzy dni do Poznania w odwiedziny do koleżanki i mam już zrobioną listę zakupów ;) Spodziewajcie się zatem za niedługo kolejnego, pewnie większego haulu ;) Pozdrawiam!
poniedziałek, 2 czerwca 2014
Lubię H&M! Nail Polish Taupe
Tak naprawdę to nie jestem jakąś wielką fanką H&M ;) Ale ich lakiery bardzo lubię :)
Taupe jest ze mną już prawie trzy lata. (Znowu) urocza buteleczka o pojemności 7 ml kosztowała ok. 5 zł. Biorąc uwagę dobrą jakość lakieru to świetny interes ;)
Kolor to bardzo jasny beż, delikatny, elegancki, idealny do biura ;) Lakier jest bezproblemowy w aplikacji, całkowicie kryją dwie warstwy, co, jak na tak jasny kolor, jest moim zdaniem świetnym wynikiem. Nie bąbelkuje, nie smuży, ładnie błyszczy. Końcówki ścierają się u mnie w trzecim dniu (a pracuję 8 godzin przy kompie, klepiąc w klawiaturę ;) ), przy czym przez odcień nie jest to bardzo zauważalne. Poza tym zmywa się bezproblemowo. Żeby wszystkie lakiery takie były... ;)
Lubicie takie "bezpieczne" kolory? Pozdrawiam!
środa, 7 maja 2014
Lubię nowości! Haul z czasu kosmetycznego odwyku ;) Marzec-kwiecień 2014
Ostatnio mam bardzo mało czasu na blogosferę, szybko i dość pobieżnie przeglądam wpisy obserwowanych przeze mnie Blogerek raczej tylko w ramach krótkie wieczornego relaksu przed pójściem spać, a sama w zasadzie nie piszę, co niestety widać ;( Dlatego w zasadzie nieświadomie i bez żadnych oficjalnych deklaracji przyłączyłam się do akcji kosmetycznego odwyku, która przed Wielkanocą zdominowała internet. Z tego co się zdążyłam w międzyczasie zorientować, w odwyku był "wentyl bezpieczeństwa" w możliwych bodajże 30 złotych do wydania. Ja na czas wielkopostny (nie z pobudek religijnych, a zdroworozsądkowych ;) ) postawiłam sobie wyzwanie niekupienia NICZEGO i już na wstępie mogę się pochwalić, że odniosłam całkowity sukces. Nowości mimo to się pojawiły, dzięki uprzejmości osób trzecich ;)
Tak się składa, że w marcu mam urodziny. Od najlepszej psiapsióły dostałam z tej okazji super prezenty, oczywiście kosmetyczne :) A. wiedziała, że choruję na czerwonego Bruno Banani i właśnie Pure Woman znalazłam w pięknie opakowanym prezencie :) Do upominku dołączona była próbka balsam do ciała Jil Sander Evergren, który dzięki wygodnej pojemności 30 ml zamieszkał w mojej torebce i spełnia funkcję kremu do rąk. Co ciekawe, mimo że to balsam perfumowany, doskonale spełnia swoją funkcję i w ogóle nie wysusza, a zapach bardzo mi się podoba, co ciekawe, wydaje mi się, że się rozwija na skórze, a to przecież tylko balsam. Zapachem w buteleczce muszę się zainteresować przy okazji wizyty w jakiejś perfumerii.
