Obserwatorzy
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szampony. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szampony. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 5 października 2014
Lubię pożegnania! Spore (jak na mnie ;) ) denko wrześniowe 2014 z minirecenzjami
Kolejny miesiąc przyniósł jak na mnie znowu fajne denko. Cieszę się, bo coraz więcej produktów z potwornego sierpniowego haulu zaczyna być w użytku :)
1. Green Pharmacy, Szampon do włosów normalnych i przetłuszczających się Nagietek lekarski, 350 ml - bardzo fajny szampon, który mogę spokojnie polecić. Na razie rozpoczęłam przygodę z rosyjskimi szamponami, ale ten zapewne kiedyś jeszcze kupię.
2. Dabur, Vatika, Olej kokosowy do włosów, 300 ml - nareszcie udało mi się zużyć to olbrzymie opakowanie. Olej ten kupiłam już bardzo dawno temu, kiedy oleje w blogosferze zaczęły być popularne, ale jeszcze nie mówiło się o porowatości włosów ;) Dziś oleju kokosowego do swoich włosów ze względu właśnie na porowatość bym nie kupiła. Sam produkt jednak był w porządku, jak na moje średnioporowate włosy radził sobie tyle, ile mógł. Fajnie sprawdzał się w połączeniu z odżywką (olejowanie na odżywkę odkryłam stosunkowo niedawno i to póki co najlepsza dla mnie metoda).
3. Cien, Coco Bahama, Showercream, 500 ml - kosztował w Lidlu 1,11 euro i jak na taką cenę był w porządku. Nie mam porównania do Treaclemoon, którego jest niewątpliwą podróbką, ale dawał radę: dobrze się pienił i dość ładnie pachniał. Jako że się codziennie balsamuję, to nie zauważyłam wysuszenia, chociaż przypuszczam, że mógłby się do tego przyczynić. Mam jeszcze jedną butelkę o innym zapachu, tego konkretnie już bym nie kupiła.
4. Avon, Skin So Soft, Olejek do ciała w sprayu z olejkiem z nasion marakui, 150 ml - trafił do mnie jako część jakiegoś zestawu z Avonu, w katalogu bywa w promocji po ok. 12 zł. Po zachwycie Nawilżającym kremem do ciała z olejkiem arganowym olejek ten to dowód na to, że krem był tylko wyjątkiem ;) a ja dalej nie lubię serii Skin So Soft. Kosmetyk był bardzo niewydajny, starczył mi na ok. 3 tygodnie codziennego stosowania. Po początkowym fajnym efekcie na skórze (skóra przyjemna w dotyku, ładnie wyglądająca) pod koniec opakowania zaczęłam zauważać objawy zapchania skóry i na moim podatnym na to dekolcie, ale i na ramionach czy udach. Poza tym aromat był oczywiście mocno alkoholowy. Nie polecam.
5. Isana, Pianka go golenia z ekstraktem z kokosa, 150 ml/ ok. 0,70 euro w promocji, wersja limitowana na lato - tak, tak, to była moja pierwsza w życiu pianka do golenia ;) więc niby nie mam porównania. Zakupiłam, gdyż nagle na nogach zaczęło mi się pojawiać podrażnienie po goleniu. Na początku fajna, ale starczyła na mniej niż 10 użyć, po czym reszta stała się tak wodnista, że nie dało się jej wycisnąć. Raczej nie kupię więcej.
6. Ebelin, Zmywacz do paznokci bez acetonu, 200 ml / ok. 0,95 euro - mam już kolejne opakowanie.
7. Lovely, Serum wzmacniające do paznokci z witaminą C i wapniem, 11 ml- już nie wiem, które opakowanie zużyłam, bardzo lubię. Do tej pory zawsze miałam je w domu, po czym zapomniałam zrobić zapas, jak byłam w Polsce :( więc teraz musiałam kupić coś innego. Jeśli w międzyczasie nie znajdę czegoś lepszego, to następnym razem w Polsce na pewno zrobię zapas :)
8. Golden Rose, Sweet Color, Lakier do paznokci nr 81, 5,5 ml/ok. 3zł - zużyć to to nie było jakoś szczególnie trudno, gdyż do pokrycia płytki potrzebował 4-5 warstw ;) w momentach cierpliwości więc nim malowałam. Kolor był fajny, po tylu warstwach trzymał się super, no ale z tej serii już na pewno nic nie kupię ;)
9. CD, Deo 24 h Wasserlile, Dezodorant z kulce bez aluminium, olei mineralnym, silikonów, parabenów, barwników i substancji pochodzenia zwierzęcego, 50 ml / ok. 1,30 euro w promocji - może to i było bez aluminium, może to i jest produktem od marki produkującej dla skóry wrażliwej, może i byłam świadoma, że to dezodorant, a nie antyperspirant, ale ten produkt był po prostu dziadowy. Śmierdział wódą, a nie lilią wodną, przebijał przez to przez perfumy, przy czym jednak nie zapewniał na pewno 24-godzinnego uczucia świeżości, bo kilkakrotnie miałam uczucie dużego dyskomfortu. Dodatkowo był potwornie wodnisty i starczył przez to na niecałe dwa miesiące. Wróciłam pokornie do ałunu, który nigdy mnie nie zawiódł.
10. Pervoe Reshenie Organic Avocado Krem do twarzy na noc, 40 ml / ok. 5 zł - krem nie do końca odpowiadający potrzebom mojej skóry, więc więcej nie kupię.
11. Avon, Spectra Lash Mascara, 9 ml / ok 15 zł w promocji - tusze do rzęs tradycyjnie starczają u mnie na około rok i nic się z nimi nie dzieje. W tym przypadku było podobnie, wygrzebałam go do końca, nie wiem, jak ja go robię ;) Z Avonu wolę zdecydowanie Supershocka, którego miałam kilka sztuk. Ten tusz był trochę dziwny, gdyż sporadycznie kilka dobrych miesięcy po otwarciu potrafił się zachować jak świeżo otwarty, jeszcze zbyt mokry tusz i odbijać się na powiekach. Miał możliwość ustawienia trzech stopni intensywności, przez całe użytkowanie miałam go jednak ustawionego "na 1", gdyż drugi i trzeci poziom nakładał zbyt dużo tuszu i łatwo było o posklejane rzęsy. Nie osypywał się na szczęście, kolor czarny był ładnie nasycony. Nie kupiłabym go jednak ponownie, zresztą i tak jest już niedostępny.
