Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DM. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DM. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 listopada 2014

Lubię denka! Październik 2014


Zużyć ciąg dalszy :)  :

1. Ziaja, maska regenerująca z glinką brązową - 7 ml, w promocji ok 1,00 zł w Rossmannie - starczyła na dwa użycia. Miała bardzo oryginalny zapach, niepodobny do pozostałych masek z tej serii. Trochę zmiękczała, ale mojej cerze bardziej pasowała maska z glinką żółtą.

2 i 3. Ziaja, maska nawilżająca z glinką zieloną - 7 ml, w promocji ok. 1,00 zł w Rossmannie - saszetki starczyły na dwa i trzy razy. Pozostawiała skórę faktycznie nawilżaną, ale musiałam ją trzymać dokładnie tyle, ile zaleca producent. Trzymana trochę dłużej powodowała lekie szczypanie twarzy. Nie wiem, czy kupię ponownie.

4. Avon, Slip into... Daring - perfumetka, 10 ml, w promocji około 10 zł w katalogu - fajny, słodki, ale ulotny zapach. Nosiłam w torebce, wypsikałam w pracy. Już niedostępny, ale raczej i tak bym nie kupiła ponownie. W Avonie jest wiele fajniejszych, bardziej trwalszych zapachów.

5. Balea, Krem do depilacji - 125 ml, ok. 2 euro - standardowy krem do depilacji z DM-u okazał się na moje potrzeby słabszy od Eveline. Nie kupię więcej, chyba że mnie zmusi sytuacja ;)

6. Pervoe Reshenie Balsam Agafii nr 4 na kwiatowym propolisie (KLIK) - 600 ml - ok 16-20 zł w drogeriach internetowych - bardzo lubiany przeze mnie produkt, zachęcił mnie do dalszych eksperymentów z rosyjską pielęgnacją.

7. Balea, Duschlotion, Beautiful feelings, 200 ml/1,45 euro - ładnie pachnący żel pod prysznic, zapach przypominał mi egzotyczną gumę do żucia ;) . Nie pielęgnował, ale i nie wysuszał skóry. Tuba była bardzo wygodna i przyciągała wzrok ze względu na piękną grafikę. Jest jeszcze dostępny w DM-ach, więc polecam zainteresowanie się tą limitką :)

8. Avon Planet Spa Perfectly Purifying Face Scrub (KLIK), 75 ml - ok. 10 zł w promocji w katalogu - produkt dość przyjemny, ale za słaby, jak na moje potrzeby. Skóry wrażliwe byłyby jednak z niego zadowolone. Nie kupię ponownie, gdyż znalazłam o wiele lepszy dla mnie produkt, o czym za niedługo ;)

9. Avon Planet Spa Maseczka do twarzy z glinką z Tureckiej Łaźni Termalnej (KLIK), 75 ml - ok. 10 zł w promocji w katalogu - fajna maseczka, porównywalna do tej z minerałami z Morza Martwego, ale łatwiej ją zmyć. Na razie będę próbować maseczki glinkowe robione w domu, więc nie wiem, czy kupię ponownie. Może jako szybką alternatywę.

10. Farmona, Jantar, wcierka do skóry głowy - 100 ml, w internecie ok 10 zł - to już któraś zużyta przeze mnie buteleczka, kurację Jantarem przeprowadziłam po dłuższej przerwie, spowodowanej używaniem innych specyfików lub niczego ;) moja skóra głowy reaguje na niego dobrze, zauważyłam trochę bejbików :) kolejna flaszeczka w użyciu :)

I jeden wyrzutek:

11. Wibo, lakier z serii różanej, nr 5 - 12 ml - zakupiony przeze mnie na wyprzedaży za ok. 1,30 zł ;) - pomalowałam nim paznokcie pierwszy raz po dłuższej przerwie i doszłam do wniosku, że nie chce mi się z nim dalej męczyć. Trzy warstwy to minimum, schnięcie wątpliwe, nawet z topem. Podziękowałam ;)

W październiku dzielnie się trzymałam i zakupiłam jedynie jedną odżywkę do paznokci, gdyż poprzednia się skończyła. Bilans zakupów o wartości 1,75 euro w porównaniu do wyrzutków uważam za udany :) Jak Wasze zużycia? Pozdrawiam!

wtorek, 5 sierpnia 2014

Lubię zakupy! Druga część lipcowych nowości, tym razem niemieckich


Dość spory haul z Polski pokazywałam już wcześniej TU. Dziś nabytki, które poczyniłam na przestrzeni całego miesiąca w Niemczech.

Wyjeżdżając na weekend do Polski chciałam zabrać ze sobą jakieś chusteczki do demakijażu, żeby nie brać i grożącej wylaniem butelki z płynem micelarnym (BeBeauty zrobiło mi już nie raz mokrą "niespodziankę" w torbie), i wacików. A że byłam akurat w Primarku (do którego chadzam zdecydowanie zbyt często ;) ), to chwyciłam dwupak ichniejszych chusteczek w cenie 1,50 euro. Po kilkukrotnym wypróbowaniu stwierdzam, że na mój minimalistyczny letni makijaż sprawdzają się dobrze.

Mimo że już od dawna stosuję ałun, a ostatnio zakupiłam inny dezodorant bez aluminium, to jednak na te potworne upały zdecydowałam się zakupić tradycyjną Rexonę w sprayu. Jako że wydawało mi się, że spray zaginął gdzieś na mieście w akcji, to kupiłam jeszcze jedną sztukę, po czym się okazało, że zostałam jednak z dwoma. Przypuszczam, że je jednak spokojnie zużyję, bo wydajnością nie grzeszą.

W Lidlu niemieckim (nie mam pojęcia, czy były one też w Polsce) zobaczyłam żele pod prysznic Cien, ewidentnie inspirowane słynnymi Treaclemoon. Oryginałów nie miałam (człowiek się w Niemczech skąpy robi i niecałe 4 euro za 500 ml w porównaniu do innych żeli to wydaje się majątkiem ;) ), ale postanowiłam sięgnąć po te lidlowe "podróbki". Śmieszny koszt butelki to 1,11 euro/500 ml. Wzięłam kokosowy i malinowy. Oba zapachy rozeszły się w mig, pozostał tylko imbirowy, który niestety przypominał zapachem płyn do mycia naczyń (a obwąchany przeze mnie imbirowy oryginał od Treaclemoon pachnie właśnie zabójczo). Używam już od dawna kokosowego i jest w porządku.

Skończyły mi się olejki do ciała, więc wzięłam jednak dzidziusiową oliwkę z DM-u (ok. 1,50 euro / 250 ml), a że była promocja w Rossmannie na kosmetyki Alterry, to porwałam również olejek migdały i papaja (ok. 3,20 euro).

Postanowiłam poza tym wreszcie zacząć stosować porządną bazę pod lakier do paznokci, bo stan moich pazurków po zmyciu lakieru woła o pomstę do nieba. Pod wpływem sympatycznej niemieckiej youtuberki NatBittersweet zdecydowałam się na p2 i ich Base + Care Toap (ok. 1,75 euro / 10 ml) i póki co jestem bardzo zadowolona.