W paczuszce znalazłam poza tym dwa lakierki z p2: ciemną malinę 180 miss velvet z żelowej serii Volume Gloss oraz głęboką, ciemną czerwień 110 dating time z serii Last Forever. Miodzio :)
Poza tym A. przekazała mi dwa szampony, które jej wrażliwej skórze głowy nie przypasowały: Shauma Szampon owocowo-witaminowy do włosów normalnych oraz Guhl Szampon przeciw przetłuszczaniu się z melisą cytrynową. Shaumę stosuję już jakiś czas i mnie krzywdy nie robi :)
Po urodzinach była długa cisza, aż od Zajączka (czyli od kuzynki ;) ) dostałam buteleczkę Playboy Play It Lovely oraz wielgachną Intensywnie regenerującą maskę z olejami argan, makadamia i kokos od L'biotica Biovax. Zapach fajny, słodki, w sam raz na tę porę roku, a z maską kuzynka trafiła szczególnie, bo ta, którą obecnie używam (a dostałam ją również od tejże kuzynki) została mi na jakieś dwa użycia i zastanawiałam się, co sobie teraz kupić :)
Trzy pozostałe produkty, to jedyne kosmetyki które sama kupiłam w marcu i kwietniu :)
Na samym początku marca, jeszcze przed rozpoczęciem wielkopostnego odwyku ;) kupiłam świetny Szampon przeciwłupieżowy Heilerde od Alverde. Korzystając natomiast z wielkanocnej wizyty w PL, ale już po Świętach ;) zrobiłam zapas rybek Dermogal A+E oraz kupiłam w promocyjnej cenie w Rossmannie żel Original Source malina i wanilia, gdyż od dawna miałam ochotę na ten zapach, a żele OS normalnie są dla mnie niedostępne. Trzy drobne produkty zakupione ŚWIADOMIE i PRZEMYŚLANIE przez okres całych dwóch miesięcy uważam za świetny wynik :) Chociaż miło było w międzyczasie dostać też kosmetyczne prezenty :)
Odwyk uważam za udany, w dalszym czasie mam zamiar zużywać może nie olbrzymie, ale jednak istniejące zapasy, ale na maj planuję jednak drobne zakupki, faktycznie tylko potrzebnych produktów :)
Miałyście ostatnio też kosmetyczny odwyk? Jak poszło? Pozdrawiam!
Etykiety:
Alverde,
Bruno Banani,
Coty,
GAL,
haul,
L'biotica,
lakiery,
Original Source,
p2,
pielęgnacja włosów,
projekt,
szampony,
zapachy,
żele pod prysznic
środa, 12 marca 2014
Lubię malować paznokcie! Avon Art Orange
Z avonowymi lakierami to jest tak, że albo są super, albo totalnie beznadziejne. Na szczęści będący z moim posiadaniu już prawie dwa lata Art Orange należy do tej pierwszej grupy.
Lakier ma nietuzinkowy odcień pomarańczu - zgaszonego, brudnego, brązowawego - moim zdaniem idealnie pasującego do jesiennych liści. W związku z tym prawdopodobnie użyłam go teraz po raz ostatni w tym sezonie ;)
Lakier nakłada się bezproblemowo, nie smuży, kryje całkowicie przy drugiej warstwie, szybko schnie. Żeby nie było totalnie różowo - dość szybko ściera się na końcówkach, ale ja pracuję na komputerze, więc to pewnie się do tego przyczynia. Na podkreślenie zasługuje bezproblemowe zmywanie - to jeden z najłatwiejszych i najszybszych do zmywania lakierów w mojej kolekcji - nie brudzi skórek i nie odbarwia płytki.
Bardzo go lubię, to jeden z moich lakierowych ulubieńców, jednak ewidentnie przypisany jest do sezonu jesienno-zimowego, na wiosnę i lato w ogóle go nie stosuję. Lubicie takie przybrudzone odcienie? Pozdrawiam!
poniedziałek, 30 grudnia 2013
Lubię pożegnania ;) zużyte w listopadzie i grudniu 2013
Listopad w użycia był bardzo skromny, w związku z tym z "denkiem" poczekałam do grudnia, kiedy to "sypnęło" pełnymi opakowaniami. Oto co udało mi się wykończyć w dwóch ostatnich miesiącach:
1. Balea Feuchtigkeitsspülung Mango + Aloe Vera odżywka do włosów suchych i zniszczonych, 300 ml - bardzo wydajna, bardzo przyjemnie pachnąca, bardzo tania, bardzo dobrze działająca, bardzo wydajna ;) Taka "bardzo" odżywka, godna polecenia. Pisałam o niej trochę więcej w ulubieńcach wakacji. Na razie mam coś innego (zresztą po pół roku miała prawo mi się znudzić, mimo dobrego działania ;) ), ale może kupię ponownie.