12. GAL, Dermogal A + E, blister 24 rybki - super, chętnie po niego sięgam w razie potrzeby i jako odżywczą bombę raz na jakiś czas. Na razie postanowiłam go trochę zdradzić z olejem z ogórecznika, ale cały blister trzymam dalej w pogotowiu :)
Tak, jak wspomniałam ze zużyć wrześniowych jestem zadowolona, zważywszy, że zgodnie z planem nic nie kupiłam :D Październik powinien podobnie wyglądać w kwestii zużyć, ale także i zakupów (póki co kupiłam tylko odżywkę do paznokci, gdyż wykończone serum z Lovely było ostatnim takim produktem w moich zapasach, może uda się nic więcej nie kupować ;) ).
Jak Wasze denka? Używałyście któryś z tych kosmetyków? Pozdrawiam!
Etykiety:
avon,
CD,
cien,
Dabur,
denko,
Ebelin,
Golden Rose,
Green Pharmacy,
Isana,
kosmetyki pielęgnacyjne,
kosmetyki rosyjskie,
krem do twarzy,
lakiery,
Lovely,
oleje do włosów,
Pervoe Reshenie,
szampony,
tusze do rzęs
wtorek, 30 września 2014
Lubię Green Pharmacy! Szampon do włosów normalnych i przetłuszczających się Nagietek lekarski
W poprzedniej notce o innym szamponie od Green Pharmacy wspominałam już, że do tych myjadeł czasem wracam. I faktycznie, szampon nagietkowy gości już u mnie po raz trzeci i po raj trzeci sprawia to same, dobre wrażenie :)
W ogóle to bardzo lubię nagietka, i w kosmetykach i w maściach leczniczych dobrze się u mnie sprawdza (moje ostatnio obolałe kolano coś o tym wie ;) ), więc szanse na to, że i ten szampon polubię były dość duże. Typowa dla tej serii butelka o pojemności 350 ml kosztuje w promocji niewiele (ja za tę konkretnie sztukę zapłaciłam dokładnie 5,39 zł w Rossmannie). Zapewnienia producenta na opakowaniu, a także skład brzmią dość obiecująco:
I tak nie ma tu SLS, SLES i parabenów, co moja skóra głowy również z przyjemnością odczuła, dzięki czemu swędzenie głowy zdarza się rzadziej. Wydaje mi się, że szampon nagietkowy jest odrobinę łagodniejszy od wersji pokrzywowej, włosy po niej "w razie WU" obejdą się bez odżywki, są miękkie, ale i jednocześnie dobrze oczyszczone (dwa mycia niewielką ilością spokojnie zmywają oleje). Moja tendencja do szybkiego przetłuszczania się włosów u nasady przy tym szamponie jest opanowana :)
Zapach kosmetyku jest bardzo przyjemny, delikatny, ziołowo-kwiatowy, konsystencja natomiast typowa dla tej serii: optymalna żelowa, całkowicie przezroczysta - taką moje włosy lubią najbardziej.
Również wydajność szamponu jest zadowalająca, przy codziennym używaniu butelka starczyła mi na prawie dwa miesiące.
Mimo całkowitego zadowolenia z tego szamponu w najbliższym czasie nastąpi na pewno duży skok w bok z mojej strony ;) A mianowicie zacznę korzystać z moich włosowych rosyjskich nabytków :) Niemniej jednak ten szampon to mój drogeryjny pewniak :) Polecam!
Miałyście okazję używać? Pozdrawiam!
W ogóle to bardzo lubię nagietka, i w kosmetykach i w maściach leczniczych dobrze się u mnie sprawdza (moje ostatnio obolałe kolano coś o tym wie ;) ), więc szanse na to, że i ten szampon polubię były dość duże. Typowa dla tej serii butelka o pojemności 350 ml kosztuje w promocji niewiele (ja za tę konkretnie sztukę zapłaciłam dokładnie 5,39 zł w Rossmannie). Zapewnienia producenta na opakowaniu, a także skład brzmią dość obiecująco:
I tak nie ma tu SLS, SLES i parabenów, co moja skóra głowy również z przyjemnością odczuła, dzięki czemu swędzenie głowy zdarza się rzadziej. Wydaje mi się, że szampon nagietkowy jest odrobinę łagodniejszy od wersji pokrzywowej, włosy po niej "w razie WU" obejdą się bez odżywki, są miękkie, ale i jednocześnie dobrze oczyszczone (dwa mycia niewielką ilością spokojnie zmywają oleje). Moja tendencja do szybkiego przetłuszczania się włosów u nasady przy tym szamponie jest opanowana :)
Zapach kosmetyku jest bardzo przyjemny, delikatny, ziołowo-kwiatowy, konsystencja natomiast typowa dla tej serii: optymalna żelowa, całkowicie przezroczysta - taką moje włosy lubią najbardziej.
Również wydajność szamponu jest zadowalająca, przy codziennym używaniu butelka starczyła mi na prawie dwa miesiące.
Mimo całkowitego zadowolenia z tego szamponu w najbliższym czasie nastąpi na pewno duży skok w bok z mojej strony ;) A mianowicie zacznę korzystać z moich włosowych rosyjskich nabytków :) Niemniej jednak ten szampon to mój drogeryjny pewniak :) Polecam!
Miałyście okazję używać? Pozdrawiam!
sobota, 2 sierpnia 2014
Lubię denka! Zużycia lipcowe 2014
Spodziewałam się trochę większych zużyć do końca lipca, ale i tak nie jest źle. Chociaż biorąc pod uwagę moje "tegomiesięczne" nowości oraz to, że najbliższe dwa tygodnie spędzę na urlopie w Polsce, więc pewnie coś tam wpadnie, to powinno być jednak lepiej ;)
Do kosza poszły:
1. Green Pharmacy, Szampon do włosów normalnych Pokrzywa zwyczajna, 300 ml - bardzo fajny, mam kolejną butelkę.
2. Be Beauty, Płyn micelarny - jak zawsze ;)
3. Alverde, Żel do mycia twarzy Algi morskie, 150 ml, taki sobie, raczej więcej nie kupię.
4. Original Source, Żel pod prysznic Malina i wanilia, 250 ml - rozczarowanie miesiąca. Byłam napalona na ten zapach, odkąd poczułam go w łazience u kuzynki. Jako że parę lat temu miałam trzy żele OS (pamiętam dokładnie: miętowy chłodzący, pomarańczowo-imbirowy i kaktusowy) i wszystkimi byłam zachwycona, to pokładam nadzieje również i w różowym osobniki (o ile tak wielkich słów można używać pisząc o żelu pod prysznic ;) ). Niestety żel ten nie ma tej prawdziwej ŻELOWEJ konsystencji, tak jak trzy poprzednie próbowane przeze mnie, jest za to kremowy, rzadki, wysusza skórę. No i producent pokombinował przy opakowaniu i butelka nie ma już tego świetnego sylikonowego otworku, dzięki któremu nic się nie wylewało. Zapach też tylko fajny prosto z butelki. Jestem na nie.