Ta część zakupów (pomijając polskie nabytki) sama w sobie stanowi dużo nowości, jak na jeden miesiąc u mnie, a tu znowu jadę do Polski i na pewno nazwożę mnóstwo kosmetyków, zważywszy że złożyłam już pierwsze zamówienie na rosyjskie cuda :) Ech no cóż, będę pościć po wakacjach ;) Jaku Was z nowościami? Pozdrawiam!

sobota, 2 sierpnia 2014

Lubię denka! Zużycia lipcowe 2014


Spodziewałam się trochę większych zużyć do końca lipca, ale i tak nie jest źle. Chociaż biorąc pod uwagę moje "tegomiesięczne" nowości oraz to, że najbliższe dwa tygodnie spędzę na urlopie w Polsce, więc pewnie coś tam wpadnie, to powinno być jednak lepiej ;)

Do kosza poszły:
1. Green Pharmacy, Szampon do włosów normalnych Pokrzywa zwyczajna, 300 ml - bardzo fajny, mam kolejną butelkę.

2. Be Beauty, Płyn micelarny - jak zawsze ;)

3. Alverde, Żel do mycia twarzy Algi morskie, 150 ml, taki sobie, raczej więcej nie kupię.

4. Original Source, Żel pod prysznic Malina i wanilia, 250 ml - rozczarowanie miesiąca. Byłam napalona na ten zapach, odkąd poczułam go w łazience u kuzynki. Jako że parę lat temu miałam trzy żele OS (pamiętam dokładnie: miętowy chłodzący, pomarańczowo-imbirowy i kaktusowy) i wszystkimi byłam zachwycona, to pokładam nadzieje również i w różowym osobniki (o ile tak wielkich słów można używać pisząc o żelu pod prysznic ;) ). Niestety żel ten nie ma tej prawdziwej ŻELOWEJ konsystencji, tak jak trzy poprzednie próbowane przeze mnie, jest za to kremowy, rzadki, wysusza skórę. No i producent pokombinował przy opakowaniu i butelka nie ma już tego świetnego sylikonowego otworku, dzięki któremu nic się nie wylewało. Zapach też tylko fajny prosto z butelki. Jestem na nie.

5. Avon Solutions truly radiant VIP Koloryzująco-nawilżający krem na dzień SPF 20, 50 ml - skończyłam tubkę (w mojej historii już trzecią) zaczętą w zeszłym roku i żałuję, że na ten rok go nie zamówiłam, tylko zdecydowałam się na inny produkt, również z Avonu. Bardzo fajny krem, w upały używałam tylko jego, bez żadnych podkładów itp. i tak śmigałam do pracy. Jeśli nic do przyszłorocznego wiosenno-letniego sezonu mnie bardziej nie zaciekawi, to zamówię go ponownie.

6. Ajona, Koncentrat pasty do zębów, 25 ml - to maleństwo starczyło mi na na pewno pół roku, a używałam TYLKO tego. Fajne, jedyna pasta do zębów bez fluoru dostępna w DM/Rossmannie w Niemczech. Teraz będę jednak używać bezfluorowej Ziai.

7. Rival de Loop, Frische Kick, żelowa maseczka odświeżająca, chłodząca limetka+kofeina - jedna część saszetki - to 8 ml starczyło na 4 obfite aplikacje. Mimo iż wydaje mi się, że już mam wyrobioną opinię na jej temat, to dla pozoru poczekam do zużycia drugiej części ;)

To by było na tyle. Znacie któreś z moich zużyć? Pozdrawiam! :)

środa, 2 lipca 2014

Lubię nowości! Haul czerwiec 2014


Jak wspominałam, ostatnie miesiące były powściągliwe w nowości. Grzecznie zużywałam zapasy, w maju nie wydałam na kosmetyki ani grosza/centa. Po cichu planowałam sobie jednak, co zakupię w czerwcu, większość haula stanowią faktycznie zaplanowane nabytki.

Po dwóch latach (!) skończył mi się puder sypki z Essence i postanowiłam tym razem postawić na puder prasowany. Na wodoodporny puder transparentny z Catrice napaliłam się bardzo po obejrzeniu kilku recenzji. Za 9 g produktu w pięknym opakowaniu zapłaciłam 4,95 euro w DM-ie. Dalej w fazie testów, ale póki co niestety mnie nie powalił, ale może mieć to związek również z pozostałymi, stosowanymi przeze mnie produktami do twarzy.

W ramach tej samej wizy w DM chwyciłam również Top coat Quick dry & high shine, także z Catrice, 10 ml/ ok. 2,5 euro.  Po dwóch użyciach jestem na razie w miarę zadowolona.

Większość zakupów w tym miesiącu dokonałam w Rossmannie. Pierwszy raz w życiu (!) kupiłam piankę do golenia. Do tej pory korzystałam z żeli pod prysznic, ale ostatnio moja skóra jest podatna na podrażnienia, dlatego zdecydowałam się jednak na zakup pianki. W Rossie była akurat promocja, za 150 ml zapłaciłam ok. 0,7 euro. Pianka Isana jest w wersji limitowanej z ekstraktem z kokosa. Po paru użyciach stwierdzam, że działa dobrze.

Od półtora roku używam ałunu, który przez większość miesięcy sprawdza się u mnie doskonale. Miesiące letnie są jednak bardziej wymagające, dlatego postanowiłam kupić dezodorant w kulce. Zależało mi na tym, żeby był bez aluminium, dlatego sięgnęłam po dezodorant marki CD, która w Niemczech oferuje kosmetyki z delikatnymi składami, często przeznaczone dla alergików itp. Deo o zapachu lilii wodnej jest bez soli aluminium, olei mineralnych, silikonów, parabenów, substancji koloryzujących i pochodzenia zwierzęcego. W cenie promocyjnej kosztował 1,39 euro za 50 ml. Niestety już mogę stwierdzić, że działa tak sobie i na upały, których póki co u nas nie ma, chyba jednak skuszę się na małe, podróżne opakowanie jakiegoś tradycyjnego dezodorantu.

Jako że promocja była ;) to skusiłam się jeszcze na dwie maseczki z Rival de Loop: odświeżającą (limitka) i oczyszczającą, obie po 0,29 euro w promocji. Ani jednej jeszcze nie używałam.

Źródło


W Rossmannie kupiłam jeszcze tarkę do stóp z Fuss Wohl (0,99 euro). Dobrze ściera, ale brakuje mi w niej części polerującej, bo zostawia pięty przez to takie "poharatane".