2. Green Pharmacy Szampon do włosów osłabionych i zniszczonych Rumianek lekarski, 350 ml - jak lubię szampony Green Pharmacy, tak ten był taki sobie. Nie kupię więcej.
3. Alverde Delikatny peeling pod prysznic, 200 ml - kolejny produkt, po którym więcej się spodziewałam. Wolę zdecydowanie domowe peelingi. Nie kupię więcej.
4. Balea, Creme-Öl Dusche z olejem z owoców drzewa marula i proteinami mlecznymi, 250 ml - ostatnio ulubiony produkt pod prysznic :) W szufladzie czekają jeszcze dwa inne zapachy z tej serii, ale ten, najchętniej na kolejną jesień, może jeszcze kupię.
5. Ebelin, Zmywacz do paznokci bez acetonu, 200 ml - zwykły, ale dobry i nieniszczący paznokci zmywacz. Kupiłam ponownie.
6. Rival de Loop, High Gloss Nail Colour, lakier do paznokci w numerze 07, 8 ml - piękna, klasyczna czerwień, lakier dobry w obsłudze. Byłam bardzo zadowolona, ale mam w kolekcji jeszcze kilka czerwieni, więc nie wiem, czy kupiłabym ponownie.
7. Esprit, Best of style with silk extract, nr 219 Mango sorbet, 6 ml - świetny lakier! Piękny kolor, bardzo dobre właściwości. Nigdy nie kupiłam dwa razy tego samego lakieru, ale tu bym się mocno zastanawiała! Niestety jest już prawdopodobnie nigdzie niedostępny.
8. Bioderma Sebium, Antybakteryjny żel do mycia cery mieszanej i tłustej, próbka 10 ml - zużyłam kolejne trzy próbki, prawdopodobnie już ostatnie, ale możliwe, że jeszcze gdzieś zachomikowaną znajdę. Tych mini opakowanek zużyłam chyba ok. 10. Były przede wszystkim bardzo wydajne. Z właściwości byłam w miarę zadowolona, ale od jakiegoś czasu używam kilkukrotnie tańszego żelu do twarzy i jestem pod dużo większym wrażeniem (szczegóły za niedługo ;) ). Nie kupię.
9. Barwa, Siarkowa Moc, Maseczka antytrądzikowa z siarką, kaolinem i gliną wulkaniczną, saszetka 2 x 5 ml - starczyła na cztery użycia. Zaskoczył mnie jej bardzo przyjemny zapach. Właściwości pielęgnacyjne trudno ocenić po zaledwie czterech użyciach, ale dobrze się zapowiada. Może kupię ponownie.
Tyle zużyć, a tu zapasów wcale mniej ;) Jak u Was ze zużyciami na koniec roku? Używałyście któryś z tych produktów? Pozdrawiam!
Etykiety:
Alverde,
Balea,
Barwa,
Bioderma,
denko,
DM,
Esprit,
Green Pharmacy,
lakiery,
oczyszczanie twarzy,
odżywki do włosów,
peelingi,
pielęgnacja włosów,
Rival de Loop,
szampony,
żele pod prysznic
czwartek, 26 grudnia 2013
Lubię bardzo! w grudniu 2013
Czasem dwie, z pozoru odległe od siebie rzeczy idealnie do siebie pasują :) Tak jest w przypadku moich grudniowych ulubieńców :)
Naomi EDT to jeden z moich ulubionych zapachów. Stanowi dla mnie uosobienie aromatu jesieni i przyjemnie ociepla zimowy chłód.
Wizaż podaje następujące nuty składowe:
Zapach na mnie się nie rozwija, ale pachnie za to dość długo, na pewno kilka godzin.