5. Avon Solutions truly radiant VIP Koloryzująco-nawilżający krem na dzień SPF 20, 50 ml - skończyłam tubkę (w mojej historii już trzecią) zaczętą w zeszłym roku i żałuję, że na ten rok go nie zamówiłam, tylko zdecydowałam się na inny produkt, również z Avonu. Bardzo fajny krem, w upały używałam tylko jego, bez żadnych podkładów itp. i tak śmigałam do pracy. Jeśli nic do przyszłorocznego wiosenno-letniego sezonu mnie bardziej nie zaciekawi, to zamówię go ponownie.
6. Ajona, Koncentrat pasty do zębów, 25 ml - to maleństwo starczyło mi na na pewno pół roku, a używałam TYLKO tego. Fajne, jedyna pasta do zębów bez fluoru dostępna w DM/Rossmannie w Niemczech. Teraz będę jednak używać bezfluorowej Ziai.
7. Rival de Loop, Frische Kick, żelowa maseczka odświeżająca, chłodząca limetka+kofeina - jedna część saszetki - to 8 ml starczyło na 4 obfite aplikacje. Mimo iż wydaje mi się, że już mam wyrobioną opinię na jej temat, to dla pozoru poczekam do zużycia drugiej części ;)
To by było na tyle. Znacie któreś z moich zużyć? Pozdrawiam! :)
niedziela, 27 lipca 2014
Lubię Green Pharmacy! Szampon do włosów normalnych Pokrzywa Zwyczajna
Lubię wypróbować coraz to nowsze produkty, ale jest kilka takich kosmetyków, które miło wspominam i przez to do nich wracam. Dzisiejszego bohatera znam już od dwóch buteleczek ;) Trzecia została przeze mnie zakupiona na początku lipca.
Szampon pokrzywowy Green Pharmacy otrzymujemy w standardowej, a'la aptecznej, plastikowej apteczce w cenie promocyjnej poniżej 5,50 zł / 350 ml w Rossmannie. Już przy okazji poprzedniej recenzji innego szamponu z tej serii wspominałam, że stylistyka taka bardzo mi odpowiada, a same opakowanie jest wygodne w użyciu i funkcjonalne.
Szampon ma postać całkowicie przezroczystą, gęstość w sam raz, dzięki odpowiedniemu otworkowi w zamknięciu nie wyleje się go zbyt dużo. Zapach ziołowy, w pozytywnym słowa znaczeniu. Na dobrze zmoczonych włosach pieni się nieźle.
Na opakowaniu producent wspomina o działaniu przeciwłupieżowym i zapobiegającym się przetłuszczaniu. Po niedawnych epizodach łupieżowo-łojotokowych na mojej skórze głowy szampon przyniósł faktycznie ukojenie. Nie mam stresu, że moje co rano umyte włosy pod koniec pracy będą już pozlepiane w strąki ;) (co niestety przy innych produktach się zdarzało :-/) . Skóra głowy jest przyjemnie odświeżona, włosy oczyszczone, ale nie wysuszone. Fajnie sprawdza się w połączeniu z używanym w tej chwili przeze mnie Balsamem na kwiatowym propolisie nr 4 z Receptur Babuszki Agafii. Świetnie również zmywa oleje - dwa mycia całkowicie wystarczają, nie rujnując efektów olejowania (brak SLS).
Kończę właśnie drugą butelkę, jak wspomniałam trzecia już czeka w pogotowiu. Jako że złożyłam niedawno dość duże zamówienie na rosyjskie kosmetyki możliwe, że wśród tamtejszych szamponów coś mnie bardziej zachwyci, ale szampon pokrzywowy Green Pharmacy spokojnie mogę polecić. Używałyście? Pozdrawiam!
piątek, 9 maja 2014
Lubię wyrzucać puste opakowania! Marzec i kwiecień 2014
Marzec i kwiecień były czasem odwyku od kosmetycznych zakupów (chociaż nowości i tak się pojawiły ;) ), zamiast haulu miały królować zużycia. Jak na mnie poszło w miarę, chociaż wiem, że wiele z Blogerek potrafi zużyć o wiele więcej produktów w ciągu jednego miesiąca, niż ja w ciągu dwóch. Jak one to robią, nie wiem ;)
Wiekszość z nich została już przeze mnie opisana:
1. Balea, Szampon rewitalizujący do włosów normalnych i lekko przetłuszczających się to moja druga butla. Pisałam o nim dwukrotnie TU i TU. Kupię ponownie za jakiś czas na pewno.
2. Alverde, Szampon Ultra Sensitive to kolejny hit. Również na pewno kupię.
3. Alverde, Porzeczkowy żel pod prysznic także bardzo przypadł mi do gustu i zamierzam go jeszcze kupić :)
4. Babylove, Delikatna oliwka pielęgnująca dla dzieci z DM, mała buteleczka 50 ml - kupiłam w jakiejś śmiesznej cenie w wyprzedaży. Fajny produkt, w składzie ma olej z migdałów, witaminę E i ekstrakt z rumianka. Używałam normalnie na ciało lub do wyrobu domowego peelingu. Mam jeszcze jedną buteleczkę.
5. Balea, Delikatny, pielęgnujący żel do mycia twarzy to kolejny, świetny produkt. Prawdopodobnie kupię ponownie.
6. BeBeauty, Płyn miceralny z Biedronki to stały mieszkaniec mojej łazienki, którego nie trzeba nikomu przeszkadzać. Oczywiście używam kolejnego opakowania.
7. Balea, Creme-Öl Dusche - kremowy żel pod prysznic z olejem z ziaren winogrona i pistacjami, 250 ml/ok. 0,95 euro - produkt był identyczny, jak zużyta przeze mnie wcześniej wersja z owocami drzewa marula i proteinami mlecznymi. Miał również bardzo przyjemny, delikatny zapach, niewysuszającą formułę, przyjemnie mi się go używało. Jedyną wadą jest bardzo twarda butelka, naprawdę utrudniająca wydobycie żelu. Byłam zadowolona, ale mam tyle żeli na chciej-liście, że nie wiem, czy kupię ponownie.
8. Shauma Hair & Body Szampon i żel pod prysznic 2 w 1 z prowitaminą B5 i guaraną dla panów ;) - to jedyny produkt, który zużyłam w marcu. Kupiłam dla TŻta w jakiejś fajnej promocji, ale po jednym użyciu stwierdził, że go uczula ;) więc zostałam z wielką butlą 500 ml. I zużyłam całą bez problemów :) oczywiście jako żel pod prysznic. Produkt miał wyjątkowo przyjemną konsystencję, fajny sportowy zapach, nie wysuszał szczególnie skóry. Wadą była stosunkowo niska wydajność - szybko się zużył, być może ze względu na wielki otwór w butelce, przez który zawsze wylewało się zbyt dużo produktu ;) Fajny, no ale nie kupię go ponownie ;)
Zużycia jak na moje możliwości znośne ;) kilka produktów mam w dalszym ciągu na wykończeniu, więc może denko pojawi się szybciej niż po dwóch miesiąca. Stosowałyście któryś w nich? Pozdrawiam!