Na tym zakupy miały się skończyć, ale przed dwoma dniami w czasie spaceru po centrum handlowym na trafiłam na salon Kiko i wielki napis SALE. Kilka odcieni lakierów okazało się być przecenionych na 1,00 lub 1,90 euro. Jako że się wybieram w najbliższym czasie do PL (w zasadzie dwa razy <3 ), to pokupowałam lakierów na upominki dla koleżanek, a dla siebie wybrałam dwa odcienie, które już dawno chciałam sobie sprawić, bo nie ma ich w mojej kolekcji, czyli granat (265) i rozbieloną miętę (345). To pierwsze kupione przeze mnie dla mnie lakiery od półtora roku :D

W najbliższy weekend wybieram się na trzy dni do Poznania w odwiedziny do koleżanki i mam już zrobioną listę zakupów ;) Spodziewajcie się zatem za niedługo kolejnego, pewnie większego haulu ;) Pozdrawiam!

niedziela, 29 czerwca 2014

Lubię wyrzutki ;) Czerwiec 2014


 Czerwiec był udany pod względem zużyć :)

1. Shauma, Frucht&Vitamin Shampoo, do włosów normalnych, błysk i witalność, 500 ml. Dostałam praktycznie całe opakowanie od koleżanki. Szampon z ekstraktem z granatu i jagód goji. Szampon jak szampon. Ładnie pachnie, dobrze się pieni. W składzie SLS. Niewydajny, wydaje mi się, że czasem powodował swędzenie. Zużyłam, nie kupię.

2. Babylove, Delikatna oliwka pielęgnująca dla dzieci z DM, mała buteleczka 50 ml - druga sztuka zużyta, do domowego peelingu lub po prostu na skórę. Chyba kupię opakowanie normalnej pojemności.

3. Essence, Fix&matte, transparenty puder sypki, 15,5 g. Dzielnie służył mi przez 2 lata! Dobry, byłam bardzo zadowolona. Teraz kupiłam jednak coś innego.

4. Ziaja, Krem na dzień i na noc do cery suchej i zmęczonej z bio olejkiem z awokado, 75 ml - zużyłam drugi słoiczek, byłam zadowolona, aczkolwiek cera na drugi słoiczek reagowała już trochę gorzej, niż na pierwszy. Na razie robię od niego przerwę.

5. Avon, Planet Spa, Rewitalizująca maseczka Chiński żeń-szeń, 75 ml - fajna, przyjemna w korzystaniu, ale na razie będę próbować inne.

6. Avon, Naturals, Żel pod prysznic, malina i hibiskus, 200 ml - pięknie pachniał, przyjemny w stosowaniu, ale niewydajny, starczył na niecałe 3 tygodnie. Za 4 zł, tak jak ja go kupiłam, może być, więcej bym nie dała.

7. Avon, Foot Works, Chłodzący balsam do stóp, Sorbet z papai, 75 ml - pięknie pachnie, ale słabo chłodzi i w ogóle nie nawilża, wręcz trochę wysusza. Niestety mam jeszcze jedną tubkę ;)

8. Green Pharmacy, Eliksir ziołowy do włosów wzmacniający, przeciw wypadaniu, 250 ml, super, porcja baby hair na głowie dzięki niemu, zostawiam sobie świetną buteleczkę.

9. Alterra, olejek pomarańcza i brzoza, 100 ml - bardzo przyjemny, pięknie pachniał. Zużyłam praktycznie cały do wyrobu domowego pilingu. Denerwująca była tylko pompka, strzelająca daleko olejkiem ;) może kupię ponownie, na pewno wypróbuję inne zapachy.

10. Alverde, Szampon przeciwłupieżowy Heilerde (Ziemia lecznicza), 200 ml - super, w razie potrzeby na pewno sięgnę po niego ponownie.

Dwa wyrzutki-lakiery, tym razem niewykończone:
11. Golden Rose with Protein, nr 246 - zużyłam prawie pół buteleczki, ale już się zestarzał, a że mam inny podobny, to go nie będę ratować.

12. Golden Rose with Protein, nr 327 - zielony neon to na pewno nie mój kolor, ten wygrałam w którymś rozdaniu. Próbowałam nim malować paznokcie dwa lub trzy razy. Potwornie smuży, nie kryje nawet po 5 warstwach, więc ląduje w koszu, nie ma sensu się męczyć.


13. Dove Hair therapy, Anti-Spliss Expert, kuracja przeciw rozdwajaniu się, próbka 8 ml starczyła na 5 użyć, ale nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia. Włosy były jakby suche w dotyku. Nie kupię na pewno.

Szczęśliwa trzynastka :) Jestem zadowolona ze zużyć. Oby tak dalej :)

wtorek, 24 czerwca 2014

Lubie DM! A Alverde?

 Zaraz po tym, jak skończył się bardzo lubiany przeze mnie żel do mycia twarzy z Balei sięgnęłam po kolejny nabytek z drogerii DM - żel do mycia twarzy przeznaczony do cery normalnej i mieszanej z linii Aqua z algami morskimi marki Alverde. Marka Alverde jest tą teoretycznie lepszą marką własną DM, mającą faktycznie dobre, naturalne składy. W związku z tym byłam bardzo ciekawa, jak sprawdzi się u mnie ten kosmetyk. Tubka 150 ml kosztuje ok. 2,25 euro.


Opakowanie ma typowy dla Alverde, bardzo przyjemny design, tubka jest miękka i stabilna. Ze względu na bardzo leistą konsystencję żelu na pewno nie będzie problemu z wyciśnięciem go do ostatniej kropli, bez kłopotliwego rozcinania opakowania.


Żel, jak wspomniałam, ma bardzo rzadką, niemal wodnistą konsystencję, jest całkowicie przezroczysty - plus za to, że nie użyto niepotrzebnie żadnych barwników. W kontakcie ze skórą zamienia się szybko w przyjemną mięciutką pianę, którą łatwo rozprowadzić po twarzy. Korzystanie z żelu byłoby zatem bardzo przyjemne, gdyby nie potwornie alkoholowy zapach. Nie ma w nim nic z "wodnej", czy też algowej świeżości, tylko czysta wóda :/ No ale w większości jestem w stanie na szczęście takie zapachy przetrzymać.


Alkohol będący na drugim miejscu w składzie na szczęście nie wysuszył mi buzi, skóra nie jest też raczej po nim ściągnięta. Niestety nie zauważyłam po nim jakiegoś super oczyszczenia, owszem skóra była odświeżona, ale mimo wszystko wydaje mi się, że w tej kwestii trochę lepiej sprawdzała się wspomniana już Balea. Żel jest przy tym jak dla mnie okropnie niewydajny, zaczęłam go używać dokładnie pierwszego maja i zapewne wykończę go teraz do końca czerwca. Gęstszy i niemal połowę tańszy żel Balei o tej samej pojemności starczył mi na pół roku.

Żel ten nie zniechęcił mnie do dalszego poznawania produktów Alverde, ale zapewne do niego już więcej nie sięgnę. Macie jakieś ulubione żele do mycia buźki? Pozdrawiam!

piątek, 9 maja 2014

Lubię wyrzucać puste opakowania! Marzec i kwiecień 2014


Marzec i kwiecień były czasem odwyku od kosmetycznych zakupów (chociaż nowości i tak się pojawiły ;) ), zamiast haulu miały królować zużycia. Jak na mnie poszło w miarę, chociaż wiem, że wiele z Blogerek potrafi zużyć o wiele więcej produktów w ciągu jednego miesiąca, niż ja w ciągu dwóch. Jak one to robią, nie wiem ;)

Wiekszość z nich została już przeze mnie opisana:
1. Balea, Szampon rewitalizujący do włosów normalnych i lekko przetłuszczających się to moja druga butla. Pisałam o nim dwukrotnie TU i TU. Kupię ponownie za jakiś czas na pewno.