15-mililitrową, cętkowaną buteleczkę przypominającą kobiece kształty posiadam już bardzo długo, na pewno dwa lata, ale używam go tylko jesienią i zimą, do ciepłych pór roku w ogóle mi nie pasuje. Myślę, że w najbliższym czasie dokończę tę śliczną flaszeczkę, ale przypuszczam, że postaram się ją zdobyć na przyszłą zimę :) Chłodniejsze pory roku chyba na zawsze będą mi się kojarzyć z tym aromatem :)
Do Naomi idealnie pasuje mi czerwony/bordowy lakier do paznokci, w tym przypadku to pokazywany już na blogu Manhattan 57U. Piękny kolor czerwonego wina niestety bardzo ciężką uchwycić na zdjęciu, w rzeczywistości jest jeszcze ciemniejszy.
Macie swoje ulubione jesienno-zimowe zapachy?
Pozdrawiam i życzę przyjemnego poświątecznego wypoczynku :)
Naomi EDT to jeden z moich ulubionych zapachów. Stanowi dla mnie uosobienie aromatu jesieni i przyjemnie ociepla zimowy chłód.
Wizaż podaje następujące nuty składowe:
nuta głowy: malina, cytryna, guawadla mnie Naomi pachnie jednak minimalnie, przyjemnie kwaśnym jabłkiem w karmelu. Idealnie wprost do skórzanej kurtki lub ciepłego płaszcza i wełnianego szalika :)
nuta serca: róża, lilia
nuta bazy: nuty drzewne, drzewo sandałowe, prażona kawa, toffi
Zapach na mnie się nie rozwija, ale pachnie za to dość długo, na pewno kilka godzin.
15-mililitrową, cętkowaną buteleczkę przypominającą kobiece kształty posiadam już bardzo długo, na pewno dwa lata, ale używam go tylko jesienią i zimą, do ciepłych pór roku w ogóle mi nie pasuje. Myślę, że w najbliższym czasie dokończę tę śliczną flaszeczkę, ale przypuszczam, że postaram się ją zdobyć na przyszłą zimę :) Chłodniejsze pory roku chyba na zawsze będą mi się kojarzyć z tym aromatem :)
Do Naomi idealnie pasuje mi czerwony/bordowy lakier do paznokci, w tym przypadku to pokazywany już na blogu Manhattan 57U. Piękny kolor czerwonego wina niestety bardzo ciężką uchwycić na zdjęciu, w rzeczywistości jest jeszcze ciemniejszy.
Macie swoje ulubione jesienno-zimowe zapachy?
Pozdrawiam i życzę przyjemnego poświątecznego wypoczynku :)
piątek, 6 grudnia 2013
Lubię malować paznokcie! Wspomnień czar - Wibo Express growth 350
Wyciągnęłam z czeluści kosmetyczki lakier do paznokci, który przed zakupem wielokrotnie oglądałam na Waszych blogach i bardzo mi się podobał, po czym kupiłam go i jakoś tak właśnie trafił do szuflady.
Popularny kolorek 350 z serii Express growth to różowy odcień nude - bezpieczny i elegancki. Nie wiem niestety, czy jest dalej dostępny w Rossmannie.
Lakier niestety dość kiepsko kryje, na paznokciach mam trzy warstwy, a białe końcówki dalej prześwitują. Mam jeszcze jeden lakier z tej serii, w kolorze arbuzowym, i zachowuje się niestety tak samo, więc przypuszczam, że tak Express Growth ma - jeśli macie z nimi doświadczenie, to dajcie znać w komentarzach. Trzyma się natomiast dość nieźle - na paznokciach mam go tu czwarty dzień i końcówki są tylko minimalnie przetarte. Sam lakier wygląda nieźle, dalej ładnie błyszczy.
350 daje dyskretny, elegancki manicure, nadający się do biura czy na ważne spotkanie. Może będę po niego sięgać teraz częściej.
Macie w swojej kolekcji ten numerek 350?
Życzę wszystkim pięknych, kosmetycznych prezentów z okazji Mikołaja! Pozdrawiam!
Popularny kolorek 350 z serii Express growth to różowy odcień nude - bezpieczny i elegancki. Nie wiem niestety, czy jest dalej dostępny w Rossmannie.