środa, 7 maja 2014
Lubię nowości! Haul z czasu kosmetycznego odwyku ;) Marzec-kwiecień 2014
Ostatnio mam bardzo mało czasu na blogosferę, szybko i dość pobieżnie przeglądam wpisy obserwowanych przeze mnie Blogerek raczej tylko w ramach krótkie wieczornego relaksu przed pójściem spać, a sama w zasadzie nie piszę, co niestety widać ;( Dlatego w zasadzie nieświadomie i bez żadnych oficjalnych deklaracji przyłączyłam się do akcji kosmetycznego odwyku, która przed Wielkanocą zdominowała internet. Z tego co się zdążyłam w międzyczasie zorientować, w odwyku był "wentyl bezpieczeństwa" w możliwych bodajże 30 złotych do wydania. Ja na czas wielkopostny (nie z pobudek religijnych, a zdroworozsądkowych ;) ) postawiłam sobie wyzwanie niekupienia NICZEGO i już na wstępie mogę się pochwalić, że odniosłam całkowity sukces. Nowości mimo to się pojawiły, dzięki uprzejmości osób trzecich ;)
Tak się składa, że w marcu mam urodziny. Od najlepszej psiapsióły dostałam z tej okazji super prezenty, oczywiście kosmetyczne :) A. wiedziała, że choruję na czerwonego Bruno Banani i właśnie Pure Woman znalazłam w pięknie opakowanym prezencie :) Do upominku dołączona była próbka balsam do ciała Jil Sander Evergren, który dzięki wygodnej pojemności 30 ml zamieszkał w mojej torebce i spełnia funkcję kremu do rąk. Co ciekawe, mimo że to balsam perfumowany, doskonale spełnia swoją funkcję i w ogóle nie wysusza, a zapach bardzo mi się podoba, co ciekawe, wydaje mi się, że się rozwija na skórze, a to przecież tylko balsam. Zapachem w buteleczce muszę się zainteresować przy okazji wizyty w jakiejś perfumerii.
W paczuszce znalazłam poza tym dwa lakierki z p2: ciemną malinę 180 miss velvet z żelowej serii Volume Gloss oraz głęboką, ciemną czerwień 110 dating time z serii Last Forever. Miodzio :)
Poza tym A. przekazała mi dwa szampony, które jej wrażliwej skórze głowy nie przypasowały: Shauma Szampon owocowo-witaminowy do włosów normalnych oraz Guhl Szampon przeciw przetłuszczaniu się z melisą cytrynową. Shaumę stosuję już jakiś czas i mnie krzywdy nie robi :)
Po urodzinach była długa cisza, aż od Zajączka (czyli od kuzynki ;) ) dostałam buteleczkę Playboy Play It Lovely oraz wielgachną Intensywnie regenerującą maskę z olejami argan, makadamia i kokos od L'biotica Biovax. Zapach fajny, słodki, w sam raz na tę porę roku, a z maską kuzynka trafiła szczególnie, bo ta, którą obecnie używam (a dostałam ją również od tejże kuzynki) została mi na jakieś dwa użycia i zastanawiałam się, co sobie teraz kupić :)
Trzy pozostałe produkty, to jedyne kosmetyki które sama kupiłam w marcu i kwietniu :)
Na samym początku marca, jeszcze przed rozpoczęciem wielkopostnego odwyku ;) kupiłam świetny Szampon przeciwłupieżowy Heilerde od Alverde. Korzystając natomiast z wielkanocnej wizyty w PL, ale już po Świętach ;) zrobiłam zapas rybek Dermogal A+E oraz kupiłam w promocyjnej cenie w Rossmannie żel Original Source malina i wanilia, gdyż od dawna miałam ochotę na ten zapach, a żele OS normalnie są dla mnie niedostępne. Trzy drobne produkty zakupione ŚWIADOMIE i PRZEMYŚLANIE przez okres całych dwóch miesięcy uważam za świetny wynik :) Chociaż miło było w międzyczasie dostać też kosmetyczne prezenty :)
Odwyk uważam za udany, w dalszym czasie mam zamiar zużywać może nie olbrzymie, ale jednak istniejące zapasy, ale na maj planuję jednak drobne zakupki, faktycznie tylko potrzebnych produktów :)
Miałyście ostatnio też kosmetyczny odwyk? Jak poszło? Pozdrawiam!
Etykiety:
Alverde,
Bruno Banani,
Coty,
GAL,
haul,
L'biotica,
lakiery,
Original Source,
p2,
pielęgnacja włosów,
projekt,
szampony,
zapachy,
żele pod prysznic
czwartek, 1 maja 2014
Lubię recenzować! Szampony, które uratowały moją głowę po baleowej tragedii
Trzeba było przystąpić do ratowania głowy. Zgliszcza po produktach z drogerii DM ugasiłam... produktami z drogerii DM :D Z przyjemnością przedstawiam Wam dziś produkty, które wyleczyły i ukoiły moją skórę głowy.
Szampon Ultra Sensitive poleciła mi koleżanka, która często boryka się z problemami skóry głowy. Butelka o pojemności 200 ml kosztuje, jak chyba wszystkie szampony Alverde (w tej pojemności) 1,95 euro. Butelka jest zgrabna, dzięki zupełnie płaskiej nakrętce można ją stabilnie postawić "na głowie", przez plastik widać, ile produktu jeszcze zostało.
Producent zapewnia o nawilżających właściwościach pochodzenia naturalnego na bazie cukrowej i pszenicznej. Szampon jest wolny od substancji koloryzujących, zapachowych, konserwujących, a także od olejków eterycznych i ziół, dzięki czemu nadaje się dla alergików.
Szampon jest niemal zupełnie przezroczysty, prawie bezzapachowy (zapach jest bardzo delikatny, taki "wodny"). Dobrze się pieni, poza tym świetnie zmywa oleje (dwukrotne użycie całkowicie zmywa wszystko, co potrzeba po całonocnym olejowaniu). Jest to taki szampon, który raczej wymaga użycia odżywki po myciu, ale faktycznie działa kojąco na skórę głowy i stał się moją pierwszą deską ratunku.