2. Alverde, Szampon Ultra Sensitive to kolejny hit. Również na pewno kupię.

3. Alverde, Porzeczkowy żel pod prysznic także bardzo przypadł mi do gustu i zamierzam go jeszcze kupić :)

4. Babylove, Delikatna oliwka pielęgnująca dla dzieci z DM, mała buteleczka 50 ml - kupiłam w jakiejś śmiesznej cenie w wyprzedaży. Fajny produkt, w składzie ma olej z migdałów, witaminę E i ekstrakt z rumianka. Używałam normalnie na ciało lub do wyrobu domowego peelingu. Mam jeszcze jedną buteleczkę.

5. Balea, Delikatny, pielęgnujący żel do mycia twarzy to kolejny, świetny produkt. Prawdopodobnie kupię ponownie.

6. BeBeauty, Płyn miceralny z Biedronki to stały mieszkaniec mojej łazienki, którego nie trzeba nikomu przeszkadzać. Oczywiście używam kolejnego opakowania.

7. Balea, Creme-Öl Dusche - kremowy żel pod prysznic z olejem z ziaren winogrona i pistacjami, 250 ml/ok. 0,95 euro - produkt był identyczny, jak zużyta przeze mnie wcześniej wersja z owocami drzewa marula i proteinami mlecznymi. Miał również bardzo przyjemny, delikatny zapach, niewysuszającą formułę, przyjemnie mi się go używało. Jedyną wadą jest bardzo twarda butelka, naprawdę utrudniająca wydobycie żelu. Byłam zadowolona, ale mam tyle żeli na chciej-liście, że nie wiem, czy kupię ponownie.

8. Shauma Hair & Body Szampon i żel pod prysznic 2 w 1 z prowitaminą B5 i guaraną dla panów ;) - to jedyny produkt, który zużyłam w marcu. Kupiłam dla TŻta w jakiejś fajnej promocji, ale po jednym użyciu stwierdził, że go uczula ;) więc zostałam z wielką butlą 500 ml. I zużyłam całą bez problemów :) oczywiście jako żel pod prysznic. Produkt miał wyjątkowo przyjemną konsystencję, fajny sportowy zapach, nie wysuszał szczególnie skóry. Wadą była stosunkowo niska wydajność - szybko się zużył, być może ze względu na wielki otwór w butelce, przez który zawsze wylewało się zbyt dużo produktu ;) Fajny, no ale nie kupię go ponownie ;)

Zużycia jak na moje możliwości znośne ;) kilka produktów mam w dalszym ciągu na wykończeniu, więc może denko pojawi się szybciej niż po dwóch miesiąca. Stosowałyście któryś w nich? Pozdrawiam!

poniedziałek, 5 maja 2014

Lubię Alverde! Godny własnej notki żel pod prysznic


Zazwyczaj wydaje mi się, że poświęcanie całej notki jednemu żelowi pod prysznic jest zbędne. No chyba, że zdarzy się produkt naprawdę wyjątkowo godny polecenia, tak jak to ma miejsce tym razem ;)

O porzeczkowym żelu pod prysznic Alverde usłyszałam już dawno temu w filmikach Megilounge na YT i od tego momentu miałam na niego ochotę. Podczas jednej, dość szalonej wizyty w DM-ie wpadł wreszcie i w moje łapy ;)

Butelka żelu jest taka sama, jak szamponów Alverde, tylko że ma pojemność 250 ml. Jej koszt to 1,45 euro.

Producent zapewnia o delikatnym, ale dokładnym i nie wysuszającym skóry oczyszczaniu dzięki łagodnym tensydom i atlantyckiej soli morskiej. Formuła nawilżająca na bazie pszenicznej oraz gliceryna roślinna ma wspierać nawilżenie skóry. Produkt jest wegański.


Żel ma ZUPEŁNIE przezroczystą, dość rzadką konsystencję. Dzięki brakowi SLS w składzie faktycznie jest delikatny i miły dla skóry, w dniach lenistwa bez problemów mogłam pominąć użycie balsamu po jego zastosowaniu.



Zdecydowanie największą zaletą żelu Alverde jest jego zapach. Według producenta jest on kombinacją czarnej porzeczki, bzu i winogrona. Dla mnie, fanki czarnej porzeczki jest totalnie apetyczny, w ogóle nie wyczuwa się w nim jakiejkolwiek sztucznej nuty, świetnie orzeźwia.

Żel ten całkowicie spełnił moje oczekiwania i myślę, że zakupię za jakiś czas kolejną butelkę. Polecam!

sobota, 3 maja 2014

Lubię recenzować! Świetna Balea



Mimo codziennej pielęgnacji moja skóra ma bardzo dużą skłonność do zanieczyszczeń i wszelkich zaskórników. W związku z tym z chęcią sięgnęłam po Antybakteryjny żel do mycia cery mieszanej i tłustej z serii Bioderma Sebium, którego kilkanaście dużych próbek (po 10 ml) dostałam od kuzynki. Przez jego dużą wydajność stosowałam je bardzo długo, na pewno ponad pół roku i byłam na początku dość zadowolona, ale ostatecznie stwierdziłam, że Bioderma bardzo wysuszyła mi skórę, a zaskórniki w dalszym ciągu miały się świetnie.

Bioderma się skończyła, a ja sięgnęłam po produkt z (przynajmniej cenowo) znacznie niższej półki. Delikatny, pielęgnujący żel do mycia twarzy z serii do każdego rodzaju skóry Balea kosztuje bowiem około 1,50 euro za 150 ml.  Produkt zamknięty jest w bardzo przyjemnym dla oka opakowaniu z wygodną pompką.

Producent zapewnia o delikatnym oczyszczeniu i efekcie odświeżenia dzięki "witaminowemu koktajlowi" (witamina C i prowitamina B5), który zapewnić ma jednocześnie ochronę i nawilżenie. Poza tym żel powinien zapobiegać zanieczyszczeniom oraz poprawić wygląd skóry. Produkt ma mieć odświeżający, grejpfrutowy zapach.


A jakie są moje wrażenia? Konsystencja jest dość gęsta, przez co stosunkowo ciężko wycisnąć go przez pompkę. Jest to w zasadzie jednocześnie zaletą, gdyż aplikuje się zawsze odpowiednią, niewielką ilość żelu, która w zupełności wystarcza na dokładne umycie całej buzi. Dzięki temu produkt okazał się bardzo wydajny, wspomniana pojemność 150 ml wystarczyła u mnie na pół roku przy stosowaniu jednej pompki wieczorem (wykończyłam go dokładnie 30. kwietnia).