Lakier niestety dość kiepsko kryje, na paznokciach mam trzy warstwy, a białe końcówki dalej prześwitują. Mam jeszcze jeden lakier z tej serii, w kolorze arbuzowym, i zachowuje się niestety tak samo, więc przypuszczam, że tak Express Growth ma - jeśli macie z nimi doświadczenie, to dajcie znać w komentarzach. Trzyma się natomiast dość nieźle - na paznokciach mam go tu czwarty dzień i końcówki są tylko minimalnie przetarte. Sam lakier wygląda nieźle, dalej ładnie błyszczy.
350 daje dyskretny, elegancki manicure, nadający się do biura czy na ważne spotkanie. Może będę po niego sięgać teraz częściej.
Macie w swojej kolekcji ten numerek 350?
Życzę wszystkim pięknych, kosmetycznych prezentów z okazji Mikołaja! Pozdrawiam!
środa, 4 grudnia 2013
Lubię bardzo! w listopadzie 2013 - ulubieni w mini-recenzjach
W listopadzie 2013 były dwa kosmetyki, których używałam szczególnie chętnie i niemal bez zamienników.
Pierwszy z nich to "kremowo-olejkowy" żel po prysznic Balea z olejem z owoców drzewa marula i proteinami mlecznymi. 250 ml kosmetyku kosztuje w DM 0,95 euro.
Żel ma bardzo gęstą, kremową konsystencję, dobrze się pieni, na myjce wręcz świetnie, jest bardzo wydajny. Zapach bardzo przyjemny, kremowy, otulający, idealny na tę porę roku.
Mimo SLS na drugim miejscu w składzie żel jest delikatny dla skóry, wręcz pozostawia ją lekko nawilżoną i mogę nawet przez dwa dni nie używać żadnych nawilżaczy, bez żadnej szkody dla skóry!
Według mnie jest to produkt o wiele lepszy niż te popularniejsze żele pod prysznic Balei w kolorowych opakowaniach w cenie 0,65 euro.
Drugi ulubieniec jest w mojej kosmetyczce już jakieś 2,5 roku. Lakier Rival de Loop z serii High Gloss Nail Colour w kolorze 07. Jest to najbardziej klasyczna czerwień, jaka może być (niestety blogger robi z tego odcienia czerwień strażacką, w rzeczywistości jest ciemniejsza - w miarę oddany jest odcień na buteleczce).
Szybko schnie, dobrze się trzyma, wystarczą dwie warstwy. Idealnie pasuje mi na tę porę roku, przypuszczam, że do końca roku skończę tę buteleczkę.
Co szczególnie chętnie używałyście w minionym miesiącu? Pozdrawiam!
Pierwszy z nich to "kremowo-olejkowy" żel po prysznic Balea z olejem z owoców drzewa marula i proteinami mlecznymi. 250 ml kosmetyku kosztuje w DM 0,95 euro.
Żel ma bardzo gęstą, kremową konsystencję, dobrze się pieni, na myjce wręcz świetnie, jest bardzo wydajny. Zapach bardzo przyjemny, kremowy, otulający, idealny na tę porę roku.
Mimo SLS na drugim miejscu w składzie żel jest delikatny dla skóry, wręcz pozostawia ją lekko nawilżoną i mogę nawet przez dwa dni nie używać żadnych nawilżaczy, bez żadnej szkody dla skóry!
Według mnie jest to produkt o wiele lepszy niż te popularniejsze żele pod prysznic Balei w kolorowych opakowaniach w cenie 0,65 euro.
Drugi ulubieniec jest w mojej kosmetyczce już jakieś 2,5 roku. Lakier Rival de Loop z serii High Gloss Nail Colour w kolorze 07. Jest to najbardziej klasyczna czerwień, jaka może być (niestety blogger robi z tego odcienia czerwień strażacką, w rzeczywistości jest ciemniejsza - w miarę oddany jest odcień na buteleczce).
Szybko schnie, dobrze się trzyma, wystarczą dwie warstwy. Idealnie pasuje mi na tę porę roku, przypuszczam, że do końca roku skończę tę buteleczkę.