Kiedy tłusty łupież zaczął się wysuszać i sypać masowo z głowy sięgnęłam dodatkowo po Szampon przeciwłupieżowy Heilerde (Ziemia lecznicza). Według producenta kosmetyk dzięki zawartości właśnie ziemi leczniczej i innych naturalnych dodatków zwalcza łupież już od pierwszego użycia. Na zamknięciu widnieje informacja, że nadaje się do włosów farbowanych.
Szampon ma dość specyficzną konsystencję i kolor - takie dość glinkowe. Również zapach jest nietypowy, słodkawy, ale delikatny. Mnie się dość podoba, ale przypuszczam, że znajdą się osoby, którym będzie przeszkadzał.
Również ten szampon bardzo przypadł mi do gustu i jestem przekonana, że przyczynił się do szybszej regeneracji mojej łepetyny.
Oba szampony z Alverde stosunkowo szybko się zużywają, ale przyczynia się do tego na pewno nie za wielka pojemność (wspomniane 200 ml).
Trzecim, uzupełniającym kosmetykiem był znany już przeze mnie wcześniej produkt z podstawowej serii Balei - Szampon rewitalizujący Rozmaryn i melisa do włosów normalnych i lekko przetłuszczających się.
Tak, jak i wcześniej, świetnie oczyszcza włosy i faktycznie spowalnia przetłuszczanie się. Jest bardzo wydajny, a 300 ml butla kosztuje zaledwie 0,65 euro. Więcej możecie o nim przeczytać TUTAJ.
Moja skóra i włosy mają się już znacznie lepiej. W międzyczasie zdążyłam zużyć Szampon z Balei i dzisiaj wykończyć Szampon Ultra Sensitive. Dalej będę zużywać moje zapasy, ale na pewno po te szampony sięgnę wcześniej, bądź później ponownie i polecam je wszystkim borykającym się z łupieżem i nadmiernym przetłuszczaniem się skóry głowy. Pozdrawiam!
wtorek, 4 marca 2014
Lubię zużywać! Wykończone w styczniu i lutym 2014 z mini recenzjami
Szczęśliwie udało mi się wykończyć kilka kosmetyków w pierwszych dwóch miesiącach tego roku. Swoją drogą czas leci potwornie :( Wyjątkowo wśród wykończonych pojawiły się aż trzy kosmetyki do makijażu, co w moim przypadku jest niezwykłą rzadkością ;)
Oto lista kosmetyków z mini recenzjami:
1. Naomi EDT od Naomi Campbell to jeden z moich ulubionych zapachów, jakie miałam do tej pory. Bliżej opisałam go TUTAJ. Prawdopodobnie kupię ponownie, pewnie na allegro, bo tam bywa w przyjaznych cenach.
2. Avon, Podkład rozświetlająco - antystresowy, 30 ml - Miałam prawdopodobnie odcień Nude - niestety oznaczenie błyskawicznie starło się z buteleczki. Średniak, nie zauważyłam działania antystresowego ;) ale z braku laku może być. Nie wiem, czy kupię ponownie.
3. Isana Krem do ciała z oliwą z oliwek, 500 ml - bardzo fajny krem, ulubieniec szczególnie mojego TŻ-a. Ja mam zapas kremów do ciała, ale prawdopodobnie przynajmniej ze względu na TŻ-a jeszcze się u nas pojawi.
4. Avon, Diamentowa konturówka do oczu, Brown Sugar - doskonała, już nie pamiętam, którą sztukę zużyłam. Oczywiście mam już kolejną.
5. Manhattan Multi Effekt Eyeshadow 35Z Airy Rose - cień do powiek idealny na co dzień i do stosowania solo. Służył mi przez ok. 2,5 roku. Na razie mam inny cień w podobnym kolorze, zresztą nie wiem, czy jeszcze ten jest dostępny w sprzedaży, więc nie wiem, czy kupię ponownie, ale byłam zadowolona :)
6. BeBeauty, Płyn micelarny do demakijażu i tonizacji twarzy i oczu skóra wrażliwa z Biedronki - produktu nie trzeba przedstawiać, ja jestem jego fanką i używam w dalszym ciągu.
7. i 8. Balea Proffesional Coffein szampon i odżywka , o których niedawno pisałam. Jedne z bardziej niewydajnych produktów, jakie miałam okazję stosować, odkąd bardziej świadomie dokonuję zakupów. Spowodowały u mnie łupież i przetłuszczanie się włosów. Jedno wielkie NIE.
9. Eveline, Bio Depil, Ultradelikatny krem do depilacji skóry wrażliwej 9 w 1 - bardzo fajny kosmetyk, z zadowalającym mnie działaniem, nie podrażnia, w dobrej cenie. Na razie mam coś innego (i trochę gorszego), pewnie kiedyś wrócę. Godny polecenia.
10. GAL, Dermogal A + E - wspaniały, cudowny, odkrycie ostatnich miesięcy :) Napisałam o nim epopeję w poprzednim poście :) Oczywiście zakupiłam kolejne opakowanie.
Nie planowałam takiej ładnej zaokrąglonej liczby :) Ze zużyć jestem zadowolona, mam nadzieję, że w kolejnych miesiącach będzie dalej tak fajnie szło, gdyż moje zapasy potwornie się ostatnio powiększyły, ale o tym w kolejnym poście :) Znacie któryś z tych kosmetyków? Pozdrawiam!
Etykiety:
avon,
Balea,
balsamy do ciała,
cienie do powiek,
depilacja,
DM,
Eveline,
GAL,
Isana,
kredki i konturówki,
makijaż,
Manhattan,
Naomi Campbell,
odżywki do włosów,
podkłady,
szampony,
zapachy
niedziela, 23 lutego 2014
Lubię recenzje! Nie wszystko złoto, co z Balea... Balea Professional Coffein
Bo czasem bywa tak, że nawet jak jestem z jakichś kosmetyków zadowolona, to i tak mnie nachodzi ochota na nowości. Miałam w miarę unormowaną sytuację z włosami, to mi się zachciało eksperymentów ;) Balea Professional zapowiadała się nieźle, zwłaszcza, że jest ponad dwa razy droższa od "zwykłych edycji" Balei, które do tej pory bardzo mi pasowały (cena obu produktów to chyba 1,45 euro) ;). Szampon ma pojemność 250 ml, odżywka 200 ml.
Z serii kofeinowej z biotyną i ekstraktem z granatu wybrałam sobie szampon i odżywkę. Oba kosmetyki mieszczą się w przyjemnych dla oka, baaaardzo miękkich tubach z dużym otworkiem (przez co, dość łatwo wycisnąć zbyt dużą ilość kosmetyku). Niestety nawet pod światło nie można dostrzec, ile kosmetyku jeszcze pozostało.