W żelu zatopione były tajemnicze czerwone kuleczki, które jednak znikały przy rozsmarowywaniu produktu na twarzy, na pewno nie miały działania pilingującego. Były pewnie jakimś składnikiem nawilżającym, gdyż mogę stwierdzić, że produkt ogólnie nie wysusza i nie ściąga cery, chociaż oczywiście stosowałam po nim krem do twarzy. Kosmetyk, mimo, albo dzięki swojej gęstości, przyjemnie rozprowadzał się na twarzy i był taki "mięciutki" w trakcie masowania. Zapach okazał się rzeczywiście przyjemny, odświeżający, cytrusowy.



A teraz najważniejsze, czyli efekt oczyszczający. Mimo bardzo łagodnej formuły mogłam stwierdzić wyraźne oczyszczenie twarzy. Dalej nie jest idealnie, ale różnica jest dla mnie zauważalna, a zdecydowanie warto zaznaczyć, że maluję się w tej chwili codziennie, a podczas stosowania Biodermy byłam w takim okresie kiedy nie malowałam się w ogóle.

Tak jak wspomniałam, żel z Balei skończył się przed kilkoma dniami, a ja sięgnęłam do szufladowych zapasów i wyjęłam inny żel do mycia, także z DM-u. Z tego byłam bardzo zadowolona, myślę, że go jeszcze kupię, chociaż oczywiście mam babską przypadłość, czyli ciągłą ochotę ciągle próbowania czegoś nowego ;) Baleowy produkt jednak wszystkim polecam. Świetnie jest stwierdzić, że tak tani produkt pobił na głowę swojego kilka razy droższego konkurenta. Pozdrawiam!

czwartek, 1 maja 2014

Lubię recenzować! Szampony, które uratowały moją głowę po baleowej tragedii


W jednym z ostatni postów przedstawiłam szampon i odżywkę Balea Professional z serii Coffein. Już w tym poście opisałam negatywne skutki ich używania, które pod koniec opakowań jeszcze bardziej się nasiliły. Po ich wykończeniu tłusty łupież zamienił się w suchy, przez co przez jakiś tydzień miałam obsypane białym pyłem ramiona :-/ a sytuacja taka nie miała u mnie miejsca przynajmniej z 15 lat.

Trzeba było przystąpić do ratowania głowy. Zgliszcza po produktach z drogerii DM ugasiłam... produktami z drogerii DM :D Z przyjemnością przedstawiam Wam dziś produkty, które wyleczyły i ukoiły moją skórę głowy.


Szampon Ultra Sensitive poleciła mi koleżanka, która często boryka się z problemami skóry głowy. Butelka o pojemności 200 ml kosztuje, jak chyba wszystkie szampony Alverde (w tej pojemności) 1,95 euro. Butelka jest zgrabna, dzięki zupełnie płaskiej nakrętce można ją stabilnie postawić "na głowie", przez plastik widać, ile produktu jeszcze zostało.


Producent zapewnia o nawilżających właściwościach pochodzenia naturalnego na bazie cukrowej i pszenicznej. Szampon jest wolny od substancji koloryzujących, zapachowych, konserwujących, a także od olejków eterycznych i ziół, dzięki czemu nadaje się dla alergików.


Szampon jest niemal zupełnie przezroczysty, prawie bezzapachowy (zapach jest bardzo delikatny, taki "wodny"). Dobrze się pieni, poza tym świetnie zmywa oleje (dwukrotne użycie całkowicie zmywa wszystko, co potrzeba po całonocnym olejowaniu). Jest to taki szampon, który raczej wymaga użycia odżywki po myciu, ale faktycznie działa kojąco na skórę głowy i stał się moją pierwszą deską ratunku.


Kiedy tłusty łupież zaczął się wysuszać i sypać masowo z głowy sięgnęłam dodatkowo po Szampon przeciwłupieżowy Heilerde (Ziemia lecznicza). Według producenta kosmetyk dzięki zawartości właśnie ziemi leczniczej i innych naturalnych dodatków zwalcza łupież już od pierwszego użycia. Na zamknięciu widnieje informacja, że nadaje się do włosów farbowanych.



Szampon ma dość specyficzną konsystencję i kolor - takie dość glinkowe. Również zapach jest nietypowy, słodkawy, ale delikatny. Mnie się dość podoba, ale przypuszczam, że znajdą się osoby, którym będzie przeszkadzał.


 Również ten szampon bardzo przypadł mi do gustu i jestem przekonana, że przyczynił się do szybszej regeneracji mojej łepetyny.

Oba szampony z Alverde stosunkowo szybko się zużywają, ale przyczynia się do tego na pewno nie za wielka pojemność (wspomniane 200 ml).

Trzecim, uzupełniającym kosmetykiem był znany już przeze mnie wcześniej produkt z podstawowej serii Balei - Szampon rewitalizujący Rozmaryn i melisa do włosów normalnych i lekko przetłuszczających się.

Tak, jak i wcześniej, świetnie oczyszcza włosy i faktycznie spowalnia przetłuszczanie się. Jest bardzo wydajny, a 300 ml butla kosztuje zaledwie 0,65 euro. Więcej możecie o nim przeczytać TUTAJ.

Moja skóra i włosy mają się już znacznie lepiej. W międzyczasie zdążyłam zużyć Szampon z Balei i dzisiaj wykończyć Szampon Ultra Sensitive. Dalej będę zużywać moje zapasy, ale na pewno po te szampony sięgnę wcześniej, bądź później ponownie i polecam je wszystkim borykającym się z łupieżem i nadmiernym przetłuszczaniem się skóry głowy. Pozdrawiam!

niedziela, 9 marca 2014

Lubię zakupy! Luty 2014



Cały styczeń grzecznie omijałam drogerie i nie przygarnęłam żadnego ślicznego kolorowego opakowania ;) W lutym nadrobiłam zaległości ;)

Główną część mojej rozpusty stanowiło zamówienie z Avonu. W świetnej cenie (6,99 zł) zakupiłam skuszona bardzo dobrymi opiniami na Wizażu do spróbowania Głęboko oczyszczający peeling do twarzy z Planet Spa z serii z Minerałami Morza Martwego. Poza tym zamówiłam moją ulubioną Diamentową konturówkę do oczu w kolorze Brown Sugar (12,99 zł). Z ofert dla konsultantek przygarnęłam żel pod prysznic z Naturalsa Malina i Hibiskus (3,99 zł), perfumetkę Slip Into... Daring (8,99 zł) oraz wielki zestaw nowości (72,99 zł), w którego skład wchodzą: nowa hitowa woda perfumowana Avonu Femme, Skin So Soft Olejek do ciała w sprayu, Krem CC SPF 20 Nude, Szampon zwiększający objętość i Płyn do kąpieli (nie ma na zdjęciu - Mama przygarnęła), Naturals Balsam do ciała Róża i czekolada oraz Avon Care Glicerynowy krem do rąk i paznokci o zapachu magnolii. Z nie-avonowych nowości pojawiły się u mnie znany i lubiany przeze mnie szampon pokrzywowy z Green Pharmacy oraz hitowe rybki Dermogal A+E. Od Mamy dostałam jeszcze Intensywnie nawilżający balsam do ust z masłem kakaowym z Himalaya Herbals.