Co szczególnie chętnie używałyście w minionym miesiącu? Pozdrawiam!
piątek, 11 października 2013
Lubię malować paznokcie! H&M Purple
Dzisiaj znowu na paznokciach H&M. Jak nie przepadam za ubraniami tej marki ;) tak lakiery mi odpowiadają. Purple pochodzi z TEGO zestawu. Odkąd odziedziczył pędzelek po swoim wykończonym już koledze, Orange, mogę nim swobodnie malować.
Lakier ma przyjemną do malowania konsystencję, szybko schnie, do pokrycia potrzeba dwie warstwy. Lakier ładnie błyszczy, z bliska widać, że zatopionych jest w nich mnóstwo błękitnych i różowych drobinek, ale absolutnie nie wyglądają one tandetnie. Kolor jest dokładnie taki, jak na zdjęciach, bardzo mi się podoba, uważam, że jest idealny na jesień i zimę :)
Purple trzyma się też całkiem nieźle, mam je dziś na paznokciach trzeci albo czwarty dzień i na niektórych paznokciach są minimalnie zdarte końcówki (z tymże z krótkich paznokci lakier też się tak szybko nie zdziera). Dzisiaj dla odświeżenia dodałam topper Gold z tego samego zestawu - razem też się fajnie prezentują :)
W ogóle zawsze malowałam krótkie paznokcie jasnymi, neutralnymi kolorami, a dopiero dłuższe ciemnymi, bardziej zdecydowanymi. Ostatnio mi się odmieniło i tak bardziej mi się podoba ;)
A u Was jakie ostatnio królują kolory? Już typowo jesienne? Pozdrawiam!
sobota, 5 października 2013
Lubię malować paznokcie! H&M Gentle sky
Bardzo długo gustowałam w bardziej "tradycyjnych" kolorach lakierów, czyli czerwieniach, różach czy fioletach. Zieleń na paznokciach wydawała mi się zupełnie nie w moim stylu, ale styl ma to do siebie, że czasem lubi ewoluować ;)
Gentle sky w 7-mililitrowej buteleczce trafił do mnie w zeszłym roku w H&M w cenie bodajże 6,90 zł. Lubię i takie pojemności, i takie ceny ;) Przemówił do mnie oczywiście kolor - piękna morska zieleń z delikatnym shimmerem ("drobne drobinki" ;) w kolorze zielonym) i przesłodka buteleczka <3
Na paznokciach drobinki są dostrzegalne z bliska, ale lakier za to ładnie błyszczy, długo też utrzymuje taką "widzialną" świeżość. Dla idealnego efektu należy nałożyć dwie grubsze, lub trzy cienkie warstwy. Schnie bardzo szybko. Trwałość na moich paznokciach jak przy innych lakierach H&M dobra - nie odpryskuje, po kilku 3-4 dniach zaczynają ścierać się końcówki.
Lubię te H&M-owe drobiazgi :) Pozdrawiam!
sobota, 21 września 2013
Lubię kolor pomarańczowy ;) faworyci wakacji lipiec - wrzesień '13
Wakacje szkolne już dawno za nami, akademickie też już się niestety kończą. Najwyższy zatem czas na przedstawienie moich letnich faworytów. Jako że w lecie używam jeszcze mniej kosmetyków, niż normalnie, dlatego łatwiej było mi zebrać takich kwartalnych ulubieńców. Zapraszam do lektury :)
1. Avon Just play EDT 50 ml to zapach już niestety dawno niedostępny, ja chomikuję tę buteleczkę już od 2 lat, kupiłam w avonowej wyprzedaży za 20 zł. Świetny zapach, z jednej strony świeży, cytrusowy, ale z drugiej ma w sobie nutkę elegancji (myślę, że dzięki herbacie i frezji w składzie). Dobrze się w nim czuję, inne osoby wyczuwają go ode mnie dobrych kilka godzin po aplikacji. Standardowo nie rozumiem, dlaczego został wycofany, szczególnie że jego męski odpowiednik dalej jest w sprzedaży.