Kosmetyki nie zawierają w składzie silikonów, polecane są przy dziedzicznym wypadaniu włosów, mają je wzmacniać. Poza tym producent informuje o antystatycznym kompleksie, zapobiegającym elektryzowaniu się włosów oraz o łagodnych, chroniących skórę głowy tensydach (tensydy, inaczej surfakanty - od SURFace ACTive AgeNTs - "substancje powierzchniowo czynne", dzięki Ci Wikipedio :) ).
No i z tymi tensydami to ja się nie polubiłam. Moje opanowane przetłuszczanie się włosów powróciło ze wzmożoną siłą (a przy mocnym przetłuszczaniu i więcej włosów wypada) i do tego doszedł potworny świąd skóry głowy, którego nie czułam od kilku dobrych lat. Koleżanka twierdzi, że to od tego, że wcześniej stosowałam codziennie szampon z rumiankiem, ale objawy pojawiły się po jakichś 2 tygodniach po zakończeniu tegoż i rozpoczęciu Balei. Próbowałam w między czasie używać innych szamponów, myślę, że skóra głowy powoli wraca normy. Zastanawiałam się, czy te problemy włosowe nie są związane z jakimś problemem całego organizmu, ale jako że moja skóra na twarzy i ciele ma się ostatnio dobrze, to winna wydaje się Balea. Do tego sprawdziła się zasada, że mój szampon musi być przejrzysty, a nie o widocznej na zdjęciu, perłowej konsystencji. Odżywka jest mleczna, bardzo rzadka, nałożona w dużej ilości na pewno będzie skapywać z włosów. Stosowana z innymi szamponami nie powoduje przetłuszczania, ale włosy po jej użyciu też nie wyglądają jakoś super, o wiele bardziej podobał mi się efekt po Balei z Mango i Aloesem. Jak już wspomniałam, pozytywnego wzmocnienia włosów nie odczułam, raczej przeciwnie.
Dla zainteresowanych składy: odżywka i szampon (przepraszam za jakość, tubę trudno sfotografować):
Miałam ochotę spróbować Baleę Proffesional z serii arganowej, ale teraz trochę się zastanawiam ;) Podsumowując: czasem amatorzy okazują się lepsi od profesjonalistów ;)
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ostatnimi czasy mam bardzo, naprawdę bardzo mało czasu wolnego, jednak, zużywając kolejne kosmetyki, ciągle przychodzi mi na myśl, co mogłabym o nich napisać :) W związku z tym postanowiłam nie odpuszczać i dla przynajmniej własnej przyjemności dalej, jak tylko czas pozwoli, coś naskrobać w tym moim mini-blogu. Zapraszam do odwiedzin. Pozdrawiam serdecznie!
poniedziałek, 30 grudnia 2013
Lubię pożegnania ;) zużyte w listopadzie i grudniu 2013
Listopad w użycia był bardzo skromny, w związku z tym z "denkiem" poczekałam do grudnia, kiedy to "sypnęło" pełnymi opakowaniami. Oto co udało mi się wykończyć w dwóch ostatnich miesiącach:
1. Balea Feuchtigkeitsspülung Mango + Aloe Vera odżywka do włosów suchych i zniszczonych, 300 ml - bardzo wydajna, bardzo przyjemnie pachnąca, bardzo tania, bardzo dobrze działająca, bardzo wydajna ;) Taka "bardzo" odżywka, godna polecenia. Pisałam o niej trochę więcej w ulubieńcach wakacji. Na razie mam coś innego (zresztą po pół roku miała prawo mi się znudzić, mimo dobrego działania ;) ), ale może kupię ponownie.
2. Green Pharmacy Szampon do włosów osłabionych i zniszczonych Rumianek lekarski, 350 ml - jak lubię szampony Green Pharmacy, tak ten był taki sobie. Nie kupię więcej.
3. Alverde Delikatny peeling pod prysznic, 200 ml - kolejny produkt, po którym więcej się spodziewałam. Wolę zdecydowanie domowe peelingi. Nie kupię więcej.
4. Balea, Creme-Öl Dusche z olejem z owoców drzewa marula i proteinami mlecznymi, 250 ml - ostatnio ulubiony produkt pod prysznic :) W szufladzie czekają jeszcze dwa inne zapachy z tej serii, ale ten, najchętniej na kolejną jesień, może jeszcze kupię.
5. Ebelin, Zmywacz do paznokci bez acetonu, 200 ml - zwykły, ale dobry i nieniszczący paznokci zmywacz. Kupiłam ponownie.
6. Rival de Loop, High Gloss Nail Colour, lakier do paznokci w numerze 07, 8 ml - piękna, klasyczna czerwień, lakier dobry w obsłudze. Byłam bardzo zadowolona, ale mam w kolekcji jeszcze kilka czerwieni, więc nie wiem, czy kupiłabym ponownie.
7. Esprit, Best of style with silk extract, nr 219 Mango sorbet, 6 ml - świetny lakier! Piękny kolor, bardzo dobre właściwości. Nigdy nie kupiłam dwa razy tego samego lakieru, ale tu bym się mocno zastanawiała! Niestety jest już prawdopodobnie nigdzie niedostępny.
8. Bioderma Sebium, Antybakteryjny żel do mycia cery mieszanej i tłustej, próbka 10 ml - zużyłam kolejne trzy próbki, prawdopodobnie już ostatnie, ale możliwe, że jeszcze gdzieś zachomikowaną znajdę. Tych mini opakowanek zużyłam chyba ok. 10. Były przede wszystkim bardzo wydajne. Z właściwości byłam w miarę zadowolona, ale od jakiegoś czasu używam kilkukrotnie tańszego żelu do twarzy i jestem pod dużo większym wrażeniem (szczegóły za niedługo ;) ). Nie kupię.
9. Barwa, Siarkowa Moc, Maseczka antytrądzikowa z siarką, kaolinem i gliną wulkaniczną, saszetka 2 x 5 ml - starczyła na cztery użycia. Zaskoczył mnie jej bardzo przyjemny zapach. Właściwości pielęgnacyjne trudno ocenić po zaledwie czterech użyciach, ale dobrze się zapowiada. Może kupię ponownie.
Tyle zużyć, a tu zapasów wcale mniej ;) Jak u Was ze zużyciami na koniec roku? Używałyście któryś z tych produktów? Pozdrawiam!