Na moje problemy z włosami spowodowane najprawdopodobniej przez Baleę z kofeiną postanowiłam sprawić sobie trzy kosmetyki z DM-u: szampony Alverde: Ultra Sensitive i przeciwłupieżowy (oba 1,95 euro / 200 ml) oraz suchy szampon z Balei (ok. 2,30 euro). Suchy szampon kupiłam po raz pierwszy, użyłam go trzy razy i doszłam do wniosku, że nie jest dla mnie, więc oddam go koleżance, które suche szampony chętnie używa.

Zapasy potwornie odnowione, postanowiłam przynajmniej do Wielkanocy nic nie kupować, post raz na jakiś czas dobrze robi ;) Szczególnie, że większość nowości będzie musiała poczekać na swoją kolej.

Znacie któryś z wymienionych produktów? Pozdrawiam!

wtorek, 4 marca 2014

Lubię zużywać! Wykończone w styczniu i lutym 2014 z mini recenzjami






Szczęśliwie udało mi się wykończyć kilka kosmetyków w pierwszych dwóch miesiącach tego roku. Swoją drogą czas leci potwornie :( Wyjątkowo wśród wykończonych pojawiły się aż trzy kosmetyki do makijażu, co w moim przypadku jest niezwykłą rzadkością ;)

Oto lista kosmetyków z mini recenzjami:
1.  Naomi EDT od Naomi Campbell to jeden z moich ulubionych zapachów, jakie miałam do tej pory. Bliżej opisałam go TUTAJ. Prawdopodobnie kupię ponownie, pewnie na allegro, bo tam bywa w przyjaznych cenach.

2. Avon, Podkład rozświetlająco - antystresowy, 30 ml - Miałam prawdopodobnie odcień Nude - niestety oznaczenie błyskawicznie starło się z buteleczki. Średniak, nie zauważyłam działania antystresowego ;) ale z braku laku może być. Nie wiem, czy kupię ponownie.

3. Isana Krem do ciała z oliwą z oliwek, 500 ml - bardzo fajny krem, ulubieniec szczególnie mojego TŻ-a. Ja mam zapas kremów do ciała, ale prawdopodobnie przynajmniej ze względu na TŻ-a jeszcze się u nas pojawi.

4. Avon, Diamentowa konturówka do oczu, Brown Sugar - doskonała, już nie pamiętam, którą sztukę zużyłam. Oczywiście mam już kolejną.

5. Manhattan Multi Effekt Eyeshadow 35Z Airy Rose - cień do powiek idealny na co dzień i do stosowania solo. Służył mi przez ok. 2,5 roku. Na razie mam inny cień w podobnym kolorze, zresztą nie wiem, czy jeszcze ten jest dostępny w sprzedaży, więc nie wiem, czy kupię ponownie, ale byłam zadowolona :)

6. BeBeauty, Płyn micelarny do demakijażu i tonizacji twarzy i oczu skóra wrażliwa z Biedronki - produktu nie trzeba przedstawiać, ja jestem jego fanką i używam w dalszym ciągu.

7. i 8. Balea Proffesional Coffein szampon i odżywka , o których niedawno pisałam. Jedne z bardziej niewydajnych produktów, jakie miałam okazję stosować, odkąd bardziej świadomie dokonuję zakupów. Spowodowały u mnie łupież i przetłuszczanie się włosów. Jedno wielkie NIE.

9. Eveline, Bio Depil, Ultradelikatny krem do depilacji skóry wrażliwej 9 w 1 - bardzo fajny kosmetyk, z zadowalającym mnie działaniem, nie podrażnia, w dobrej cenie. Na razie mam coś innego (i trochę gorszego), pewnie kiedyś wrócę. Godny polecenia.

10. GAL, Dermogal A + E - wspaniały, cudowny, odkrycie ostatnich miesięcy :) Napisałam o nim epopeję w poprzednim poście :) Oczywiście zakupiłam kolejne opakowanie.

Nie planowałam takiej ładnej zaokrąglonej liczby :) Ze zużyć jestem zadowolona, mam nadzieję, że w kolejnych miesiącach będzie dalej tak fajnie szło, gdyż moje zapasy potwornie się ostatnio powiększyły, ale o tym w kolejnym poście :) Znacie któryś z tych kosmetyków? Pozdrawiam!

niedziela, 23 lutego 2014

Lubię recenzje! Nie wszystko złoto, co z Balea... Balea Professional Coffein


Bo czasem bywa tak, że nawet jak jestem z jakichś kosmetyków zadowolona, to i tak mnie nachodzi ochota na nowości. Miałam w miarę unormowaną sytuację z włosami, to mi się zachciało eksperymentów ;) Balea Professional zapowiadała się nieźle, zwłaszcza, że jest ponad dwa razy droższa od "zwykłych edycji" Balei, które do tej pory bardzo mi pasowały (cena obu produktów to chyba 1,45 euro) ;). Szampon ma pojemność 250 ml, odżywka 200 ml.

Z serii kofeinowej z biotyną i ekstraktem z granatu wybrałam sobie szampon i odżywkę. Oba kosmetyki mieszczą się w przyjemnych dla oka, baaaardzo miękkich tubach z dużym otworkiem (przez co, dość łatwo wycisnąć zbyt dużą ilość kosmetyku). Niestety nawet pod światło nie można dostrzec, ile kosmetyku jeszcze pozostało.

Kosmetyki nie zawierają w składzie silikonów, polecane są przy dziedzicznym wypadaniu włosów, mają je wzmacniać. Poza tym producent informuje o antystatycznym kompleksie, zapobiegającym elektryzowaniu się włosów oraz o łagodnych, chroniących skórę głowy tensydach (tensydy, inaczej surfakanty - od SURFace ACTive AgeNTs - "substancje powierzchniowo czynne", dzięki Ci Wikipedio :) ).


No i z tymi tensydami to ja się nie polubiłam. Moje opanowane przetłuszczanie się włosów powróciło ze wzmożoną siłą (a przy mocnym przetłuszczaniu i więcej włosów wypada) i do tego doszedł potworny świąd skóry głowy, którego nie czułam od kilku dobrych lat. Koleżanka twierdzi, że to od tego, że wcześniej stosowałam codziennie szampon z rumiankiem, ale objawy pojawiły się po jakichś 2 tygodniach po zakończeniu tegoż i rozpoczęciu Balei. Próbowałam w między czasie używać innych szamponów, myślę, że skóra głowy powoli wraca normy. Zastanawiałam się, czy te problemy włosowe nie są związane z jakimś problemem całego organizmu, ale jako że moja skóra na twarzy i ciele ma się ostatnio dobrze, to winna wydaje się Balea. Do tego sprawdziła się zasada, że mój szampon musi być przejrzysty, a nie o widocznej na zdjęciu, perłowej konsystencji. Odżywka jest mleczna, bardzo rzadka, nałożona w dużej ilości na pewno będzie skapywać z włosów. Stosowana z innymi szamponami nie powoduje przetłuszczania, ale włosy po jej użyciu też nie wyglądają jakoś super, o wiele bardziej podobał mi się efekt po Balei z Mango i Aloesem. Jak już wspomniałam, pozytywnego wzmocnienia włosów nie odczułam, raczej przeciwnie.