2. Farmona, Jantar, Odżywka do włosów i skóry głowy. To już druga kuracja Jantarem, jaką przeprowadziłam. Efekty są troszkę inne niż poprzednio - włosy niestety dalej mi wypadają (ale też mam ogólnie teraz taki okres osłabienia), ale za to mam MNÓSTWO nowych małych włosków :) (za pierwszym razem zahamował całkowicie wypadanie, ale baby hair było trochę mniej). Na mnie działa, na pewno za 2-3 miesiące przeprowadzę kolejną kurację.
3. Avon Solutions Koloryzująco-nawilżający krem na dzień SPF 20 - pisałam już o nim TUTAJ. Bardzo go lubię, przez całe lato zastępował mi podkład, który miałam na twarzy w sumie ze trzy razy.
4. Rossmann, For Your Beauty, Masażer - "Masażer z gumowymi ząbkami. Poprawia krążenie, łączność tkanek w skórze, wygładza. Zapobiega powstawaniu cellulitu oraz niweluje już powstały." (opis z wizażu). Mam go już ponad dwa lata, więc mogę stwierdzić, że opis się sprawdza. Przez bardzo długi czas używałam regularnie i przynosił bardzo fajne efekty, teraz powróciłam do jego stosowania. Faktycznie pomaga ujędrnić skórę, wyczuwam jego pozytywne działanie. Ale trzeba uważać na naczynka!
5. Balea Feuchtigkeitsspülung Mango + Aloe Vera odżywka do włosów suchych i zniszczonych - w zasadzie używałam jej początkowo bez entuzjazmu, ale jednak regularnie i po jakimś czasie usłyszałam, że polepszył się wygląd moich włosów. Możliwe, że to przede wszystkim dzięki systematyczności (jej w stosowaniu odżywek do włosów zawsze mi brakowało), ale i tak lubię ją używać. Ma bardzo ładny zapach, jest wydajna, wystarczy użyć niewielką ilość (od koleżanki dostałam ostatnio odlewkę najnowszej, chyba już hitowej odżywki Garniera z trzema olejami i jej muszę bardzo dużo nałożyć, stąd mam porównanie). Jeśli macie do niej dostęp to polecam.
6. Manhattan Multi Effekt Eyeshadow 35Z Airy Rose - stanowił bazę mojego (ewentualnego) letniego makijażu (do tego tylko konturówka, tusz i wystarczy). Mam go już ze 2 lata, widać już denko, niestety nie wiem, czy ten kolor jest jeszcze dostępny w sprzedaży, ale jeśli tak, to może go jeszcze kupię, bo daje świetny, subtelny, codzienny efekt.
7. Esprit 219 Mango Sorbet pokazywałam już TUTAJ. Piękny, typowo wakacyjny kolor, myślę, że właśnie ten jest paznokciowym ulubieńcem lata '13.
Przypadkowo się złożyło, że sześć na siedem z nich jest w odcieniach pomarańczy - w sam raz na ciepłą porę roku :) Może któryś z wymienionych kosmetyków też jest Waszym faworytem? :) Zapraszam do komentowania! Pozdrawiam!
Etykiety:
akcesoria,
avon,
Balea,
cienie do powiek,
DM,
Esprit,
Farmona,
krem do twarzy,
lakiery,
Manhattan,
odżywki do włosów,
pielęgnacja włosów,
Rossmann,
ulubieńcy,
wcierki do włosów,
zapachy
piątek, 30 sierpnia 2013
Lubię malować paznokcie! Znowu różane Wibo...
Jakiś czas temu pokazywałam Wam numerek 8 z różanej kolekcji Wibo. Dziś czas na róż o numerze 5.
Ten kolor to dla mnie niemal typowy "róż-Barbi", z tymże na paznokciach wychodzi trochę bardziej neonowo niż w buteleczce. Niestety kiepsko kryje, na paznokciach mam tu aż cztery warstwy, które dalej prześwitują. Na szczęście w miarę szybko schnie, więc w czasie oglądania serialu można się z nim trochę posiłować ;)
Lakier ma typowy dla serii, intensywny, dla mnie okropny zapach ;) no ale w sumie producent ostrzegał na zakrętce ;)
Trwałość taka sobie, ściera się na końcówkach na drugi-trzeci dzień.