Etykiety:
Alverde,
Balea,
Barwa,
Bioderma,
denko,
DM,
Esprit,
Green Pharmacy,
lakiery,
oczyszczanie twarzy,
odżywki do włosów,
peelingi,
pielęgnacja włosów,
Rival de Loop,
szampony,
żele pod prysznic
niedziela, 8 grudnia 2013
Lubię recenzować! Green Pharmacy Szampon do włosów osłabionych i zniszczonych Rumianek lekarski
Bardzo lubię szampony Green Pharmacy - dobre ceny, przyjemne dla oka opakowania i, przede wszystkim, działanie, które odpowiada moim włosom i skórze głowy. Szczególnie odpowiadały mi do tej pory wersje z nagietkiem i pokrzywą. Dlatego też, jak tylko zobaczyłam w Rossmannie szampon rumiankowy w promocji za ok. 5,50 zł, było wiadomo, że to jego teraz wypróbuję.
Opakowanie to typowa dla firmy plastikowa butelka o fajnej pojemności 350 ml, przypominająca tradycyjne, apteczne pojemniki - lubię taką stylistykę. Na przyjemnej dla oka etykietce otrzymujemy zapewnienie o braku parabenów, SLSów i SLESów.
Jak moje wrażenia? Do tej pory mieszane. Przed nim wykończyłam Baleowy Szampon do włosów lekko przetłuszczających się, który niespodziewanie postawił bardzo wysoko poprzeczkę dla swoich następców. Najważniejszym zarzutem w kierunku rumianku od Green Pharmacy jest fakt, że muszę go użyć dość dużo, żeby w ogóle móc umyć włosy - w mniejszej ilości, która wystarcza mi przy większości szamponów - nie da się go porządnie rozprowadzić na włosach i ich umyć. Przez to też szybko się zużywa. Szampon ma dosyć rzadką konsystencję, jest zupełnie przezroczysty (to akurat zaleta). Kiedy już uda się go spienić, to czuć te charakterystyczne "skrzypienie" włosów, które od razu wołają o odżywkę - bez niej nie ma szans na spokojny żywot ;) Poza tym zapach jest nieciekawy - na początku wręcz bardzo mi się nie podobał (mimo że bardzo lubię ziołowe aromaty, a rumianek to jedno z moich ulubionych ziół), teraz już się przyzwyczaiłam. Na koniec wydaje mi się, że włosy trochę szybciej są nieświeże po tym szamponie w porównaniu z Baleą, ale z drugiej strony na pewno przyczynia się do tego codzienne noszenie czapki.
Co do działania wzmacniającego - w przypadku szamponów nie za bardzo w nie wierzę, aczkolwiek faktycznie wypada mi w ostatnim czasie widocznie mniej włosów, myślę jednak, że to zasługa raczej innego, regularnie przeze mnie używanego produktu Green Pharmacy, o którym za jakiś czas napiszę.
Podsumowując: mimo ogólnej sympatii do włosowych produktów od GP ten szampon nie przypadł mi do gustu. Zużyję i zapomnę, więcej nie kupię ;)
Znacie ten szampon albo inne produkty Green Pharmacy? Pozdrawiam!
środa, 10 lipca 2013
Lubię recenzować! Balea szampony
Że w Polsce nie ma drogerii DM... Sieć ta, moim zdaniem, posiada o wiele ciekawszy asortyment niż Rossmann (chociaż możliwe, że na opinię tę trochę wpłynął jednak właśnie fakt, że jej nie ma w Polsce) i też raczej przystępniejsze ceny. No i można tam zakupić produkty marek Balea, Alverde, P2 itp. Ach och! ;)
Jeśli chodzi o Baleę, to posiadam w tej chwili m.in. ich dwa szampony. Wiem, że wiele dziewczyn zamawia produkty Balei bądź u znajomych/rodziny, którzy akurat jadą do Niemiec, bądź przez internet, mają więc może i szansę zetknąć się z tymi produktami. Co ja o nich sądzę? :)
Niewątpliwą zaletą produktów Balea jest ich cena. Szampony te w DM w Niemczech kosztują 65 centów! W ogóle kosmetyki w Niemczech są tańsze niż w Polsce, no i jak mała dziewczynka tupię teraz nogą, że to też jest niesprawiedliwe :( ;) Szampony z tej serii mają pojemność 300 ml, fajnie się pienią i są przez to bardzo wydajne.
Na zielonym szamponie jest napisane: Szampon witalizujący, Rozmaryn + Melisa, do włosów normalnych i lekko przetłuszczających się (czyli moich, nielicząc końcówek, które mam zwykle trochę przesuszone). Świeża ziołowa formuła, bez sylikonów. Czy jest faktycznie bez sylikonów, to ja się nie znam ;) Oto skład dla zainteresowanych (ech melisa i rozmaryn w zasadzie na szarym końcu):
Na etykietce z tyłu producent pisze, że jest to szampon przeznaczony to użytku codziennego, delikatnie, ale dokładnie oczyszcza włosy, reguluje naturalną równowagę nawilżenia przeciwdziałając zbytniemu przetłuszczaniu się. Włosy mają się po nim ładnie błyszczeć i być wypielęgnowane dzięki witaminie B3 i prowitaminie B5.
Dość dużo i ładnie popisane o szamponie, ale trzeba przyznać, że moje u nasady skłonne do przetłuszczania włosy fajnie na niego reagują. Co prawda moim zboczeniem jest ich codzienne mycie, ale jeśli akurat wiem, że przez cały dzień nie wyjdę z domu, to przy tym szamponie jestem w stanie wytrzymać bez mycia cały kolejny dzień, a to dużo. Czy je jakoś szczególnie pielęgnuje, to trudno stwierdzić, na pewno im nie szkodzi, mogę również sobie pozwolić na nienakładanie odżywki.
Szampon ma bardzo przyjemny, ziołowy zapach, fajną konsystencję, przezroczystą (ktoś mi kiedyś powiedział, że po tym się poznaje, czy szampon ma w sobie silikony, jeśli jest taki kremowo-perłowo-błyszczący, to ma, jeśli przezroczysty, to nie ma; słyszałyście kiedyś o czymś takim?), lekko zieloną barwę.
Drugi szampon natomiast dostałam w spadku po koleżance, której akurat nie podpasował. Butelka była niemal pełna, a teraz jest jej mniej niż połowa, więc też mogę się wypowiedzieć na jego temat.
Szampon ten to Szampon codzienny, malinowy, do każdego rodzaju włosów, bez sylikonów, "upajające zapachowe przeżycie" (kocham te niemieckie poetyckie opisy ;) ). Jest to edycja limitowana (z tego, co się orientuję, to drugi wariant limitki, to zapach jagodowy).
Z tyłu na etykietce producent zapewnia o rozpieszczającym włosy ;) ekstrakcie z malin (z tego co widzę, to te maliny są znowu na przedostatnim miejscu w składzie heh). Pielęgnująca formuła z bogatymi eksraktami ma witalizować włosy i skórę głowy. Zawiera kompleks odbudowujący z witaminą B3 i B5.