Dla zainteresowanych składy: odżywka i szampon (przepraszam za jakość, tubę trudno sfotografować):



Miałam ochotę spróbować Baleę Proffesional z serii arganowej, ale teraz trochę się zastanawiam ;) Podsumowując: czasem amatorzy okazują się lepsi od profesjonalistów ;)

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Ostatnimi czasy mam bardzo, naprawdę bardzo mało czasu wolnego, jednak, zużywając kolejne kosmetyki, ciągle przychodzi mi na myśl, co mogłabym o nich napisać :) W związku z tym postanowiłam nie odpuszczać i dla przynajmniej własnej przyjemności dalej, jak tylko czas pozwoli, coś naskrobać w tym moim mini-blogu. Zapraszam do odwiedzin. Pozdrawiam serdecznie!

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Lubię pożegnania ;) zużyte w listopadzie i grudniu 2013






Listopad w użycia był bardzo skromny, w związku z tym z "denkiem" poczekałam do grudnia, kiedy to "sypnęło" pełnymi opakowaniami. Oto co udało mi się wykończyć w dwóch ostatnich miesiącach:

1. Balea Feuchtigkeitsspülung Mango + Aloe Vera odżywka do włosów suchych i zniszczonych, 300 ml - bardzo wydajna, bardzo przyjemnie pachnąca, bardzo tania, bardzo dobrze działająca, bardzo wydajna ;) Taka "bardzo" odżywka, godna polecenia. Pisałam o niej trochę więcej w ulubieńcach wakacji. Na razie mam coś innego (zresztą po pół roku miała prawo mi się znudzić, mimo dobrego działania ;) ), ale może kupię ponownie.

2. Green Pharmacy Szampon do włosów osłabionych i zniszczonych Rumianek lekarski, 350 ml - jak lubię szampony Green Pharmacy, tak ten był taki sobie. Nie kupię więcej.

3. Alverde Delikatny peeling pod prysznic, 200 ml - kolejny produkt, po którym więcej się spodziewałam. Wolę zdecydowanie domowe peelingi. Nie kupię więcej.

4. Balea, Creme-Öl Dusche z olejem z owoców drzewa marula i proteinami mlecznymi, 250 ml -  ostatnio ulubiony produkt pod prysznic :) W szufladzie czekają jeszcze dwa inne zapachy z tej serii, ale ten, najchętniej na kolejną jesień, może jeszcze kupię.

5. Ebelin, Zmywacz do paznokci bez acetonu, 200 ml - zwykły, ale dobry i nieniszczący paznokci zmywacz. Kupiłam ponownie.

6. Rival de Loop, High Gloss Nail Colour, lakier do paznokci w numerze 07, 8 ml - piękna, klasyczna czerwień, lakier dobry w obsłudze. Byłam bardzo zadowolona, ale mam w kolekcji jeszcze kilka czerwieni, więc nie wiem, czy kupiłabym ponownie.

7. Esprit, Best of style with silk extract, nr 219 Mango sorbet, 6 ml - świetny lakier! Piękny kolor, bardzo dobre właściwości. Nigdy nie kupiłam dwa razy tego samego lakieru, ale tu bym się mocno zastanawiała! Niestety jest już prawdopodobnie nigdzie niedostępny.

8. Bioderma Sebium, Antybakteryjny żel do mycia cery mieszanej i tłustej, próbka 10 ml - zużyłam kolejne trzy próbki, prawdopodobnie już ostatnie, ale możliwe, że jeszcze gdzieś zachomikowaną znajdę. Tych mini opakowanek zużyłam chyba ok. 10. Były przede wszystkim bardzo wydajne. Z właściwości byłam w miarę zadowolona, ale od jakiegoś czasu używam kilkukrotnie tańszego żelu do twarzy i jestem pod dużo większym wrażeniem (szczegóły za niedługo ;) ). Nie kupię.

9. Barwa, Siarkowa Moc, Maseczka antytrądzikowa z siarką, kaolinem i gliną wulkaniczną, saszetka 2 x 5 ml - starczyła na cztery użycia. Zaskoczył mnie jej bardzo przyjemny zapach. Właściwości pielęgnacyjne trudno ocenić po zaledwie czterech użyciach, ale dobrze się zapowiada. Może kupię ponownie.






Tyle zużyć, a tu zapasów wcale mniej ;) Jak u Was ze zużyciami na koniec roku? Używałyście któryś z tych produktów? Pozdrawiam!

środa, 11 grudnia 2013

Lubię recenzować! Alverde Delikatny peeling pod prysznic

Mimo mojej wielkiej miłości do peelingu kawowego i postanowienia, że już więcej "kupnego nie kupię" trafił do mnie niedawno Łagodny peeling pod prysznic z Alverde. Produkt ma bardzo estetyczne, pociągające opakowanie, które, jak dla mnie, przynosi zapowiedź fajnej zawartości.


Producent zapowiada na opakowaniu przyjemną gładkość skóry, którą uzyskamy dzięki zatopionym w kosmetyku prawdziwym wiórkom kokosowym. Łagodne substancje myjące mają delikatnie oczyszczać skórę, bez efektu wysuszenia. Roślinna gliceryna, ekstrakty z kokosa i płatków lotosu mają odpowiadać za intensywną pielęgnację i przyjemne uczucie na skórze, a naturalne aromaty mają rozpieszczać zmysły.
Za wszystko odpowiadać ma naturalny, przyjemny dla oka skład:


Jak to natomiast wygląda w rzeczywistości? Opakowanie to, jak już wspomniałam, estetyczna, miękka tuba, wygodna, ale niestety woda łatwo i w dużej ilości nalewa się do nakrętki. Sam kosmetyk ma postać dość rzadkiego żelu, w którym zatopionych jest dość dużo wiórków kokosowych. Robi to dobre wrażenie, aczkolwiek działanie ścierające jest faktycznie delikatne. Niestety, ze względu na konsystencję, trzeba nabrać dużą ilość kosmetyku, przez co wydajność jest bardzo kiepska. Skóra mimo wszystko pozostaje jednak po użyciu miękka i wygładzona, co więcej - nawilżenie uzyskane po "zabiegu" wystarcza i nie muszę później używać balsamu.
Peeling, poza niewydajnością, ma dla mnie jeszcze jedną wadę - zapach. Kokos i lotos zapowiadało bardzo ładną kombinację, niestety mój wrażliwy skądinąd nos bardzo intensywnie wyczuwa nutę alkoholu, który, jak widać wyżej, jest na drugim miejscu w składzie. W związku z tym dla mnie osobiście używanie tego produktu jest tak sobie przyjemne.
Miałam trochę większe oczekiwania w stosunku do tego peelingu, jednak przyzwyczajona do działania kawy jestem trochę rozczarowana. Więcej już bym nie kupiła.

Słyszałyście o tym produkcie? Pozdrawiam!