Trochę kiczowaty, ale jednej koleżance się bardzo podobał ;) Mam jeszcze jeden lakier z tej serii, który znowu ma trochę inne właściwości, może za jakiś czas go tu pokażę.
Przy okazji chciałabym Wam polecić obejrzenie filmiku Red Lipstick Monster. Dzięki w zasadzie prostym radom Ewy pierwszy raz nie pozalewałam sobie lakierem skórek ;)
Pozdrawiam!
Ten kolor to dla mnie niemal typowy "róż-Barbi", z tymże na paznokciach wychodzi trochę bardziej neonowo niż w buteleczce. Niestety kiepsko kryje, na paznokciach mam tu aż cztery warstwy, które dalej prześwitują. Na szczęście w miarę szybko schnie, więc w czasie oglądania serialu można się z nim trochę posiłować ;)
Lakier ma typowy dla serii, intensywny, dla mnie okropny zapach ;) no ale w sumie producent ostrzegał na zakrętce ;)
Trwałość taka sobie, ściera się na końcówkach na drugi-trzeci dzień.
Trochę kiczowaty, ale jednej koleżance się bardzo podobał ;) Mam jeszcze jeden lakier z tej serii, który znowu ma trochę inne właściwości, może za jakiś czas go tu pokażę.
Przy okazji chciałabym Wam polecić obejrzenie filmiku Red Lipstick Monster. Dzięki w zasadzie prostym radom Ewy pierwszy raz nie pozalewałam sobie lakierem skórek ;)
Pozdrawiam!
sobota, 17 sierpnia 2013
Lubię malować paznokcie! Pięciopak z H&M
Uwielbiam takie promocje :D Ten zestawik pięciu buteleczek po 5 ml trafił w H&M w moje ręce kilka miesięcy temu w zawrotnej cenie 10 zł :) Czyli sztuka po dwa zeta :D Promocja była zimowa i z zimą też te kolory (nie licząc pomarańczowego) mi się kojarzą.
Od lewej występują:
- Turquoise
- Purple
- Gold
- Red
- Orange
Nazwy mają obłędne xD ;)
W domu zorientowałam się, że zestaw niestety był lekko felerny: po otworzeniu pudełeczka, w które były zapakowane, czuć było mocno zapach lakieru - prawdopodobnie ktoś się już wcześniej dobierał do Orange, bo i tak trochę wyglądała buteleczka i lakier był gęstszy od pozostałych (ja stety/niestety nie mam zwyczaju otwierać opakowań niezapłaconych produktów w sklepie, więc nie miałam tego jak sprawdzić). Orange jednak w miarę działa, stał się nawet ulubieńcem tego lata moich stópek ;) bo gości na nich praktycznie bez przerwy, stąd też wiem, że jego właściwości są całkiem niezłe. Mogłyście go zobaczyć TU. Przez to też już powoli się kończy i w sumie dobrze, bo mam zamiar wykorzystać jego pędzelek do Purple, który niestety swój własny ma wadliwy - dużo za krótki, by móc nim malować. Na szczęście poza tym z lakierami jest już wszystko w porządku, ładnie kryją, szybko schną i świetnie się u mnie trzymają, jak to lakiery z H&M.
Dziś na paznokciach topper Gold - jedyny w mojej kolekcji (w zasadzie to nie lubię żadnych wyjątkowych efektów na paznokciach, piaskowce, kawiory, brokaty itp. nie są dla mnie, ja to tylko tradycyjne lakiery ;) ). Ten natomiast, jako wyjątek na potwierdzenie reguły, podoba mi się. Poza tym jest łatwy w obsłudze, na paznokciach mam jedną warstwę i drobinki są ładnie, gęsto, ale równomiernie nałożone. Nie sprawia też problemów przy zmywaniu. Super wygląda szczególnie z klasycznym czerwonym lakierem. Tu na zdjęciach przedłuża żywot Essence Kings of mints.
Kolejne kolorki też pewnie Wam kiedyś pokażę, bo czuję, że często będą ze mną od jesieni :) Teraz jest jeszcze czas na pastele ;) Polecam Wam lakiery z H&M! Pozdrawiam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