Poza tym jest tam ładnie napisane, że "pyszny zapach malin oczarowuje zmysły i twoje włosy konkurują w błyszczaniu ze słońcem" (LOL, po niemiecku jest to tak pięknie napisane ;) ). Zapach faktycznie ładny (a ja nie przepadam jakoś szczególnie za malinowymi kosmetykami). Konsystencja podobna, jak w przypadku zielonego szamponu, tylko kolor ma intensywniejszy.
Na niego również moje włosy dobrze reagują, aczkolwiek nie użyłabym w jego przypadku tak poetyckiego języka ;)
Oba szampony to po prostu dobre, porządne szampony, które fajnie oczyszczają i nie niszczą włosów. Nigdy się sama nie oszukiwałam, że szampon sam w sobie mógłby jakoś odbudować włosy, ale te produkty bardzo przypadły mi do gustu, a biorąc jeszcze pod uwagę pojemność i cenę są naprawdę godne polecenia (chociaż jak ktoś szuka lepszych składów, to pewnie Alverde było by lepszym pomysłem ale ich produków jeszcze nigdy nie stosowałam). Te to takie pewniaki. Czy sprawię je sobie ponownie? Jeśli chodzi o szampon malinowy, to raczej nie, jako że to limitowanka, bardziej, jeśli wyjdzie jakiś nowy, fajnie zapowiadający się sezonowy zapach. W przypadku szaponu ziołowego jest to już bardziej prawdopodobne. Na pewno chciałabym wypróbować jeszcze szampony z innych serii Balea.
Miałyście okazję stosować kosmetyki niemieckie? Macie swoich ulubieńców? Pozdrawiam!
Jeśli chodzi o Baleę, to posiadam w tej chwili m.in. ich dwa szampony. Wiem, że wiele dziewczyn zamawia produkty Balei bądź u znajomych/rodziny, którzy akurat jadą do Niemiec, bądź przez internet, mają więc może i szansę zetknąć się z tymi produktami. Co ja o nich sądzę? :)
Niewątpliwą zaletą produktów Balea jest ich cena. Szampony te w DM w Niemczech kosztują 65 centów! W ogóle kosmetyki w Niemczech są tańsze niż w Polsce, no i jak mała dziewczynka tupię teraz nogą, że to też jest niesprawiedliwe :( ;) Szampony z tej serii mają pojemność 300 ml, fajnie się pienią i są przez to bardzo wydajne.
Na zielonym szamponie jest napisane: Szampon witalizujący, Rozmaryn + Melisa, do włosów normalnych i lekko przetłuszczających się (czyli moich, nielicząc końcówek, które mam zwykle trochę przesuszone). Świeża ziołowa formuła, bez sylikonów. Czy jest faktycznie bez sylikonów, to ja się nie znam ;) Oto skład dla zainteresowanych (ech melisa i rozmaryn w zasadzie na szarym końcu):
Na etykietce z tyłu producent pisze, że jest to szampon przeznaczony to użytku codziennego, delikatnie, ale dokładnie oczyszcza włosy, reguluje naturalną równowagę nawilżenia przeciwdziałając zbytniemu przetłuszczaniu się. Włosy mają się po nim ładnie błyszczeć i być wypielęgnowane dzięki witaminie B3 i prowitaminie B5.
Dość dużo i ładnie popisane o szamponie, ale trzeba przyznać, że moje u nasady skłonne do przetłuszczania włosy fajnie na niego reagują. Co prawda moim zboczeniem jest ich codzienne mycie, ale jeśli akurat wiem, że przez cały dzień nie wyjdę z domu, to przy tym szamponie jestem w stanie wytrzymać bez mycia cały kolejny dzień, a to dużo. Czy je jakoś szczególnie pielęgnuje, to trudno stwierdzić, na pewno im nie szkodzi, mogę również sobie pozwolić na nienakładanie odżywki.
Szampon ma bardzo przyjemny, ziołowy zapach, fajną konsystencję, przezroczystą (ktoś mi kiedyś powiedział, że po tym się poznaje, czy szampon ma w sobie silikony, jeśli jest taki kremowo-perłowo-błyszczący, to ma, jeśli przezroczysty, to nie ma; słyszałyście kiedyś o czymś takim?), lekko zieloną barwę.
Drugi szampon natomiast dostałam w spadku po koleżance, której akurat nie podpasował. Butelka była niemal pełna, a teraz jest jej mniej niż połowa, więc też mogę się wypowiedzieć na jego temat.
Szampon ten to Szampon codzienny, malinowy, do każdego rodzaju włosów, bez sylikonów, "upajające zapachowe przeżycie" (kocham te niemieckie poetyckie opisy ;) ). Jest to edycja limitowana (z tego, co się orientuję, to drugi wariant limitki, to zapach jagodowy).
Z tyłu na etykietce producent zapewnia o rozpieszczającym włosy ;) ekstrakcie z malin (z tego co widzę, to te maliny są znowu na przedostatnim miejscu w składzie heh). Pielęgnująca formuła z bogatymi eksraktami ma witalizować włosy i skórę głowy. Zawiera kompleks odbudowujący z witaminą B3 i B5.
Poza tym jest tam ładnie napisane, że "pyszny zapach malin oczarowuje zmysły i twoje włosy konkurują w błyszczaniu ze słońcem" (LOL, po niemiecku jest to tak pięknie napisane ;) ). Zapach faktycznie ładny (a ja nie przepadam jakoś szczególnie za malinowymi kosmetykami). Konsystencja podobna, jak w przypadku zielonego szamponu, tylko kolor ma intensywniejszy.
Na niego również moje włosy dobrze reagują, aczkolwiek nie użyłabym w jego przypadku tak poetyckiego języka ;)
Oba szampony to po prostu dobre, porządne szampony, które fajnie oczyszczają i nie niszczą włosów. Nigdy się sama nie oszukiwałam, że szampon sam w sobie mógłby jakoś odbudować włosy, ale te produkty bardzo przypadły mi do gustu, a biorąc jeszcze pod uwagę pojemność i cenę są naprawdę godne polecenia (chociaż jak ktoś szuka lepszych składów, to pewnie Alverde było by lepszym pomysłem ale ich produków jeszcze nigdy nie stosowałam). Te to takie pewniaki. Czy sprawię je sobie ponownie? Jeśli chodzi o szampon malinowy, to raczej nie, jako że to limitowanka, bardziej, jeśli wyjdzie jakiś nowy, fajnie zapowiadający się sezonowy zapach. W przypadku szaponu ziołowego jest to już bardziej prawdopodobne. Na pewno chciałabym wypróbować jeszcze szampony z innych serii Balea.
Miałyście okazję stosować kosmetyki niemieckie? Macie swoich ulubieńców? Pozdrawiam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)