środa, 4 grudnia 2013

Lubię bardzo! w listopadzie 2013 - ulubieni w mini-recenzjach

W listopadzie 2013 były dwa kosmetyki, których używałam szczególnie chętnie i niemal bez zamienników.


Pierwszy z nich to "kremowo-olejkowy" żel po prysznic Balea z olejem z owoców drzewa marula i proteinami mlecznymi. 250 ml kosmetyku kosztuje w DM 0,95 euro.

 
Żel ma bardzo gęstą, kremową konsystencję, dobrze się pieni, na myjce wręcz świetnie, jest bardzo wydajny. Zapach bardzo przyjemny, kremowy, otulający, idealny na tę porę roku.


Mimo SLS na drugim miejscu w składzie żel jest delikatny dla skóry, wręcz pozostawia ją lekko nawilżoną i mogę nawet przez dwa dni nie używać żadnych nawilżaczy, bez żadnej szkody dla skóry!
Według mnie jest to produkt o wiele lepszy niż te popularniejsze żele pod prysznic Balei w kolorowych opakowaniach w cenie 0,65 euro.


Drugi ulubieniec jest w mojej kosmetyczce już jakieś 2,5 roku. Lakier Rival de Loop z serii High Gloss Nail Colour w kolorze 07. Jest to najbardziej klasyczna czerwień, jaka może być (niestety blogger robi z tego odcienia czerwień strażacką, w rzeczywistości jest ciemniejsza - w miarę oddany jest odcień na buteleczce).

Szybko schnie, dobrze się trzyma, wystarczą dwie warstwy. Idealnie pasuje mi na tę porę roku, przypuszczam, że do końca roku skończę tę buteleczkę.

Co szczególnie chętnie używałyście w minionym miesiącu? Pozdrawiam!

niedziela, 10 listopada 2013

Lubię nowości! Bogaty październik '13


  Wakacje w nowościach kosmetycznych były bardzo powściągliwe, ale październik nadrobił zaległości ;)


Od koleżanki dostałam Eliksir ziołowy do włosów wzmacniających, przeciw wypadaniu Green Pharmacy, który już regularnie wcieram w skalp. Ma piękny zapach, mam nadzieję, że za jakiś czas zauważę efekty. Otrzymałam też od niej dwa kosmetyki, które kupiła dla siebie, ale jej nie podpasowały – wodę perfumowaną Calvina Kleina Eternity Moment (w zasadzie 9/10 z 100 ml :D ) oraz lakier p2 w odcieniu lovely moment. 

 
Dodatkowo trafiło też do mnie dużo produktów z DM :) Przede wszystkim szampony i kosmetyki pod prysznic :)


 Niektóre kosmetyki już są w użyciu, ale znaczna część trafiła do szuflady i czeka na swoją kolej. Zapasy odnowione i rozsądnie by było już do końca roku niczego nie kupować ;) Ciekawe, czy się uda ;)

Mam nadzieję, że będę miała w najbliższym czasie techniczne możliwości, by przybliżyć Wam któreś z produktów. Pozdrawiam!

sobota, 21 września 2013

Lubię kolor pomarańczowy ;) faworyci wakacji lipiec - wrzesień '13


Wakacje szkolne już dawno za nami, akademickie też już się niestety kończą. Najwyższy zatem czas na przedstawienie moich letnich faworytów. Jako że w lecie używam jeszcze mniej kosmetyków, niż normalnie, dlatego łatwiej było mi zebrać takich kwartalnych ulubieńców. Zapraszam do lektury :)


1. Avon Just play EDT 50 ml to zapach już niestety dawno niedostępny, ja chomikuję tę buteleczkę już od 2 lat, kupiłam w avonowej wyprzedaży za 20 zł. Świetny zapach, z jednej strony świeży, cytrusowy, ale z drugiej ma w sobie nutkę elegancji (myślę, że dzięki herbacie i frezji w składzie). Dobrze się w nim czuję, inne osoby wyczuwają go ode mnie dobrych kilka godzin po aplikacji. Standardowo nie rozumiem, dlaczego został wycofany, szczególnie że jego męski odpowiednik dalej jest w sprzedaży.

2. Farmona, Jantar, Odżywka do włosów i skóry głowy. To już druga kuracja Jantarem, jaką przeprowadziłam. Efekty są troszkę inne niż poprzednio - włosy niestety dalej mi wypadają (ale też mam ogólnie teraz taki okres osłabienia), ale za to mam MNÓSTWO nowych małych włosków :) (za pierwszym razem zahamował całkowicie wypadanie, ale baby hair było trochę mniej). Na mnie działa, na pewno za 2-3 miesiące przeprowadzę kolejną kurację.

3. Avon Solutions Koloryzująco-nawilżający krem na dzień SPF 20 - pisałam już o nim TUTAJ. Bardzo go lubię, przez całe lato zastępował mi podkład, który miałam na twarzy w sumie ze trzy razy.

4. Rossmann, For Your Beauty, Masażer - "Masażer z gumowymi ząbkami. Poprawia krążenie, łączność tkanek w skórze, wygładza. Zapobiega powstawaniu cellulitu oraz niweluje już powstały." (opis z wizażu). Mam go już ponad dwa lata, więc mogę stwierdzić, że opis się sprawdza. Przez bardzo długi czas używałam regularnie i przynosił bardzo fajne efekty, teraz powróciłam do jego stosowania. Faktycznie pomaga ujędrnić skórę, wyczuwam jego pozytywne działanie. Ale trzeba uważać na naczynka!

5. Balea Feuchtigkeitsspülung Mango + Aloe Vera odżywka do włosów suchych i zniszczonych - w zasadzie używałam jej początkowo bez entuzjazmu, ale jednak regularnie i po jakimś czasie usłyszałam, że polepszył się wygląd moich włosów. Możliwe, że to przede wszystkim dzięki systematyczności (jej w stosowaniu odżywek do włosów zawsze mi brakowało), ale i tak lubię ją używać. Ma bardzo ładny zapach, jest wydajna, wystarczy użyć niewielką ilość (od koleżanki dostałam ostatnio odlewkę najnowszej, chyba już hitowej odżywki Garniera z trzema olejami i jej muszę bardzo dużo nałożyć, stąd mam porównanie). Jeśli macie do niej dostęp to polecam.

6. Manhattan Multi Effekt Eyeshadow 35Z Airy Rose - stanowił bazę mojego (ewentualnego) letniego makijażu (do tego tylko konturówka, tusz i wystarczy). Mam go już ze 2 lata, widać już denko, niestety nie wiem, czy ten kolor jest jeszcze dostępny w sprzedaży, ale jeśli tak, to może go jeszcze kupię, bo daje świetny, subtelny, codzienny efekt.

7. Esprit 219 Mango Sorbet pokazywałam już TUTAJ. Piękny, typowo wakacyjny kolor, myślę, że właśnie ten jest paznokciowym ulubieńcem lata '13.

Przypadkowo się złożyło, że sześć na siedem z nich jest w odcieniach pomarańczy - w sam raz na ciepłą porę roku :) Może któryś z wymienionych kosmetyków też jest Waszym faworytem? :) Zapraszam do komentowania! Pozdrawiam!